Przy zarzucaniu "antysystemowości" partii PIS i jej prezesowi - strażnicy purytańskiego systemu, jaki w demokratycznym państwie winien bezwzględnie być przestrzegany, przytaczają zawsze jeden i zawsze ten sam dowód na tę tezę. Otóż, tym koronnym (i jedynym) dowodem jest nie skorzystanie przez Jarosława Kaczyńskiego z zaproszenia na posiedzenia BBN (chociaż wysyła swojego przedstawiciela).
Prezes PIS wyjaśniał już kilkakrotnie swoje stanowisko w tej kwestii - nie chce się spotykać z ludźmi, którzy wielokrotnie obrażali jego - świętej pamięci - brata. Nie doczekał się w tej mierze nigdy słów przeprosin, wyrażenia ubolewania, czy starań wyjaśnienia, iż nie mieli intencji obrażania prezydenta Lecha Kaczyńskiego - nic... Z tych samych przyczyn J. Kaczyński nie chce podać ręki premierowi (chyba, że w sytuacji, gdy będzie przejmował po nim ten urząd).
To cała "antystemowość" partii i jej prezesa. Najwyraźniej dwaj najważniejsi urzędnicy rodem z PO uważają (wzorem Ludwika XIV), iż "państwo, to my". Trochę pomyliły im się epoki.
286
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (12)