Czesciowo obejrzalem dyskusję, jaką prowadziło pieciu nienagannie ubranych panów i nader niechlujny Najsztub - w audycji telewizyjnej prowadzonej przez Lisa. Profesorowie Smolar, Czapliński i Krzemiński zgodnie zarzucali Jarosławowi Kaczynskiemu "niesystemowość", która wg nich polegała na słownym "delegitymizowaniu" przez niego demokratycznie wybranego rządu i prezydenta. Przykłady, nie tylko delegitymizowania PIS i jej prezesa, ale ich niemal fizyczneju anihilacji - rozliczne, na które wskazywał Czesław Bielecki w rodzaju "wyrżniecia watahy", wyrzucenia, całkowitego zniknięcia z polskiego życia politycznego (to Niesiołowski) - wydawały się nie przekonywać rozmówców.
Nie silę się na omówienie całości, gdyż jej nie oglądałem; mam jednak nieodparte wrażenie, że Czesław Bielecki pokazał swoją klasę - on jeden próbował sprowadzić dyskusję na rzeczywiste problemy, których rząd Tuska nie chce rozwiązywać np. brak praworządności w państwie. Jarosław Kaczyński, bedac premierem, przynajmniej chciał rozwiązać owe problemy, ale nie miał możliwości parlamentarnych.
Nie udała się wypróbowana sztuczka Lisa; jeden przeciwko pięciu - ustawić go w narożniku i punktować. Czesław Bielecki to spotkanie zdecydowanie wygrał.
W czasie kampanii wyborów samorzadowych dałem wyraz swojemu przekonaniu, że Czesław Bielecki byłby zdecydiowanie lepszym prezydentem Warszawy niż Hanna Gronkiewicz-Waltz. Krzysztof Kłopotowski dostrzegł w Czesławie Bieleckim wiekszy jeszcze potencjał - ma chyba rację.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)