Odkąd zarzucono rozstrzyganie spraw honorowych według kodeksu Boziewicza - dyskurs polityczny obniża poziom coraz bardziej i końca nie widać. Można było to zrozumieć; w dobie siermiężnego komunizmu, trudno było znaleźć dwóch obrażających się adwersarzy, którzy jednocześnie spełnialiby kryterium zdolności pojedynkowej. W chwili obecnej, oczywiście - wszyscy politycy taką zdolność już posiadają (no - może za wyjątkiem niektórych liderów "Solidarności" i "Samoobrony"). Siła przyzwyczajenia jednak jest duża i sporów się zazwyczaj nie rozstrzyga na ubitej ziemi; jest jeszcze kwestia - skąd wziąć komplet pojedynkowych pistoletów czy szpad. Ostatni znany pojedynek to wyzwanie skierowane przez Wańkowicza przeciw bodaj Strumpf-Wojtkiewiczowi (ale nie jestem pewien, czy przeciwko niemu i czy się odbył).
W sytuacji, gdy nawet w debacie telewizyjnej, dyskutanci wzajemnie zarzucają sobie kłamstwo - pojawia się pilna potrzeba zdecydowanego przeciwdziałania tej nawale chamstwa. Oczwiście, organem najbardziej predysponowanym do tej ozdrowieńczej działalności jest sąd; marzyłaby się nawet szybka ścieżka w tych sprawach. Problemem jest, jakby to dziwnie nie zabrzmiało w odniesieniu do parlamentarzystów, dostępność do sądu. Imperatorsko-królewskie (jak to zdefiniowali już blogerzy na tym portalu) działanie sądów, ich niejednokrotnie ideologiczna inercja, stawiają pod znakiem zapytania ich skuteczność w tej mierze; niestety nie ma niczego lepszego.
Zatem sądy. W konkretnej sprawie - Giertych kontra Kaczyński - mamy inne jeszcze smaczki. Wytoczona jest sprawa przed sądem karnym. Według mojej wątłej znajomości prawa - obywatel może tylko wnieść zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Sprawę karną może wnieść prokurator i (jak z tego wynika) - adwokat w imieniu strony. Jeżeli strona jako swojego prawnego pełnomocnika wybrała siebie (ponieważ uprawia właśnie zawód adwokata) - powstaje pytanie, czy nie jest to przypadkiem działanie (wprawdzie jeszcze nie rozsądzenie, ale już ominięcie pierwszego filtru) we własnej sprawie?
Nawet, gdyby wszelkie kodeksy postępowania prawnego nie przewidywały takiej sytuacji, to intuicyjnie widać w tym przypadku, prowadzenie czynności - może zgodne z literą prawa - ale na pewną sprzeczne z jego duchem. Poza wszelką dyskusją pozostaje ocena etyczna takiego uczynku, uczynku polegającego na wykorzystaniu swojej pozycji zawodowej do obrony swoich interesów.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)