W czasach głębokiej komuny władza potrafiła doprowadzić społeczeństwo do histerii, do narodowej sprawy nr 1, nadymając do nieprawdopodobnych wymiarów błahe skądinąd wydarzenie sportowe - mianowicie - Wyścig Pokoju. Cel był oczywisty - niech narodek zajmuje się kibicowaniem a nie swoimi bytowymi problemami - to lepiej dla ludowej władzy. Gierek rzucił hasło: 1000 szkół na tysiąclecie; wybudowali, a jakże. Zbudowano także "gierkówkę"; te szkoły i drogi trzeba było szybko remontować, gdyż socjalistyczny model produkcji sprzyjał rozkradaniu materiałów a trzeba było dortrzymać terminu. Musiał być sukces propagandowy.
Budowa Orlików, to też potrzeba sukcesu propagandowego, ale niech; byle by nie kosztowały ponad miarę i miały sensowne zaplecze (nie tylko do piłki kopanej). Poważniejsza sprawa jest z piłkarskimi mistrzostwami Europy; znowu jakaś zbiorowa histeria. Upatrywanie w tym sportowym przedsięwzięciu jakiegoś panaceum na rozwój gospodarki narodowej, jakiegoś błogosławieństwa, które szczęśliwym zbiegiem okoliczności na nas splynęło, jest w duzej mierze przesadą. Budowa stadionów, przeznaczonych tylko dla piłkarzy (np. bez bieżni), z widownią na kilkadziesiąt tysięcy widzów, kiedy zazwyczaj tych widzów zbiera się kilka, czy kilkanaście tysiecy, jest klasycznym wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Jest zbiorowym zanikiem zdolności do liczenia wśród decydentów. Rzecz jasna, idzie przede wszystkim o efekt propagandowy. Można oczywiście, pod płaszczykiem sportowych emocji, ułatwić budowę dróg i autostrad, budowę hoteli. Niestety, te sprawy leżą daleko w tyle za kwestią budowy stadionów.
Za młodu kochałem piłkę, nie tylko nożną, także siatkową, tenisową, nawet tę do palanta, ale wszelki potrzebny sprzęt kupowało się i organizowało samemu; nakłady państwa, czy władz lokalnych wynosiły zero. Może było łatwiej o jakiś w miarę bezpański placyk. Teraz preferuję inne sporty - nie wymagające drużyny - możliwe do uprawiania samemu.
Z piłki nożnej robi się fetysz, a przecież nie uprawia jej jakaś znacząca część społeczności, w gruncie rzeczy jest to sport dla zawodowców; jej siła i znaczenie to miliony kibiców. Wszyscy politycy wiedzą o tym i w trosce o głosy wyborców też obowiązkowo są kibicami, niektórzy nawet zawodnikami-amatorami. Ale niech nie wmawiają, że ich miłość do futbolu, to troska o zdrowie społeczeństwa. Narciarstwo, pływanie, turystykę górską, nawet tenis uprawia nieskończenie więcej ludzi i to w każdym wieku - nie tylko w młodym (z natury rzeczy bardziej pasującym do piłki nożnej).
Na koniec sprawa ostatnia (last, but not least) - tak się dziwnie składa, że piłka nożna, jak żaden inny sport jest jednocześnie wylęgarnią chuliganerii.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)