W ślad za wydumanymi zarzutami "niesystemowości" PIS i "delegitymizowaniu" demokratycznie wyłonionych organów Państwa, którego to dokonał (czy dokonuje prezes Kaczyński) - snuje się rozważania o możliwościach delegalizacji partii opozycyjnej. Owa niesystemowość to fakt braku udziału J. Kaczyńskiego w posiedzeniach BBN (przysyłał tam zawsze przedstawicieli PIS) . Premier Kaczyński nie chce po prostu podawać ręki tym osobom, ktore wielokrotnie obrażały jego brata i dotychczas nie uważały za stosowne przeprosić za ten fakt. Gorzej z tym "delegitymizowaniem"; jedyne odniesienie na piśmie ze strony PIS, to wzmianka w "Raporcie o stanie państwa", że obecna władza nie ma legitymacji moralnej do jej sprawowania. W żadnej mierze nie jest to formalne negowanie wyników demokratycznie przeprowadzonych wyborów.
Rzecz jasna, socjotechnika polega na przypięciu łatek, czy też doprawieniu brody politycznym przeciwnikom. W stosowaniu tej intelektualnie nieuczciwej akcji przeciwko PIS uczestniczą najbardziej prominentni przedstawiciele PO, którym obecnie przewodzi jeden wicemarszałek sejmu (przedtem Palikot, którego za namawianie "wypatroszenia" przeciwnika politycznego - nikt z PO nie miał zamiaru wyrzucać).
Inni "szeregowi" członkowie PO też dają do zrozumienia, że władzy nie można oddać dla PIS, "PIS ante portas" - przedstawiają to jako nadciągającą watahę (którą należy dorżnąć), jako nieszczęście dla Polski. I to jest właśnie działalność antysystemowa, zmierzająca do dyktatury, przeświadczenie, że tylko my mamy rację; władzy będziemy bronić, jak niepodległości Polski.
Biorąc powyższe pod uwagę - PO przyjmuje znamiona właściwe dla partii totalitarnej.
Wmawianie sobie (i społeczeństwu), że to my mamy poparcie, że tylko my mamy receptę na polskie sprawy - jest oczywiście socjotechniką. Prawda jest całkowicie inna - stosunek ilościowy uczestników manifestacji z okazji pierwszej rocznicy katastrofy smoleńskiej, jakie odbyły się w Warszawie i Krakowie wskazuje jednoznacznie, że poparcie dla rządu wykazuję jedna dziesiąta (najwyżej) część społeczeństwa.
Panika i strach, jakie dały się odnotować w szeregach PO po tych uroczystościach - skutkowały oświadczeniami, że dosyć łagodnego traktowania opozycji, nie wystarczy niszczenia kwiatów, zniczy, usuwania krzyży, działania bojówek (pod szyldem Tarasa i ochroną policji), bicia manifestantów i wsadzania ich do aresztu. Teraz trzeba czegoś więcej; oczywiście wzorce są - całkiem blisko: Łukaszenka, Putin.
Jeżeli te zapowiedzi będą wprowadzone w czyn, to rzeczywiście powstaną przesłanki do delegalizacji partii. W Polsce powtórka z historii nie przejdzie - władza musi to sobie uświadomić.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)