Jak pracuje nasza poczta wszyscy wiemy... paskudna pozostałość po nieróbstwie i złodziejstwie z tamtych czasów. Wprawdzie zmiany powoli nadchodzą i jakość powinna się poprawiać, ale wciąż jest ryzyko, że paczka niekoniecznie dojdzie, informacja "uwaga szkło!" nie oznacza, że nie można paczką rzucać, a pakunek z adnotacją "za pobraniem" nagle ma zamoczony adres, co już paczką go nie czyni, ale odrzutem... kwestia tego ile pobranie wynosi i co może być zawartością.
Pani w okienku nie wyda listu ponieważ komputer się zawiesił, a niedługo mija godzina urzędowania placówki więc nie warto fatygować już informatyka. Zdarza się też, że nie kupimy kartonu odpowiedniej wielkości, ale możemy nabyć w okienku papierosy, gazetki brukowe i parę innych produktów :)

Trzy okienka, a tylko jedno czynne, za to w zasięgu wzroku przechadzają się zadowolone pracownice nawet nie patrzące na swoje stanowiska pracy.
Listonosz nosi w małych ośrodkach emerytury i renty na własne ryzyko, ponieważ może coś mu skapnie dodatkowo do portfela - to nic, że szybko nie spłaci tego co mogliby mu ukraść... chodzi o to, że za taką robotę tak mało mu płacą... za to na Zachodzie... to dopiero zarabiają.
Po mojej głowie często toczyły się myśli, że tylko prywatyzacja nauczy pracowników poczty kultury, pracowitości i uśmiechu na zgorzkniałej gębie.
Niestety jest to wartość narodowa i nici.
Więc może cięcia etatów poprawią jakość.
W życie wchodzi plan redukcji etatów na poczcie oraz w filiach, które mają większe koszty utrzymania niż są w stanie wypracować. Okazało się, że na pięć tysięcy swoich placówek, Poczta Polska ma, według wyliczeń, trzy tysiące całkowicie zbędnych. W większości są to urzędy w małych miejscowościach, w których nie ma dużego ruchu, za to jest sporo obsługujących. W tym roku pracę straci pięć tysięcy osób, a dziewięćdziesiąt tysięcy dostanie nowe umowy, które zaakceptuje albo i nie.
Zlikwidowana ma być część placówek pocztowych gdyż Poczta Polska nie potrafi dostosować się do rynkowych wyzwań. Spory udział mamy też w tym upadku i my.
Dlaczego?
Nic tak nie zadowala nas jak wysłanie czy otrzymanie sms-a, że bliscy szczęśliwie dotarli do miejsca przeznaczenia, a nie czekanie, aż zakupiona kartka dojdzie... zaś wysyłanie kartek zastępuje pokaz slajdów po powrocie albo zdjęcia na bieżąco wysyłane mailem. Paczki na wszelki wypadek wysyłamy poprzez sieć prywatną, a przypadek psiaka, który zdechł w czasie podróży gdyż dla pracowników bez znaczenia było czy paczkę położą czy będą przerzucać ją jak workiem ziemniaków, zdecydowanie odstręcza od wysyłania rzeczy delikatnych.
Jak zawsze w obronie pracowników wystąpiły związki zawodowe Solidarność, które z tamtą Solidarnością niewiele już mają wspólnego. Wystąpiły pewnie z racji tego, że szefowie związków zarabiają niezłą kasę zarówno ze składek pracowniczych jak i gaży szefa zakładu pracy. Taki ubytek pracowników poważnie zagraża pozycji przewodniczącego, który teraz musi zaprezentować serię konferencji, protestów, rwania szat i puszczania oczka do tych polityków, którzy na populizmie utrwalają swoją polityczną obecność.
Czyli do lewicy i PiS-u.
A my zobaczymy, czy redukcje zmienią nastawienie pracowników poczty do pracy, czy w dalszym ciągu przy okienku będzie jedna kasjerka, a reszta pań będzie przechadzać się w zasięgu naszych nerwowych spojrzeń.
alex


Komentarze
Pokaż komentarze (6)