
(zdjęcie z filmu "Szeregowiec Ryan" - zamieszczone na zasadzie cytatu)
Wszyscy chyba znamy film S. Spielberga "Szeregowiec Ryan". W jednej ze scen tego filmu (na zdjęciu) pada w pewnym momencie bardzo ciekawe pytanie, zadane przez obsługującego karabin maszynowy st. szeregowego R. Reibena, biorącego udział w misji ratowania szeregowca Ryana: "czy jest sens ryzykować życie ośmiu ludzi by uratować jednego?" Kto odpowie na to pytanie? - woła wtedy kierujący misją kpt. John Miller (grany przez T. Hanks'a). Jak pamiętamy, po krótkiej dyskusji, wszyscy dochodzą do wniosku, że taka misja jest "popolupna" (FUBAR - w oryginalnej, angielskiej wersji filmu).
"Misja popolupna", czy raczej "FUBAR mission" to określenie, które jest akronimem złożonym ze słów "Fucked Up Beyond All Recognition" co po polsku można przetłumaczyć jako: Popierdolone Ponad Ludzkie Pojęcie (czyli PO-PO-LU-PO - i oczywiście z Platformą Obywatelską nie ma nic wspólnego). Określenie to rzeczywiście było używane przez amerykańskich żołnierzy w czasie II Wojny Światowej. Terminem tym określano zadania i misje wojskowe wywołujące zamieszanie, chaos, misje które miały wyjątkowo niekorzystne konsekwencje. Dla amerykańskich żołnierzy, bohaterów filmu "Szeregowiec Ryan" poświęcanie życia ośmiu żołnierzy dla ratowania jednego było oczywiście "popolupne".
Scena z filmu Szeregowiec Ryan natrętnie przychodzi mi do głowy, kiedy docierają do mnie kolejne informacje o tym co się dzieje w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. No bo z czym mamy tutaj do czynienia? Grupa ośmiu osób uważających się za sędziów Trybunału Konstytucyjnego (tak jak ośmiu żołnierzy ratujących Ryana), mimo że część z nich nie złożyła przysięgi przed Prezydentem i za sędziów Trybunału nie może być uważana (zgodnie z Konstytucją), przy wsparciu setek uzbrojonych policjantów, dostaje od premiera Tuska rozkaz udziału w misji "Ratować Trybunał" i "przywracać praworządność". Dowodząca tą misją sędzia Korwin - Piotrowska "zawiesza" w obowiązkach legalnie wybranego prezesa TK - B. Święczkowskiego - i rozsiada się w jego fotelu, atakując jeszcze fizycznie Prezydenta Polski, który przybywa do Trybunału w towarzystwie wiceprezesa TK. To jest po prostu PO-PO-LU-PO! W głowie się nie mieści - delikatnie mówiąc...
Jednocześnie ze wszystkich stron: od aktualnych prezesów wszystkich Najwyższych i Naczelnych Sądów w Polsce do liderów partii politycznych (poza PO i Lewicą) słyszymy, że "przywracanie praworządności" poprzez stosowanie siły, wprowadzanie na teren niezależnych od rządu instytucji oddziałów policyjnych niesie tylko chaos i zamieszanie a nie praworządność. Słyszymy nawet, że to działanie bez jakichkolwiek podstaw prawnych, a osoby biorące udział w tej "misji" dokonali zamachu stanu. Słyszymy od sędziów Sądu Najwyższego, że działania takie mogą przynieść tylko negatywne konsekwencje, których skala narastać będzie w miarę ich trwania - czyli klasyczna "popolupna misja" z tą jednak różnicą w porównaniu z filmem, że biorących w niej udział "sędziowie" najwyraźniej nie zdają sobie z tego sprawy.
W filmie S. Spielberga, gdy odnaleziony w zniszczonym miasteczku Rammelle szeregowiec Ryan nie chce wracać, tłumacząc że chce zostać wśród jedynych braci jacy mu jeszcze zostali, kpt. J. Miller stwierdza, że: "PRZEKROCZYLIŚMY PEWNĄ GRANICĘ, TO JEST CZYSTY SURREALIZM", surrealizm wywołany czyjąś "popolupną" decyzją. W filmie tym jednak przedstawiono rzeczywisty dylemat moralny polegający na konieczności wyboru jednej z dwóch wartości, sytuacji która rzeczywiście związana jest z naruszeniem cennego dobra na rzecz innej wartości. Jednak w przeciwieństwie do misji "ratować szeregowca Ryana" misja premiera Tuska "ratować praworządność", w którą wysłał Berka i A. Korwin - Piotrowską sprowadza się raczej do surrealistycznego, absurdalnego oksymoronu, którym tak naprawdę jest obecne "siłowe wprowadzanie praworządności" przez rządzącą dzisiaj ekipę.
Morał? Co w takiej sytuacji można zrobić? - możemy zastanawiać się jak zastanawia się kpt. Miller. Odwracać się od tego surrealizmu i pryskać, uciekać ratując swoje zdrowie i życie? A może - jak podpowiada sierżant Horvath - powinniśmy zostać i stawić czoła temu co się dzieje? "Może kiedyś po latach uznamy, że uratowanie szeregowca Ryan'a było naszym jedynym uczciwym uczynkiem w całym tym cholernym burdelu" - jak twierdzi sierżant Horvath?
Powinniśmy chyba dzisiaj wszyscy zadać sobie i innym proste pytanie, jak w filmie Spielberga: czy można przywracać praworządność łamiąc prawo i stosując brutalną siłę oraz przemoc wobec legalnie działających instytucji, wobec ludzi protestujących wobec tej przemocy? Powinniśmy też przede wszystkim to pytanie kierować do rządzących. Coraz głośniej. Aż do skutku... bo "może kiedyś po latach uznamy, że uratowanie tego co jest zagrożone było naszym jedynym uczciwym uczynkiem w całym tym cholernym burdelu"?
Jedynym pozytywnym akcentem historii opowiedzianej przez Spielberga jest przeżycie (jakimś cudem) szeregowca Ryana. Pozostaje nam zatem nadzieja, że z tej Popierdolonej Ponad Ludzkie Pojęcie sytuacji, do jakiej doprowadził nasz Premier, także uda się wyjść z jakimś pozytywnym akcentem i że mimo akcji sędzi Korwin -Piotrowskiej praworządność w Polsce przeżyje.


Komentarze
Pokaż komentarze (21)