Mamy wyrok w sprawie przeciwko Kiszczakowi; z wyrokami sądu się nie dyskutuje. Niezawisłe sądy są podstawą państwa prawa. Wszyscy mamy jednak poczucie pewnego niesmaku (tak to delikatnie ujmując); biorący bezpośrednio udział w akcji przeciwko strajkującym górnikom z kopalni Wujek - zostali ukarani. Formułujący wytyczne w sprawie użycia broni, na mocy których owa broń została użyta - jest uniewinniony. Sąd doszedł najwyraźniej do wniosku, że te wytyczne nie upoważniały do takich działań. Samowola. To więcej niż nieprawdopodobne. Na podstawie przebiegu innych procesów, np. w sprawie zamordowania księdza Popiełuszki - wiadomo, że pewnego rodzaju działania wykonywało sie na ustne polecenie; Przełożeni, począwszy od najwyższego szczebla (a nawet od ośrodka leżącego poza terytorium Polski) wywierali pressing na podwładnych, naciskali "zróbcie z tym w końcu porządek". Pytanie w jaki sposób - w tym towarzystwie byłoby nietaktem. Bierzesz pieniądze, nagrody, jesteś na stanowisku - działaj. Paradoksalnie, w moim przekonaniu, mniejszą winę ponoszą ci wykonawcy, szeregowi zomowcy, którzy odpowiednio zindoktrynowani, zastraszeni, niejednokrotnie chemicznie "przygotowani" - rzeczywiście tylko wykonywali rozkazy, niekiedy bardzo się temu opierali (oczywiście, jak wszędzie, tak i w milicji pojawiali się osobnicyn o mentalności oprawcy). Każdy myślący człowiek w Polsce wie, że istniało w tym przypadku sprawstwo kierownicze; sąd, prócz tej wiedzy (bo przecież wiedział) - potrzebował jeszcze potwierdającego dokumentu na pismie.
To mniej wiecej tak, jak w procesie przeciwko Al Capone; największemu w historii Ameryki gangsterowi nie udowodniono żadnego morderstwa. Wykorzystując zasadę kumulowania wyroków - można było uzyskać dożywocie za przestepstwa (przewinienia) podatkowe. W procesie Kiszczaka takiej możliwości już nie ma, zresztą, jak przystało na "człowieka honoru" - nie ma on na swoim koncie żadnego konfliktu z prawem.
Wyrok w procesie Kiszczaka daje powód do uwag ogólniejszej natury. Trzeźwo oceniając, sprawy polskie toczą się wielce niemrawo, ciągle mamy przytroczoną do nogi ciężką kulę. Mam na myśli bastion sądowniczy. W dalszym ciągu jego trzon stanowi "zaciąg" z poprzedniego ustroju. Autorem, pomysłodawcą ustawy lustracyjnej był Korwin-Mikke, niestety - "zapomniał" wpisać do projektu sędziów, inni też nie wpadli na ten pomysł (JKM ubolewał później z tego powodu). Prezes Sądu najwyższego Adam Strzembosz też uważał, że sędziowie zlustrują się sami. Efekt był oczywisty - nikt się nie zlustrował.
Ostoją obecnego systemu władzy - układowo-korporacyjnego jest sądownictwo; oczywiście beneficjentami ukształtowanego ustroju są jeszcze inne "korporacje" - notariusze, lekarze, a nade wszystko - rozrastająca się nieustannie kasta biurokratyczna. Polityczną emanacją tej społecznej warstwy jest Platforma Obywatelska i obecny rząd; zadaniem jest utrzymanie status quo, ostateczne spetryfikowanie osiągniętych przywilejów. Praktycznym wyrazem tego stanu rzeczy jest "dziedziczenie" dobrze płatnych stanowisk w całym aparacie państwa.
Do czego zmierza taki stan rzeczy? Zmierza, mianowicie do marazmu i zastoju w państwie; nie wygrywa konkurencji najlepszy przedsiębiorca, tylko swój, na kierownicze stanowisko idzie swój, notariuszem zostaje wyłącznie syn notariusza, lekarzem - syn lekarza. Do podziału łupów jest jeszcze wiele sektorów w rozbuchanej machinie urzędniczej (rozliczne agencje rządowe i fundusze celowe). Zasada generalna, sformułowana przez klasyka - "rząd się wyżywi" (oczywiście wraz ze swoim zapleczem) - obowiązuje w całej rozciągłości. Dla gospodarki narodowej, dla państwa - to staczanie się po równi pochyłej, ale to dla władzy jest nieistotne.
Między innymi dlatego, wbrew zapowiedziom o braku waloryzacji pensji wszystkim pracownikom państwowym w br.(za wyjątkiem nauczycieli) - premier Tusk natychmiast ustąpił - po jednodniowym, najłagodniejszym jaki można sobie wyobrazić, strajku sędziów i przyznał im pospiesznie sowite podwyżki. Sądy są niezawisłe, ale dobrze jest zaskarbić sobie ich przychylność.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)