Sportowcy często lubią mówić i walczyć o prawa człowieka oraz grze fair-play. Ich udział w Olimpiadzie jest dowodem, że raczej wolą tylko „mówić". I nie chodzi tu wcale u Tybet, Xinjang, ofiary trzęsienia ziemi czy handel narządami...
Telewizja Szwedzka SVT1 podała, że w związku z olimpiadą w Pekinie zamknięto w Pekinie i okolicach ponad 1000 fabryk. Na okres trwania igrzysk wstrzymano na prawie cały miesiąc pracę wszystkich fabryk w Pekinie i okolicznych regionach. W Pekinie nakazano wstrzymanie wszystkich prac budowlanych. Powód - walka o czyste powietrze. Wysłani na przymusowe urlopy pracownicy przez ten okres czasu pensji otrzymywać nie będą...
Jak wiadomo, Igrzyska to nie tylko czyste powietrze, ale też stadiony, hale sportowe i „wioska olimpijska". Chińczycy też o tym wiedzą. W związku z tym, by wybudować całą tą infrastrukturę, wysiedlono ok. 25 tys. mieszkańców Pekinu (gdzieś słyszałem nawet o 50 tys.). Często dokonywano w tego podstępny sposób, podsuwając pod nos sprytnie skonstruowane umowy, pozbawiające automatycznie tych ludzi ich praw do zamieszkiwanych lokali. Rzecz jasna, zaoferowano im lokale zastępcze na nowowybudowanych osiedlach... z czynszem wyższym niż ten w centrum Sztokholmu... Jaki byl tego efekt - proszę się domyśleć. Dodam tylko, że wysiedleni to nie była elita finansowa Państwa Środka. Podobnie zagrano z w czasie renowacji dzielnic hutongów (małych, wąskich, bardzo charakterystycznych dla pekińskiego krajobrazu, uliczek). Znów to samu - umowa i wyprowadzka. Osobną kwestią jest sprawa wyburzenia i zniszczenia całej masy zabytkowych budynków, ale to akurat z prawami człowieka wspólnego ma niewiele.
Problem praw człowieka często pojawia się w kontekście tej olimpiady. Niestety, wszyscy skupiają się na Tybecie, obozach pracy, czy karze śmierci. Nie to jednak, moim zdaniem jest tutaj problemem, gdyż niszczenie Tybetu, zsyłki i egzekucje by się odbywały bez względu na to czy olimpiada by w Pekinie była czy nie. Tak samo jak to czy ja pojadę do Iranu, czy nie, nie ma związku z tym, czy władze irańskie będą zamykać gazety czy nie. Na to wpływu nie mam żadnego i nie ma to ze mną nic wspólnego. Inaczej nie moglibyśmy w ogóle jeździć do państw mających coś na sumieniu w zakresie praw człowieka, a to mogło by być bardzo trudne. Sam zresztą byłem jakiś czas temu w Chinach, ale z mojego powodu nikogo nie wysiedlono, nikogo nie pozbawiono środków do życia. Trochę odmiennie wygląda sytuacja w przypadku sportowców - to z ich powodu powysiedlano tych ludzi i pozamykano zakłady pracy. To z powodu ich zabawy, milionom ludzi utrudniono dojazdy do pracy.
Sportowcom to jednak nie przeszkadza - nikt z nich nie wycofał się ze startu w igrzyskach. Choć nacodzień chętnie sami podpisują się pod jakimiś akcjami w obronie praw człowieka, ostro występują, nawołują do poszanowania ludzi i ich życia, to kiedy przychodzi co do czego, to cieszą się w telewizji z „pięknej i olśniewającej" wioski olimpijskiej - wybudowanej dla specjalnie dla nich, na gruzach domów ludzi, którzy w większości stali się bezdomnymi. Stali się nimi po to, by ci sportowcy mogli sobie dzisiaj chwalić „sprawność organizacyjną" Chińczyków. Okazało się kolejny raz, że dla tych co najgłośniej mówią o sprawiedliwości, ważniejsze są własne interesy (dla sportowca interesem jest sukces na olimpiadzie) i jedyne na co ich stać w ramach tej walki to wykrzyknięcie przed startem wyświechtanego „free Tibet". Podkreślam jeszcze raz - mówię tu o tych, co biorą udział w różnego rodzaju akcjach i publicznie wyrażają, w swoich krajach, swoją troskę o prawa tych najsłabszych i najbiedniejszych. Po tych igrzyskach powinni się zamknąć, po tym co zrobili wtedy gdy ta ich „troska" została wystawiania na próbę
Sportowiec powie, że tu chodzi o zabawę, sport i zasady fair-play. W takim razie spójrzmy na to z tej strony.
Stosunek Chińczyków do zasad fair-play świetnie ukazał materiał wyemitowany, o ile dobrze pamiętam, w szwedzkiej SVT2, której bohaterem był szwedzki pracownik kontroli antydopingowej, który pracuje na miejscu w Pekinie. Jak wiemy, kontrolerzy mają prawo do robienie niezapowiedzianych kontroli sportowców startujących w olimpiadzie. Niestety, w przypadku sportowców chińskich wygląda sytuacja jest dość skomplikowana. We wspomnianym programie kontrolerzy próbowali przeprowadzić niezapowiedzianą kontrolę w kilku ośrodkach. W większości wypadków wpuszczono ich po 30-60-minutowym oczekiwaniu na portierni, gdyż strażnicy musieli wpierw „sprawdzić ich dane". W dwóch wypadkach, tak się przypadkowo złożyło, że sportowcy zaraz wyjeżdżali autobusem z terenu ośrodka, a kontrolerzy dowiadywali się, że treningi zakończono. Wspomniany kontroler opowiadał, że nawet gdy udaje im się dotrzeć do sportowców, to i oni i ich trenerzy strasznie opóźniają całą procedurę - czasami nawet o 2-3 godziny. Jednakże kompletnym absurdem jest fakt, że do części sportowców w ogóle kontrolerzy nie mogą dotrzeć, gdyż ośrodki te znajdują się na terenach uznanych za jednostki wojskowe, a do nich obcokrajowcy nie mają żadnego wstępu. No, na szczęście są kontrolerzy chińscy, których do jednostek się wpuszcza i z pewnością skontrolują chińskich sportowców. Chińscy kontrolerzy stanowią 90% kontrolerów antydopingowych w czasie tej Olimpiady... Rzeczywiście, istny festiwal fair-play.
Ktoś powie, że zawsze tak jest, przy takich imprezach, że ktoś bierze (niektórzy mówią, że większość sportowców) środki dopingujące i oszukuje. Zawsze kogoś wysiedlą, ktoś straci pracę. Tak, tylko, że nigdy nie odbywa się to tak otwarcie, na taką skalę i przy takiej akceptacji, a wręcz poklasku i podziwie, jak to ma miejsce w przypadku Olimpiady w Pekinie.
I gdy tylko włączam telewizor i widzę tych sportowców, którzy jutro będą znowu użyczać swoich gęb dla różnego rodzaju akcji humanitarnych i charytatywnych, gdy słyszę tych komentatorów gadających o ostrej kontroli antydopingowej (wczoraj w TVP) i rozczulającej się nad potęgą Chin, "zaangażowaniu chińskiego społeczeństwa" (to z radia), gdy słyszę, że Rosja i Gruzja nie złamały regulaminu olimpijskiego (zakaz udziału państw prowadzących działania wojenne i jest to wyraźnie napisane), to telewizor ten odrazu wyłączam, a jedyne słowo jakie ciśnie się na usta to „obłuda".
social.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)