"DoWarszawy wybiera się m.in. osiem tysięcy związkowców ze Śląska. W stolicy będą się domagać podwyżek i skutecznej walki z bezrobociem".
Czym stał się związek Solidarność?
Mamy w kraju pełno Solidarności, każda grupa zawodowa ma Solidarność. Pewnie tak powinno być by każdy mógł walczyć o swoje prawa. Jednak w naszym kraju pod sztandarami Solidarności pochowały się ostatnio grupy zagrożonych partii politycznych, jacyś ludzie dyskutujący na temat praw mniejszości seksualnych, ludzie dyskutujący o polityce, ludzie dyskutujący o podatkach na paliwo, ludzie żądający wyjaśnienia teorii zamachu pod Smoleńskiem...
Solidarność protestuje przeciw likwidacji, przeciw prywatyzacji, przeciw wszystkiemu... Solidarność nie proponuje rozwiązań tylko stawia roszczenia. Na wieść o redukcjach etatów nauczycielskich wyszła na ulicę żądać podwyżek dla nauczycieli, na wieść o prywatyzacji szpitali żąda podwyżek dla lekarzy i gwarantowanych kontraktów dla upadających szpitali.
Tylko strajk, strajk przeciw politykom, przeciw zmianom, przeciw obywatelom.
Nie o prawa pracownicze, o lepsze traktowanie w robocie, nie o czas wolny czy przestrzeganie przepisów BHP. Strajk o kasę, a żeby było wiarygodniej i popularniej to o kasę dla tych, którzy praw do kasy nie mają.
"Związkowcy domagają się podniesienia płacy minimalnej do poziomu pięćdziesięciu procent średniej krajowej, zwiększenia liczby osób upoważnionych do korzystania z pomocy społecznej, czasowego obniżenia akcyzy na paliwa i przeznaczenia większych środków na walkę z bezrobociem".
Solidarność.
Związek, który kiedyś spędził sen z powiek czerwonym sekretarzom dzisiaj stał się maszynką wyborczą dla nieudaczników. Spali się troszkę opon, politycy opozycji podbiegną do poobijanych i zezłoszczonych reprezentantów i podadzą im w świetle kamer rękę, by potem na plakatach wyborczych przekonać swój elektorat do głosów i udowodnić swoją solidarność z poobijanymi w starciach. Przewodniczący związków zadowolonych wróci zadowolony do domu, że nikt mu nie zarzuci lenistwa i brania kilku tysięcy miesięcznie na rękę za nic. On wie dlaczego wydziera się do mikrofonu... ma motywację materialną.
A ludzie?
Wrócą do domów i będą rozprawiać o palonych oponach, o tym, że złodzieje nie chcą akcyzy na paliwo obniżyć, a Lotos traci większościowe udziały w spółce. Pracownicy pomocy społecznej wrócą do biur by usiąść i narzekać, że robota niewdzięczna i mało płatna... może gdy rząd coś rzuci na pomoc społeczną to będzie na podwyżki dla pań z biura...
Przecież ich podopieczni to przede wszystkim bezrobotni i aut nie mają... to po co im więcej pieniędzy?
alex


Komentarze
Pokaż komentarze (13)