Była młoda, niesforna, bez doświadczenia. Wychowana w domu, pełnym przemocy i cwaniactwa. W domu, którym co rusz targały kłótnie, wstrząsy, co rusz ktoś został wyrzucany za drzwi, co chwilę ktoś niego uciekał.
Ona została. Myślała, że gdy dorośnie będzie inaczej. Będzie mogła robić to co chce, spełniać swoje marzenia. Chciała być taka jak inne dzieci z sąsiedztwa, chciała z nimi rozmawiać i bawić się. Nosić kolorowe sukienki.
Ale nie mogła. Między domostwami był płot, którego strzegły psy. Ale nie psy sąsiada… psy z jej domu. One pilnowały żeby nikt nie przekroczył zagrody. Mogły nawet pogryźć… Więc bawiła się sama albo z rodzeństwem marząc, by choć raz pobawić się tam - za płotem z dzieciakami sąsiadów.
W domu było coraz gorzej. Ciągłe burdy i awantury… wódy nie brakowało, ale chleba coraz częściej tak. Starzy już nie mieli od kogo pożyczać, o spłacie tego co pożyczyli nie mówiąc. Zaczynali wynosić z domu co cenniejsze rzeczy, nawet resztki jedzenia, którego i tak brakowało. Gdy ona protestowała zaczynali bić…
Któregoś dnia nie wytrzymała i wrzasnęła, że ma dość. Że już dłużej nie wytrzyma, że chce inaczej. Oni nie wierzyli najpierw, a potem na serio się przestraszyli. Stała w kuchni przy szufladzie z nożami. Mogła stanąć wszędzie, ale przypadek sprawił, że właśnie tam…
Sąsiedzi słyszeli krzyki, ale nie mogli dużo zrobić ponieważ domu pilnowały psy. Więc rzucali przez płot co się dało: jedzenie, ubrania, nawet pieniądze. Dodawali otuchy pozdrawiając przez płot. Ona dzielnie postanowiła zaprowadzić porządek w domu, jedzenie dzieliła by starczyło dla każdego, mimo, że starzy ciągle kradli, nawet te wydzielone porcje. Siadała przy stole i rozmawiała o przyszłości, planowała porozumieć się z sąsiadami, by nie złościli się o te cholerne pieniądze bo na pewno spłaci. Spała już dużo spokojniej…
I wtedy, w zimową noc, starzy przyszli do jej pokoju, znowu pijani… pobili ją, zgwałcili i wrzucili do piwnicy...
Leżała sponiewierana bez nadziei już na nic. Słyszała wołanie sąsiadów, słyszała jak przez płot rzucają ciągle jedzenie, ale nikt nie mógł tego zabrać bo starzy przy płocie stali i tłumaczyli, że musieli ją zamknąć w piwnicy bo ona przy szufladzie z nożami stała… i co by było gdyby dźgnęła?
Mówili to wszystkim... O tym, że pobili i zgwałcili już nie. Po co? Brudy pierze się we własnym domu…
Psy szarpały paczki, ona prawie umierała… posiniaczona, sponiewierana…
Ale gdzieś w duszy słyszała głos, że da radę, że musi spróbować, że to ona ma słuszność, ale musi jeszcze raz zaryzykować, musi się podnieść i walczyć, ale nie może umierać w tej piwnicy…
Nieremontowany dom zaczynał się walić…
Starzy wiedzieli, że nigdzie nie uciekną bo nie mają dokąd, nikt ich nie chciał, każdy śmiał się na ich widok… musieli otworzyć piwnicę …może ona pożyczy pieniądze dla nich?
Ona wyszła, z bliznami, śladami po ranach, z oczami pełnymi tragedii minionych doświadczeń.
Na rękach trzymała dziecko. Ich dziecko…
Przysięgła sobie, że to dziecko wychowa inaczej. Że wychowa z dala od tych, którzy ją okaleczyli. Ale wychowa na takiego jakim sama chciała być: na samodzielnego, pełnego wiary w swoje możliwości człowieka. Takiego, który nie będzie się bał realizować swoich marzeń i nawet gdy mu się nie uda to i tak spróbuje znowu… aż mu się uda.
Dzisiaj, po latach patrzy z boku na swoje dziecko, na to jak rośnie, planuje, marzy, upada i podnosi się, kłóci się nawet i bije, ale jest wolne bo ona mu niczego nie zabrania. Widzi jak powoli buduje swój własny dom, bo długi starych już spłacone są. Widzi jak wypełnia lodówkę, jak strzyże trawnik i żywopłot przed domem… żywopłot - nie płot.
Widzi biegające psy i koty po zagrodzie…
I wie, że warto było… że udało się…
A oni? Jej starzy?
Czasami przeszkadzają jeszcze, ale jest ich coraz mniej, są starzy, powoli umierają… ale jeszcze się tłumaczą, że w tamtą noc musieli ją zgwałcić i pobić bo ona w kuchni przy szufladzie z nożami stała… i co by było gdyby któregoś z nich dźgnęła?
alex




Komentarze
Pokaż komentarze (2)