38 obserwujących
1118 notek
652k odsłony
  1778   0

Czy Polska ma być ciągle "na kolanach"?

Polakom dość skutecznie wmówiono, że „Polska to brzydka panna na wydaniu i to bez posagu” (to słowa W. Bartoszewskiego). Całkiem inaczej o Polsce mówi inny polityk – premier M. Morawiecki - „Polska, to najpiękniejszy kraj na świecie”. Inaczej zresztą wygląda rzeczywistość – Polska jest państwem już rozwiniętym i uzyskującym bardzo przyzwoite wyniki makroekonomiczne, państwem bezpiecznym i państwem bohaterów broniącym swojej i europejskiej wolności.

Odrębną rzeczą jest postrzeganie Polski przedstawicieli innych państw, a zwłaszcza przez ludzi z „Zachodu” - tych, którzy uważają się za bardziej ucywilizowanych, mądrzejszych i zasługujących na szacunek. To Niemcy, Francuzi, Anglicy, Włosi, Hiszpanie, mieszkańcy Beneluxu, także Izraela i (co będzie w dalszym ciągu publikacji) – Austrii. Co jest wspólnym mianownikiem w tej konkurencji? Mianowicie jest nim bogactwo, nie jest ważne przy tym, jaką drogą zostało osiągnięte, istotny jest tylko sam fakt posiadania. Nie mam oczywiście zamiaru odbierać zasług tym narodom w budowie cywilizacyjnej skarbnicy ludzkości, niewątpliwie zajmują czołowe miejsc w rankingu państw i ludów znaczących w tej mierze. Jednakże uważam, że Polska też ma w nim wysokie notowania, a przynajmniej powinna je bezwzględnie mieć.

Tymczasem nawet ludzie wykształceni, znawcy historii, literatury i ogólnie kultury z „Zachodu” w swoich publikacjach, jakby automatycznie, bezwiednie - pomijają Polskę. Czynią tak znani i uczciwi naukowcy, nie ze złej woli, tylko jako rzecz oczywistą, która nie podlega rzeczowej analizie. Tak się dzieje na skutek wielowiekowej już polityki historycznej prowadzonej przez państwa, które podzieliły między siebie Rzeczpospolitą. Zdarzają się sytuacje, kiedy doświadczamy obiektywnych, sprawiedliwych ocen wypowiadanych, czy napisanych przez ważne osoby ze świata polityki, nauki, sztuki. Są to jednak opinie stosunkowo rzadko publikowane i giną po prostu w oceanie publikacji obiektywnie niesprawiedliwych.

Dam przykład. Otóż słynny profesor Ernst H. Gombrich, naukowiec zajmujący się głównie historią sztuki, którego dzieło "O sztuce" (REBIS) zostało przetłumaczone na dwadzieścia języków i sprzedane w sześciu milionach egzemplarzy – napisał również książkę pt. "Krótka historia świata" przetłumaczoną na dwadzieścia siedem języków.

Wg Philipa Pullmana: „Opisanie historii świata w błyskotliwy i fascynujący sposób mogłoby się wydawać zadaniem niemożliwym, jednak E. H. Gombrich podjął to wyzwanie, a rezultat jest zachwycający; spod jego pióra wyszła prawdziwa perełka. Olśniewająca opowieść, doskonale uporządkowana, napisana z niezwykłą werwą i pewnością siebie, a także ze szczerością i wielkodusznością, które przysporzyły Gombrichowi tysięcy miłośników oraz przyniosły sławę podczas jego długiego i niezwykle owocnego życia. To wspaniałe zaskoczenie; książka naprawdę porywająca”.

Wg Lisa Jardine, „The Times”: „Manifest wolności i uczciwości... wspaniała lektura... Wiele pokoleń przyszłych historyków będzie zawdzięczać tej książce swoje zamiłowanie do historii oraz prawdy”.

Z tymi opiniami trzeba się oczywiście zgodzić. Książka jest napisana wspaniałym „wciągającym” językiem; czyta się bez wysiłku, nie nuży, sformułowania są jasne, czytelne i nie banalne. Rzeczywiście jej edukacyjna rola jest nie do przecenienia. Jednakże można mieć poważne zastrzeżenia dotyczące zachowania uczciwości i historycznej prawdy oraz nieproporcjonalnie do historycznego znaczenia pokazywania historii rodu Habsburgów (pisarz wywodził się z Austrii).

W całej książce „Historia Świata” są tylko dwie krótkie wzmianki o Polsce i Polakach. To przy opisie oblężenia i odsieczy wiedeńskiej i odkryciu łącznie z matematycznym dowodem faktu krążenia Ziemi wokół Słońca, a nie odwrotnie.

Wygląda to tak: po miesięcznym oblężeniu Wiednia przez tureckie wojska dowodzone przez wielkiego wezyra Kara Mustafę, kiedy w mieście nie było żywności, a ostrzeliwane mury pękały i nie można było ich już dłużej utrzymać czytamy: „A wtedy wreszcie nadeszły z pomocą wojska cesarskie. Z jaką ulgą odetchnęli wiedeńczycy! Z odsieczą przyszły nie tylko cesarskie wojska z Austrii i Niemiec. Król polski Jan III Sobieski, z którym cesarz już wcześniej zawarł przymierze przeciwko Turkom, też zgodził się pomóc, ale za cenę znacznych ustępstw. Chciał zostać naczelnym wodzem, a na ten honor również cesarz miał ochotę, dużo cennego czasu stracili więc na pertraktacje. W końcu wojsko pod wodzą Sobieskiego zajęło pozycję na wzgórzach wokół Wiednia i ruszyło na Turków. Po ciężkich walkach Turcy rzucili się do ucieczki. Nawet nie zdążyli zwinąć i zabrać obozu. Teraz mogli go splądrować cesarscy żołnierze. A mieli co plądrować... Wojska cesarskie ruszyły za Turkami. Znakomity francuski dowódca książę Eugeniusz Sabaudzki... w następnych latach wyswobadzał coraz więcej terytoriów spod władzy tureckiej i zyskał sławę największego wodza w austriackiej armii. Sułtan musiał oddać całe Węgry...”

Lubię to! Skomentuj17 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura