3 obserwujących
52 notki
3331 odsłon
  329   0

Czy rząd przeżyje bez moich podatków? polemika z red. Wosiem

Obiecałem, że napiszę swoją notkę w temacie jako kontrę do notki Rafała Wosia ale im dłużej się jej przyglądałem tym bardziej dochodziłem do wniosku, że nie umiem rozbroić tej bomby bo kabelki są tak splątane, że jeśli dotknę tylko jednego, coś innego wybuchnie mi w twarz. Każde ze zdań jest najeżone tyloma absurdami nowomowy, że prawie się poddałem. I nagle przyszło olśnienie. Przypomniałem sobie pewien film i on uświadomił mi jak należy do problemu podejść. Jaki to film? Zdaniem wielu to film o największym polskim wynalazku, prawie takim jak to, że rządy przeżyją bez naszych podatków. Ale po kolei. Zachęcam najpierw do obejrzenia tego arcydzieła.

Tak, ten film podpowiedział mi jak podejść do "Dezadeku" red. Wosia. Kolejne odczytania i próby przebrnięcia przez logikę jaka się kryła za tą odkrywczą ekonomią czucia, rodem ze zjazdów Amwaya, doprowadziły mnie niemal do załamania kiedy niespodziewanie przy 33-cim wejściu w problem zacząłem rozumieć, że nie mogę stanąć w szranki, gdyż orężem moim matematyka w której 2+2=4 nawet jeśli krzywdzi to "Ryśka", "Sylwię" albo "Pawła" z czwartej ławki, którzy czują całym sercem stojąc przy tablicy , że 2+2 jest 5.

I ledwie zdążyłem wymyślić ten koncept, a już 34-te odczytanie przebiegło jak słuchanie wiadomości w tym filmie. 


Dlatego to ja ubiję ziemię, napiszę dekalog i użyję go jak szkła powiększającego na mrówki by wypalić wszystko co chore aż do zdrowej tkanki, o ile się taka w tekście zostanie.

Po pierwsze zatem : Rząd nie ma własnych pieniędzy.

Normalnie nie musiałbym tłumaczyć, ale w oparach absurdu muszę to podkreślić : rząd nie ma żadnych pieniędzy. Nie ma zakopanej sakiewki ze złotem ani złotej rybki. Wszystko co ma, musi pochodzić z naszych podatków. Bo coś nie może pochodzić z niczego. Inflacja jest również podatkiem. W ogóle generalnie podatki to usankcjonowana kradzież na jaką godzi się społeczeństwo w ramach wspólnoty. Dlaczego grabież? Ponieważ podatek nie oznacza, że cokolwiek z niego mamy. To świadczenie bez wzajemności. Dlatego różnego rodzaju składki, abonamenty i opłaty w naszym kraju to tak naprawdę podatki ubrane w szaty innego słowa. Ale to temat na zupełnie inną rozprawkę. 

Po drugie : Rząd ma monopol na tworzenie waluty.

Oczywiście scedowane to jest na bank centralny, ale to rząd używa banku centralnego jak panny lekkich obyczajów, broni jej cnoty i jest o nią pieruńsko zazdrosny. Dlatego jest trzeci punkt. Nieraz rządy uzurpują sobie prawa do monopolu waluty nie tylko do używania wewnątrz państwa ale i rozliczeń międzynarodowych. Próby zrzucenia tego monopolu kończą się dość nieszczęśliwie czego dowodzą losy kilku watażków jak Husajn czy Kaddafi.

Po trzecie : Rząd ma monopol na stosowanie przemocy.

I to zarówno miękkiej poprzez tworzenie ustaw, rozporządzeń, wprowadzania nakazów i zakazów, jak i twardej w postaci pałek policjantów, młotka sędziego i krat więzienia. Armią nie będę tu straszył, choć nadal żywe są w mej pamięci słowa dziadka po 13.12.1981, że stało się tak, że czołgi są na ulicach, co dla chłopaka obytego z Czterema Pancernymi stanowiło raczej atrakcję.


Uwaga: aby udowodnić mi , że mówię nieprawdę należy pokonać smoka o trzech powyższych głowach. Nurzanie się w zawiłych argumentacjach pominę milczeniem bo będzie tylko liczeniem diabłów na łepku szpilki. Pokonujesz powyższego smoka - przyznaję ci rację. Nie pokonujesz - możesz kręcić kolejny odcinek Bruce'a Wszechmogącego.


I mając wytłuszczone te zasady, stojąc na boisku gdzie narysowałem proste linie, mogę teraz brać kawałki tekstu i podłączać ich do wykrywacza BSu. No to w drogę.

"Jeśli myślicie, że rząd sięga do waszych kieszeni, bo w budżecie skończyły się pieniądze to znaczy, że wierzycie w mity. Spośród których najgłupszy jest ten, że bez wpływów fiskalnych państwo się zawali. Nie, nie zawali się."

nieprawda bo zasada 1.

"Przypomnijmy. Pierwotnym założeniem Polskiego Ładu miała być zasadnicza zmiana regresywnego charakteru polskiego systemu podatkowego. Regresywne podatki to takie, które z pozoru są równe. Ale tak naprawdę, im kto biedniejszy tym bardziej przez fiskusa dociśnięty. Regresywnym podatkiem jest na przykład podatek liniowy albo - jak kto woli - „płaski”. Lubią go podatnicy lepiej sytuowani, bo pomaga im uniknąć opodatkowania progresywnego. A więc w ich przypadku wyższego - bywało wszak w powojennej historii Zachodu, że najwyższe dochody obrzydliwie bogatego 1 procenta były opodatkowane nawet na poziomie 80 proc. Dlatego bogaci nie ustają - przy udziale usłużnych mediów - we wmawianiu ludziom, że na liniowcu wszyscy wychodzą tak samo. Nieprawda. Zróbcie sobie małe ćwiczenie (na jego potrzeby zapomnijmy o istnieniu kwoty wolnej). Załóżmy, że zarabiacie 5 000 zł i macie zapłacić od tego 19 proc. podatku liniowego. Zostajecie z 4 tysiącami w ręku. Starczy na życie? A teraz weźcie kogoś, komu zostaje 40 000 po zapłaceniu 19 proc. od zarobku rzędu 50 000. Niby ten sam podatek - i tu 19 i tam 19 procent. Jednak gołym okiem widać, że bogatszy podatnik wyszedł na tym lepiej. Bo on po prostu mógłby (i powinien) oddać fiskusowi więcej. A i tak jego świat by się nie zawalił. Podatnik uboższy odwrotnie - powinien płacić mniej. I jemu faktycznie należałoby ulżyć fiskalnie. "

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka