Jedna z najciekawszych grup zawodowych, nie najgorzej zarabiająca, mająca możliwość rocznego odpoczynku od pracy, pracuje 40 godzin tygodniowo, ale z tego tylko 18 godzin przy tablicy. Wraz z wakacjami, feriami i świętami narodowymi nauczyciele mają cztery miesiące wolnego, a jeszcze trzeba dorzucić do tego weekendy. Jakby tego było mało, rząd gwarantuje nauczycielom coroczne podwyżki pensji.
Trudno więc nie zrozumieć ich rozgoryczenia na tak skandaliczne warunki pracy, gdyż tam na Zachodzie to dopiero fajnie mają :)))
Jakby tego było mało – młodzież jest wredna jak nigdy kiedyś.
Podobno tylko u nas, gdyż TAM sobie nauczyciele jakoś radzą i nie jęczą na nadmiar obowiązków. Jakby tego było mało, w Niemczech na przykład, nauczycielowi opłaca się iść na zasiłek niż zasilać szeregi belfrów z volksschule. Wynagrodzenie podobne jest.
Ale gdyby to przeliczyć w proporcjach jedno euro równa się cztery złote, to matko, ile oni tam wyciągają.
*****
Co jakiś czas dowiadujemy się z mediów, że coś znowu wstrząsnęło jakąś placówką szkolną: a to akcja z koszem na głowie, a to historia samobójstwa Ani, którą poniżono w czasie lekcji, a Bóg jeden wie gdzie była wtedy pani, a to historia pana nauczyciela, który przyszedł na bańce do szkoły i jeszcze miał siły na zajęcia z dziećmi, a to jakieś łapówki za zawyżanie ocen…
Czy chociażby czekoladka by nauczyciel nie robił kartkówki: po co ma robić skoro już wie, że uczniowie są nieprzygotowani a czekoladkę łyknie z przyjemnością.
Przykładów tysiące, a może i więcej…
Do tego dochodzą jeszcze pilnie strzeżone tajemnice mobbingu w szkołach. I piszę tutaj nie tyle o nauczycielach nękających uczniów, o nieetycznym zachowaniu dyrektorów wobec swoich pracowników, ale o świństwach jakie robią sobie sami nauczyciele wzajemnie.
Wstydliwy temat tabu w naszej oświacie.
Efektem wzajemnego podgryzania się nauczycieli w szkołach to zwolnienia lekarskie, brak motywacji, Czasami samobójstwa, a czasami renty psychiatryczne. Zaś ci, którzy zamieniają pracę w pole intryg zazwyczaj nie ponoszą żadnych konsekwencji, czasami nawet awansują.
Nauczyciel może usłyszeć od kolegów z pracy, że zawyża poziom i popisuje się umiejętnościami. Znana jest presja wyrównywania w dół… przecież jaka płaca taka praca i każdy inny nauczyciel, który mimo wszystko będzie pracować porządnie i z poświęceniem staje się czarną owcą – jeszcze inni będą tak musieli i co wtedy?
Najgorzej mają ci po studiach, jeszcze nieświadomi, chcą coś zmieniać… okazuje się, że niejednokrotnie są krytykowani. Nikt nie patrzy, że lubią swój zawód, że daje im satysfakcję i mają motywację…
*****
Od dawna mówi się, że trzeba zamykać szkoły, redukować personel nauczycielski. Dzieci jest coraz mniej a nauczycieli nie ubywa, gdy podejmowane są próby redukcji zaczynają się strajki i ogólnonarodowy płacz jak to nauczycielska grupa zawodowa biedę klepie i nie ma z czego żyć.
Związkowcy krzyczą o podwyżkach chociaż poziomu nauczania szkół nie podnosi się, mimo, że statystyki wypadają w miarę dobrze. Od wczoraj wiemy, że jest to osiągane także kosztem zniechęcania młodzieży z ogólniaków do przystępowania do matury. By wypaść pozytywnie w rankingu nauczyciele namawiali uczniów by nie zdawali matury.
Trudno uwierzyć by nauczyciel mógł cos takiego zrobić – zniechęcać do nauki i wysiłku oraz odradzać dalszą edukację.
Wyrównywanie w dół.
By zbliżyć polską oświatę do średniej europejskiej potrzeba zwolnić około 100 tys. nauczycieli… i te sto tysięcy natychmiast wyjdzie na ulicę protestować... oczywiście wszystko w interesie uczniów :)
Rząd przed wyborami pewnie ustąpi i ulegnie.
A nasze dzieci znowu trafią pod opiekę pani, która będzie je przekonywać, że:
Krzysztof Kolumb był Polakiem!
alex


Komentarze
Pokaż komentarze (4)