9 obserwujących
109 notek
170k odsłon
  2016   2

Czy Netflix, Facebook i Twitter zastąpią nam książki? - Czyli co czyta Z. Martyniuk?


Gdzie się podziały księgarnie?

Pewnie każdego z nas, od czasu do czasu, nachodzi taka myśl, że świat wokół nas zmienia się "dosyć szybko". W różnych obszarach. W wymiarze politycznym, gospodarczym, estetyki naszego zewnętrznego otoczenia oraz życia codziennego. Inaczej niż 30 lat temu wyglądają nasze miasta, wsie, inaczej się odżywiamy, ubieramy, inaczej spędzamy czas wolny. No właśnie, nasz "czas wolny". Mniej więcej 30 lat temu duże miasta w Polsce wypełnione były księgarniami, antykwariatami, ba...często można było spotkać ludzi sprzedających książki z rozkładanych łóżek, pudeł lub wyłożonych gdzieś na murku - obok tych, którzy sprzedawali pirackie płyty z muzyką lub grami (lub kasety magnetofonowe). Zresztą pełno było nie tylko miejsc sprzedaży książek ale także ludzi czytających: w parkach, w pociągach, w tramwajach, autobusach, metrze. To był zwyczajny "niegdyś" widok. Dzisiaj - na ogół - w miejscu, w którym kiedyś kupowaliśmy książki księgarni już nie ma. Nie ma też większości antykwariatów (księgarskich). W pociągach i tramwajach nie widać już osób czytających książki tylko ludzi (młodszych i starszych) wpatrzonych w ekran smartfona lub odizolowanych za pomocą słuchawek nałożonych na uszy.

Powiedzieć można: "signum temporis" -  a czasy mamy cyfrowe, elektroniczne. Powinno to  jednak trochę dziwić, bo równocześnie, od 30 lat, wzrasta nam gwałtownie liczba osób z wyższym wykształceniem, czyli tych, dla których czytanie powinno być realizacją (żywej) potrzeby zdobywania wiedzy, poznawania. O ile jeszcze na początku lat 90-tych ubiegłego wieku mieliśmy około 5-6% absolwentów uczelni wyższych to w 2010 roku było ich już ponad 20%. Obecnie ponad 40% młodych ludzi kończy - różnego typu - szkoły wyższe. Czy - zatem - ci wszyscy "wyżej wykształceni" (oraz wykształceni średnio) przestali czytać książki? Czy cokolwiek czytają?

Jak spędzano czas wolny 60 lat temu?

Mgliste poczucie tego, że w naszym codziennym życiu zachodzą głębokie przeobrażenia zmienia się w przekonanie gdy sięgniemy do badań. W 2021 roku mija dokładnie 60 lat od od publikacji w Studiach Socjologicznych artykułu o "czasie wolnym" mieszkańców polskich miast, przedstawionej przez wybitnego polskiego socjologa ("polskiej socjolożki" - dla miłośników współczesnych trendów językowych), A. Pawełczyńskiej, autorki między innymi książki "Wartości a przemoc". 60 lat to oczywiście "szmat czasu", ale nawet będąc tego świadomym z trudem przychodzi przyswojenie sobie tego jak bardzo zmieniło się - na przestrzeni tych lat - nasze codzienne życie, zwłaszcza w wymiarze korzystania z rozrywek dnia codziennego. Jak wyglądały one 60 lat temu?

Przede wszystkim było mniej telewizji. Ponad 40% naszych rodziców, dziadków deklarowało, że wcale jej nie ogląda (o tym, że nie było internetu i "fejsa" chyba nie muszę mówić? Komórek też nie było:)). Z tymi, którzy oglądali ją "najwyżej raz na parę tygodni" było to około 70% (a -przypominam - były to badania mieszkańców miast). Co - zatem - wypełniało ten czas, który dzisiaj przeznaczamy na media elektroniczne? Oczywiście....książki. Książki lub czasopisma (miesięczniki, tygodniki). Około 40% mieszkańców miast - 60 lat temu - przynajmniej raz w tygodniu (sobota niedziela) sięgało po książkę. Blisko 20% robiło to codziennie. Czy sami sobie, czytali dzieciom. Bez książki mogło się obyć wówczas niespełna 15% badanych (13,3%). Czasopisma - przynajmniej raz w tygodniu - czytało (deklarowało czytanie - ściślej mówiąc) ponad 70% mieszkańców miast. Nadmienić w tym miejscu trzeba, że badanie obejmowało osoby pełnoletnie, więc w próbie badawczej nie było zbyt wielu uczniów (jedynie studenci - nieliczni wówczas).

Sytuacja na wsi wyglądała gorzej, jednak nie był to jakiś "czytelniczy dramat". Kilka lat późnej, w połowie lat 60-tych A. Pawełczyńska przedstawiła wyniki badań ogólnopolskich, z których wynikało, że około 25% dorosłych mieszkańców wsi sięgało po książkę przynajmniej raz w tygodniu. Brak takich zainteresowań (nigdy nie czytali) deklarowało 40% mieszkańców wsi, w porównaniu do około 20% mieszkańców miast.

Ogólnie mówiąc, wyniki tych badań upoważniały ówczesnych socjologów do twierdzeń o wyrównywaniu szans dostępu do kultury różnych warstw społecznych, jej upowszechnienie i pewne upodabnianie się wzorów spędzania czasu wolnego i kulturalnych aspiracji "szerokich mas" i tych "wyżej wykształconych". "Masy społeczne" doznając "społecznego awansu" chciały jednocześnie upodobnić się stylem życia do "warstw wyższych". Czyli - jak mówiono w moich czasach studenckich - "odchamiano się" na potęgę i nie było to zjawisko przypadkowe ale efekt świadomej działalności ówczesnych władz (upowszechnienie bibliotek publicznych, wysokie, dotowane nakłady klasyków literatury polskiej i zagranicznej). 

Lubię to! Skomentuj87 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo