Putin zaprasza oligarchów i mówi, że trzeba pilnie zbudować objekt X i brakuje na tę inwestycję 800 mln. $. stawia na stole kryształową wazę; zgromadzeni muszą wykazać się refleksem i umiejętnością liczenia, by w wazie przypadkiem nie brakło czyjejś deklaracji w odpowiedniej wysokości. Putin wchodzi do dużego sklepu i pyta kupujących, czy jest drogo; odpowiedź jest oczywista; kierownik sklepu na "skromne" życzenie Putina - natychmiast obniża wszystkie ceny...
Tusk zwołuje przedstawicieli Zarządów OFE i "dyscyplinuje" ich, zarzuca, że pobierają za wysokie opłaty, ruga ich z wysokości swojego stanowiska; i co? - Nic. Po kilku miesiącach min. Fedak "apeluje" do OFE, do zarządzających nimi PTE, by zróżnicowali prowizje, która ukształtowała się obecnie na jednakowej wysokości 3,5 % od sumy wpłaconychj składek. (dziwne, że nie wspomina przy okazji o bardziej obciążających kwotach "za zarządzanie", ale o tym - poźniej); i co? - Nic.
Oczywiście, nic, bo oligarchowie muszą; (musi to na Rusi...) u nas w Polsce, na szczęscie jeszcze jest stanowione prawo i PTE i OFE nie kiwną palcem w kierunku, który prowadziłby do zmniejszenia ich dochodów. Rząd powinien wiedzieć, że jest tylko organem wykonawczym i właściwym sposobem wymuszenia pożądanych zmian w funkcjonowaniu systemu emerytalnego w Polsce są zmiany ustawowe. Rządzenie na "wschodnią" modłę odeszlo już u nas do lamusa historii, o czym premier zdaje się czasem zapominać.
Mam jednak nieodparte wrażenie, że odpowiedzialni członkowie rządu doskonale znają sposób, w jaki należy władzę sprawowac. Do przeprowdzenia niezbędnych reform finansów państwa podchodzą z widoczną jak na dłoni niechęcią. Rząd wypuszcza próbne balony, czeka na reakcję społeczeństwa, sytuacja finansów publicznych staje się powoli podbramkowa, pryska mozolnie budowany mit o zielonej wyspie, min.Rostowski gorączkowo szuka dodatkowych dochodów; udało się z VAT, (chociaż premier w expose zapewniał, że jego rząd nie będzie podwyższał podatków). Szkopuł polega na tym, by nie narazić się jakiejś grupie wyborców.
Mieszany (repartycyjno-kapitałowy) system emerytalny , jaki wprowadzono w Polsce w 1999 r. okazuje się zbyt kosztowny. Pewne jego zalety w porównaniu do systemu wyłącznie kapitałowego - uniezależnienie od sytuacji demograficznej, możliwość dziedziczenia, możliwość wypracowania wyższych emerytur poprzez uczestniczenie w grze rynkowej itd... nie rekompensują niedogodności tego rozwiązania. Przede wszystkim - Polski nie stać na kontynuację działalności OFE, a szczególnie w oparciu o obowiązującą ustawę. Konieczność przekazywania przez ZUS 37,5 % sumy składek - wpływających od przyszłych emerytów - do OFE. (około 20 mld. zł. rocznie) - o taką sumę zwiększa budżetową dotację do ZUS. Wprawdzie część tych pieniędzy budżet odzyskuje, gdyż OFE, mając ustawowe limity finansowania, kupuje obligację skarbu państwa, ale oczywiście nie wszystkie i wpływa to na obraz długu publicznego, nie mówiąc o wydatkach, które mogłyby być odłożone w czasie w systemie kapitałowym.
Jest jeszcze jeden aspekt kosztów działania OFE (pisałem o tym wielokrotnie, także na tym portalu), skrzętnie pomijany milczeniem przez wszystkich przedstawicieli rządu i PTE (wraz z OFE); min. Fedak coś tam bąknęła, że planowane zmniejszenie składki odprowadzanej do OFE, może przynieść do konca tego roku kilkaset milionów oszczędności z tytułu zmniejszenia odpisów dla PTE. Nie mam na myśli owej prowizji w wys. 3,5 % od sumy wpłaconych składek - o tym mówią i piszą wszyscy - jest to rzeczywiście odpis konkretny, widoczny gołym okiem. Idzie o skromnie wyglądający odpis należny PTE za zarządzanie OFE - w wysokości 0,05 % miesięcznie od sumy zgromadzonych aktywów. Przez 40 lat płacenia składki do OFE wyniesie to cztery razy więcej niż owe 3,5 % prowizji.
Nie chcąc męczyć nikogo wyliczeniami, zilustruję to w ten sposób: np. - po 40 latach płacenia składki jest zgromadzona suma na indywidualnym koncie w wys. 150.000 zl. - w ostatnim miesiącu PTE odpisze sobie 0,05 % należnej opłaty, co stanowi 75 zł, ; w pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że przecietna wysokość odpisu dla PTE za zarządzanie (w ciągu 40 lat przy założeniu pewnej niezmienności) to 37,5 zł. - po pomnożeniu przez liczbę miesięcy daje to 18.000 zł. A np. - za prowadzenie konta osobistego i dwóch funduszy inwestycyjnych - mój bank pobiera 12 zł. miesięcznie; PTE nawet 75 zł. Piszę o tym, gdyż niektórzy dyskutanci twierdzili, iż normalne banki (jako alternatywa OFE) - są jeszcze droższe.
Ta ostatnia kwestia jest chyba główną przyczyną niemrawego i nadzwyczaj ostrożnego wypowiadania się - wybitnych koryfeuszy naszego życia gospodarczego - na temat zmian w systemie emerytalnym. Większość z nich w ten, czy inny sposób była, bądź jest powiązana z PTE, lub szerzej z rynkiem ubezpieczeniowym; m.in. Marek Góra, Jerzy Hausner, Michał Boni (należał do Rad Nadzorczych nawet dwóch PTE), Witold Orłowski, Bogusław Grabowski, Aleksandra Wiktorow i inni. Większość doradców premiera, łącznie z przewodniczącym Bieleckim była ściśle powiązana z owym rynkiem. Nie muszę dodawać, że mając takie horrendalne dochody PTE i OFE dostarczały (i dostarczają) znakomitych konfitur ich beneficjentom.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)