2 obserwujących
38 notek
13k odsłon
1119 odsłon

A gdzie profesorskie togi?

Wykop Skomentuj44

Środowisku sędziów, choć niezbyt licznemu, nie sposób odmówić pomysłowości i konsekwencji w sprzeciwianiu się reformom sądownictwa forsowanym przez rząd. Jak tłumaczy to mecenas Dubois, są to przecież ludzie mądrzy i wykształceni, którzy dobrze wiedzą, na czym polega bycie sędzią. Co prawda, zdarzają się wśród nich zdrajcy i reżimowi kolaboranci, ale zostali oni odpowiednio naznaczeni i zmarginalizowani.

Patrząc na dzisiejszy „marsz tysiąca tóg” można jednak zadać pytanie, dlaczego w podobny sposób na forsowane przez rząd reformy nauki i szkolnictwa wyższego nie reaguje środowisko naukowe, a zwłaszcza jego „najwyższa kasta”, czyli profesorowie belwederscy. Jest ich w przybliżeniu tylu, ilu sędziów, są tak samo mądrzy i wykształceni i również oni dobrze wiedzą, na czym polega bycie profesjonalistą w ich zawodzie. No i także oni mogą zakładać togi! Mimo to reformowanie nauki przebiega bez poważniejszych zakłóceń.

W dodatku rozpoczęte przez min. Kudrycką i bynajmniej nie odcięte żadną „grubą kreską” przez min. Gowina reformy trwają w najlepsze dzięki wytężonej pracy samych naukowców (w tym władz jednostek akademickich i wielu profesorów o znanych nazwiskach i cenionym dorobku). Ale im jakoś nikt nie zarzuca zdrady wspólnych interesów i sprzeniewierzenia się ethosowi zawodu, nie są oskarżani o kolaborację z reżimem ani piętnowani w niepublicznych mediach, nie spotykają się też z groźbami zemsty do któregoś tam pokolenia. Wprost przeciwnie – obiektem nagonki stają się przeciwnicy reform, w dodatku wyśmiewani jako miernoty naukowe nie notowane w odpowiednich bazach i z mizernymi indeksami cytowań.

A przecież, nawet jeśli uznać słuszność ogólnych postulatów „umiędzynarodowienia nauki” – sztandarowego hasła prowadzonych reform – to już dużo trudniej zaakceptować konkretne rozwiązania mające prowadzić w tym kierunku (np. prześladowanie humanistów za to, że używają w swoich publikacjach języka ojczystego, kompletnie absurdalne i ciągle zmieniane punktacje czasopism i wydawnictw, konieczność „wypełniania slotów” – najlepiej artykuł za tyle a tyle punktów i nie za dużo monografii, co zmienia instytucje naukowe w odpowiednik fabryki, gdzie trzeba wyprodukować określoną ilość śrubek i gwoździ, czy wreszcie zapowiadane konsekwencje parametryzacji i ewaluacji, które obmyślono zgodnie z logiką obozów pracy: kto nie wykona normy, temu zostaną obcięte racje żywnościowe).

Wszystko to razem sprawia wrażenie realizacji jakiegoś koszmarnego snu biurokraty i wręcz urąga inteligencji tych, którzy w swoich obowiązkach zawodowych mają wszak „brak posłuszeństwa w myśleniu”. Niestety, szacowna profesura, nawet jeśli coś tam sobie myśli na temat aplikowanych nauce reform, to jednak przezornie powstrzymuje się od działania i póki co nie zdobyła się na jakikolwiek gest porównywalny ze spektakularnymi akcjami środowiska sędziowskiego. Co musiałoby się stać, aby na ulice Warszawy wyszły togi profesorskie?

Wykop Skomentuj44
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo