0 obserwujących
26 notek
25k odsłon
495 odsłon

Czarne czyli zielone? Mundur czyli koszulka? O "rzetelności"...

Wykop Skomentuj6

Fakty są inne? Tym gorzej dla faktów! Takie można odnieść wrażenie czytając różne artykuły w naszych gazetach. Niestety w gronie tym jest również tak szacowny dziennik jak "Rzeczpospolita". I to nawet wtedy, gdy rzecz dotyczy kraju tak nam podobno bliskiego jak Słowacja.

Oto kolejny przykład. Piszę o tym tak obszernie dlatego, że tekst zamieszczony w "Rzeczpospolitej" swoją wymową bardziej przypomina publikacje partyjnej prasy stanu wojennego o manifestacjach podziemnej "Solidarności' niż dziennikarstwo. Proszę zwrócić uwagę na umieszczone w końcowej części tego wpisu przykłady "rozbieżności" z faktami relacji opublikowanej w gazecie. Bo rzecz dotyczy coraz bardziej zaognionego problemu, który, ze względu na tempo rozwoju, może dotrzeć także i do Polski.

Latem tego roku, po serii rabunków dokonanych przez Cyganów w czasie których zamordowano lub okrutnie okaleczono "białych" Słowaków, w Szaryskich Michalanach, miejscowości we wschodniej Słowacji, gdzie w krótkim czasie doszło do dwu takich napadów z których jeden zakończył się śmiercią ofiary a w drugim ofiarze wyłupiono oko i ciężko pobito, organizacja Slovenska pospolitost zorganizowała wiec protestacyjny.

Był to - jak ogłoszono - "protest przeciwko cygańskiemu terrorowi", gdyż tak przez wielu Słowaków odbierane jest to co się dzieje na terenie ich kraju. Ale przede wszystkim protestowano przeciwko biernej postawie władz słowackich wobec coraz trudniejszej sytuacji "białych" mieszkańców w regionach zamieszkanych przez Cyganów, gdzie na porządku dziennym są niemal masowe kradzieże, rabunki, napady itp. a ich sprawcy są - w praktyce - bezkarni.

 

Demonstracja w formie pikniku

Z tego też powodu w tym proteście obok kilkudziesięciu członków i sympatyków Pospolitosti uczestniczyło kilkuset zwykłych mieszkańców Szaryskich Michalan, którzy przyszli wesprzeć Pospolitost, bo czują się zagrożeni "kryminalitą cygańską", a przybyłych "kotlebowców" (jak się zwyczajowo nazywa członków tej organizacji od imienia jej lidera - Mariána Kotleby) witali oklaskamii dziękowali za zwrócenie uwagi na problem bezpieczeństwa ludzi w takich jak ich miejscowościach.

 

Protest ten bardziej przypominał piknik niż demonstrację.

Jego uczestnicy przez dwie godziny spokojnie stali lub siedzieli na terenie miejscowego stadionu, korzystając z przystadionowej kawiarni (choć z problemami, bo w pewnym momencie na stadionie pojawiła się policja, która następnie utworzyła korodon i zablokowała dostęp do toalet [sic!]).

 Marian Kotleba skrytykował postawę słowackich partii politycznych, które jego zdaniem interesują się problemami zwykłych obywateli jedynie "dwa dni przed wyborami". Szczególnie ostro zaatakował SNS (Slovenská národná strana  - Słowacka Partia Narodowa, która jest w koalicji rządowej), a zwłaszcza jej przewodniczącego Jana Slotę i stwierdził "dopóki tacy jak on tam będą, to nic się nie zmieni".

Potem Kotleba ogłosił konieczność utworzenia partii politycznej, która będzie wstępować w interesie takich jak tutejsi mieszkańcy. I zapowiedział, że on i inni demonstranci są przygotowani na to by czekać tu aż do następnego dnia na przybycie kompetetnego przedstawiciela władz z Bratysławy, który by wyjaśnił jak państwo rozwiąże ten "problem" (czyli kwestię ochrony mieszańców takich jak ta miejscowości przed przestępstwami cygańskimi).

Jak relacjonował na bieżąco słowackiej gazecie obserwator protestu: 15:05:21 - "Działko wodne stoi[przy stadionie], ciężkozbrojni[policjanci] nie opuszczają swoich pozycji, Pospolitost stoi już w kolejce po piwo. Jest ich mniej niż policjantów, w tym etapie jest już ich mniej niż ciekawskich stojących na koronie stadionu". Natomiast przy drodze przyległej do stadionu stała już "połowa wsi".

 

 

 

"Ludzie dopijali kufle..."

Niedługo potem okazało się że starosta zakazał barmanowi dalsze wydawanie napojów oraz żywności i że za 10 minut zaczną ludzi wyganiać ze stadionu, bo starosta stwierdza iż nikt tego zgromadzenia nie zgłosił oficjalnie w urzędzie i nakazuje jego uczestnikim zakończenie protestu (choć wcześniej sam powiedział że jak chcą protestować, to niech idą na boisko). Kiedy - jak relacjonuje jeden z fotografów - "ludzie dopijali kufle i przygotowywali się do odejścia", bez żadnego uprzedzenia do kawiarnianych stołów podbiegło kilkunastu policjantów i zaczęło pałować siedzących tam ludzi. Niektórych z nich wywlekli następnie na boisko i choć nie stawiali zbytniego oporu bardzo brutalnie ich przy tym traktując (w tym Mariana Kotlebę).

 

Potem policjanci sformowali tyralierę z działkiem wodnym w środku i zaczęli wypychać ludzi ze stadionu, a następnie, co jeszcze bardziej zdziwiło relacjonujących, policja przegoniła uczestników demonstracji i widzów aż do centrum wsi na główną drogę.

Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale