Obejmując urząd premiera - Tusk oświadczył, że nie odczuwa żadnej tremy. Myślałem wówczas - może nie zaprzepaści spraw gospodarczych - był w końcu liderem Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Niestety, wkrótce okazało się, że jego tupet wynika po prostu z braku elementarnej wiedzy - nie tylko ekonomicznej (co można ostatecznie wybaczyć "historykowi"), lecz także z braku wiadomości - jak funkcjonuje państwo, jak jest stanowione prawo.
Do ferowania takich ocen upoważnia mnie działalność premiera w wielu sprawach np.
- Naiwna, nieprzygotowana akcja "farmakologicznej kastracji" zboczeńców -pedofilów.
- Naiwna, nieprzygotowana z punktu widzenia prawa akcja przeciwko dopalaczom.
- Bezpośrednie słowne "dystyplinowanie" zarządów OFE.
- Z ostatniej chwili - słowna deklaracja walki z "wulgarną spekulacją" na rynku cukru.
Nie muszę dodawać, że w państwie prawa tego typu "działalność" premiera - czyli bezpośrednie sprawowanie władzy jest niemożliwe i oczywiście każda taka inicjatywa przynosi zerowy efekt. (chyba, że idzie o efekt wyłącznie propagandowy). Tak może władzę sprawować dyktator np. Putin, Kadafi itp. Przykłady ich działan w tej mierze są znane.
Gorzej, gdy wielkie państwowe przedsiewzięcia też są prowadzone z myślą o wyłącznie propagandowym efekcie. Premier Tusk pół roku temu tryumfalnie oświadczał, że już jest rozstrzygnięty przetarg na wykonawcę gazoportu w Świnoujściu. A przecież na poczatku kadencji rządu - wykonawca już był; teraz premier Tusk tryumfalnie pokazuje wmurowanie kamienia węgielnego i obiecuje, że już za 3 - 4 lata będziemy mieli tańszy od ziemnego gaz skroplony... Łza się w oku kręci - co za tempo. Nie takie, jak 75 lat temu, kiedy to Eugeniusz Kwiatkowski potrzebował aż roku i dwóch miesięcy - by na leśnym terenie wybudować hutę i wyprodukować pierwszą armatę. A huta to nie lada jaka - Stalowa Wola - jedna znajlepszych i największych hut na świecie, która wygrywała konkursy z renomowanymi hutami z Pitsburga.
Polska racja stanu wymagała, by gazoport przyjął pierwszą dostawę skroplonego gazu przed rozpoczęciem rozmów w sprawie gazowego kontraktu z Rosją. Przy obecnym stanie techniki było to możliwe; oczywiście, pod warunkiem nadzwyczajnej mobilizacji ze strony rządu. Niestety nie mamy Kwiatkopwskiego, lecz (za przeproszeniem) Tuska i Pawlaka.
Premier początkowo nawet krytykował budowę Nord Stream'u, wskazywał na jej ekonomiczny bezsens. Mobilizował niemrawą koalicję, rozmawiał z przyjacielem Władymirem, z serdeczną przyjaciółką Angelą. Później, kiedy pojawiła się kwestia głębokości położenia rury - też rozmawiał - sprawy "szły w dobrym kierunku". Wszystkie sprawy związane z dostawą gazu, z gazociągiem północnym, z kontraktem gazowym "poszły" w najgorszym dla Polski kierunku. Podpisaliśmy kontrakt gazowy o dostawę najdroższego w Europie gazu, darowaliśmy kilkuset milionowy dług Gazpromowi, na tranzycie gazu przez nasze terytorium praktycznie nic nie zarabiamy. Ciekawostką jest, że o prawo do niepodpisywania tego haniebnego kontraktu kłócił się wicepremier Pawlak z ministrem Sikorskim. Wygrał Sikorski i to jest jeden z nielicznych jego niezaprzeczalnych sukcesów. Do naszych zachodnich portów nie wpłyną tankowce o zanurzeniu większym niż 13,5 m.
Pominę już w dzisiejszych rozważaniach niechlubną rolę premiera Tuska w zaprzepaszczeniu idei budowy tarczy antyrakietowej w Polsce. W tej mierze "wstrzelił" sie w późniejszy "reset" prezydenta Obamy. Rzecz w tym, że naiwny początkowo Obama - dość szybko "odrobił lekcję" i z resetu po cichu - się wycofał (zadziałały ogromne amerykańskie sztaby strategów i analityków wojskowych w USA); "nasz" premier w dalszym ciągu uprawia naiwną politykę wpuszczania niedźwiedzia na salony - przed jego ucywilizowaniem się. Efekty rozgrywki mizernego gracza politycznego z bezwzględnym i przebiegłym niedźwiedziem są aż nadto widoczne.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)