Prawo Parkinsona
23 kwietnia 2009r. przyjęto Dyrektywę 2009/29/WE w sprawie EU ETS i wszelkie konsekwencje niekorzystne dla Polski już są wprowadzone w życie. W tym samym dniu przyjęto też (tak samo - przez PE i Radę Europy - z udziałem premiera Tuska) "Decyzję" 2009/406/WE "W sprawie wysiłków podjętych przez państwa członkowskie zmierzających do zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych" - dotyczy to ewentualnego zmniejszenia emisji o 10 % w sektorach nie objętych systemem EU ETS (transport, rolnictwo, usługi, handel, komunikacja, mieszkalnictwo itp.). To tzw. Non ETS.
Owa "Decyzja" jest oczywiście czymś kuriozalnym, zapisem "prawnym" - martwym z założenia, niewykonalnym przy przyjętej metodzie pomiaru emisji w wielkich instalacjach (w tym w elektrowniach węglowych) - czyli rejestratory spalin przy każdym kominie i przy każdej rurze wydechowej. By tę decyzję wprowadzić w życie należałoby np. przy każdym (z kilkuset milionów) pojeździe zainstalować rejestrator, a jeszcze lepiej - ustanowić inspektora. Wystarczyłoby w tym celu sprowadzić np. kilkaset milionów bezrobotnych z innych części świata, przeszkolić ich (wystarczy kilka lat nauki) i zamierzony efekt gotowy. Efekt, oczywiście nieograniczonego rozkwitu biurokracji i załamania gospodarek narodowych.
Polska emituje mniej CO2 do atmosfery niż "stare" państwa UE, ale one - mając przewagę w Brukseli - przeforsowały (przy zgodzie premiera Tuska) taką własnie kolejność walki z emisją. My mamy płacić, oni nie - to cała filozofia.
Jest oczywiście wyjście z tej sytuacji - zgoda na wprowadzenie w życie EU ETS, pod warunkiem jednoczesnego wprowadzenia w życie Non ETS. Oczywiście przy założeniu redukcji w jednakowej wysokości, a nie dwa razy mniejszej, jak w owej śmiesznej "Decyzji".
Przy takim postawieniu weta - szybko okazałoby się, że przyjęta metoda liczenia emisji jest absurdalna. Można oczywiście zastosować inną, dokładniejszą i sprawiedliwszą - wymagającą zatrudnienia zamiast setek tysięcy wysokopłatnych pracowników - może dwóch, może po jednym na każde państwo unijne.
Tyle, że to oznaczałoby obciążenia finansowe proporcjonalne do wielkości emisji - więc uderzałoby w "stare" państwa UE, a nade wszystko byłoby sprzeczne z wszechpotężnym prawem Parkinsona.
Piszę o tym na Salonie24:
http://sporozdziwien.salon24.pl/


Komentarze
Pokaż komentarze (5)