Nasi zachodni sąsiedzi znani są z tego, że wszelkie swoje dolegliwości doleczają suplementami, medycyną konwencjonalną czy też lekami homeopatycznymi. Nigdzie indziej w Europie nie widać tylu heilpraktikerów zachowujących się jak lekarze i leczących bóle zwyrodnieniowe aromaterapią czy też leczą kłopoty natury psychicznej koloroterapią.
Dlatego nie zdziwiła mnie wiadomość, że niemieckie orły heilprektikerowe postanowiły leczyć homików z chęci do homikowania także homeopatią, przyznając jednocześnie, że homikowanie chorobą nie jest.
To tak na wszelki wypadek gdyby okazało się, że homik jest twardy i nie podda się nowatorskiej terapii. Terapii, która w swoim działaniu zawiera rozmowę, siarkę, wygadanie się, a potem przekonanie homika, że homikiem już nie jest.
To ostatnie może pogrzebać pozytywne efekty terapii.
Piszę o tym nie dlatego żeby potępić tego rodzaju praktyki (dzięki nim Niemcy nie mają prawie bezrobocia), ale by zastanowić się nad zaproponowaniem podobnej terapii posłowi Jarosławowi Gowinowi, który znowu udzielił wywiadu i powiedział, że nigdy, ale to przenigdy nie podniesie ręki by zagłosować za legalizacją związków partnerskich.
Jakby tego było mało poseł Gowin już wie, że nie dojrzał i nigdy nie dojrzeje do tego by zaakceptować heteroseksualne związki partnerskie, ponieważ to może być furtka, przez którą wślizgną się homiki i zapragną rozliczać się z fiskusem razem. I jeszcze nie daj Boże razem zapłacić podatek.
W związku z tym, żadna para heteroseksualna nie doczeka się akceptacji posła Gowina – przynajmniej dopóki para nie powie sakramentalnego „tak”, choćby potem miało zamienić się to w regularne małżeńskie mordobicie.
Można powiedzieć, że dwa hetery dopóki się nie zwiążą (najlepiej przed ołtarzem) nie mają szans na równe traktowanie, ponieważ za ich plecami czają się zawsze dwa inne homiki. Dlatego dwa hetery po ślubie i a garnuszku pomocy społecznej, mają większe prawa niż dwa hetery bez ślubu i utrzymujące tych bez roboty. Bo te dwa ze ślubem rodzą dzieci, a za tymi bez ślubu czają się homiki, które dzieci sobie nie urodzą, a małżeństwo to rodzenie a nie gapienie się w oczy.
Tyle poseł Gowin.
Profesor Irena Kotowska powiedziała, że w Polsce, już pięć lat temu ilość związków nieformalnych wśród młodych ludzi wynosiła ponad 35% przy jednoczesnym wzroście liczby rozwodów. Wgląda na to, że powstała nowa forma rodziny i odbieranie tym parom wspólnych praw i zobowiązań pachnie łamaniem Konstytucji RP.
Młodzi ludzie, zwłaszcza kobiety, są ostrożniejsze niż ich rodzice i rozważniej podchodzą do swojej przyszłości. Zanim zdecydują się na formalizowanie związku wolą sprawdzić jego wartość w codziennym życiu i zmaganiach. Często okazuje się, że związek się nie udał i partnerzy rozchodzą się bez ryków i scen.
Po ślubie nie jest to takie proste, często jedna strona się nie zgadza na odejście i życie zamienia się w wyzwiska i jatkę... także przed sądem, która może trwać nawet dwa lata.
Ale dla posła Gowina pewnie i rozwód jest czymś nagannym.
Czas pewnie zweryfikuje poglądy posła Gowina (ma trójkę dzieci, z czego dwójka wchodzi w ten okres gdy zachciewa się mieć parę do mieszkania). Ale na dzień dzisiejszy proponuję by poseł Gowin w ramach mody na transfery polityczne przeniósł się do partii Jarosława Kaczyńskiego albo zasilił szeregi Ligi Polskich Rodzin.
Tam jest idealne miejsce by wszędzie dopatrywać się spisku i podstępu lobby homoseksualnego. Tam posłowie drżą na samą myśl, że homik może na nich spojrzeć a oni będą musieli bronić swojej cnoty jak wiary ojców. Tylko tam poseł Gowin będzie mógł dyskutować o tym czy dojrzał czy też nie do zmieniających się czasów.
Platforma to nie miejsce dla Gowina.
Zamiast zastanawiać się nad dojrzałością konserwatywnego peowskiego posła - projekt SLD już powinien być przedmiotem głosowania, a nie dyskusji i zapowiedzi, że na pewno stanie się tak po wyborach. Nie po to czekaliśmy na normalnego prezydenta by teraz wysłuchiwać dziwnych argumentów marszałka Schedyny iż czas nieodpowiedni… bardziej odpowiedniego czasu nie było i być może już nigdy nie będzie.
A posłowi Gowinowi powiem, że choćby nie wiem jak prężył się w stringach to może się okazać się, że nie poruszy serca żadnego geja. Może też owinąć się cały bandażem i zostawić tylko dziurki na nos, a i tak może się okazać, że stanie się przedmiotem uwielbienia geja…
Bo to jest kwestia chemii, a nie nazw. Tak samo jak udany związek między dwojgiem ludzi to kwestia szacunku i miłości, a nie obrączki na palcu, ślubowania przed ołtarzem i rodzenia dzieci na akord.
Dzisiaj młodzi ludzie dbają o jakość swego życia, a nie poświęcają go w imię przestarzałych definicji i czyiś fobii.
Kto tego nie rozumie, niech nie pcha się do rządzenia.
alex


Komentarze
Pokaż komentarze (1)