Dobrze byłoby, gdyby "poligloci" w europarlamencie sięgneli do źródła współczesnych europejskich języków - do łaciny i nie nazywali eufemistycznie cenzorów - kwestorami. Tylko, że wówczas czarno na białym byłoby widoczne istnienie cenzury w tym centrum europejskiej demokracji. Należałoby wtedy coś z tym reliktem godnym "Ministerstwa Prawdy" - zrobić.
W obecnym stanie rzeczy można się swobodnie zajmować wolnością słowa w Kazachstanie, nie dostrzegając patologii na własnym podwórku. Cycero miałby ciągle powody do zdziwienia...
Silent leges inter arma.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)