Janusz40 Janusz40
213
BLOG

Nie wybierajmy poklepywania po plecach

Janusz40 Janusz40 Polityka Obserwuj notkę 14

                      Przyjemnie budujący nasze narodowwe EGO - artykuł ambasadora US - JE Feinstein'a zamieszczony na portalu na kilka dni przed wizytą prezydenta B. Obamy w Polsce - rezonował oczywiście szeregiem komentarzy. W wiekszości wypowiedzi  krytykowano nadto pochlebne opinie o Polsce wyrażone przez ambasadora, najwyższe uznanie dla nas jako lidera w tej części świata i stosunki Polska - US. Polska wg owego artykułu jest najlepszym przyjacielem Ameryki; to szczególnie zdenerwowało dyskutantów, którzy widzą oczywistą rozbieżność między słownymi deklaracjami przedstawiciela tego mocarstwa, a dość nieciekawą dla nas rzeczywistościa.

 

                      Sądzę, że oczekiwania niektorych komentatorów, także oczekiwania premiera Tuska (czemu dał wyraz przy negocjacji warunków instalacji tarczy antyrakietowej w Polsce) są nieuprawnione i degradujące nasze państwo jako poważnego członka NATO i poważnego sojusznika US.

 

                      Don,t ask what US can do for you? Niby dlaczego Ameryka ma ciągle coś bezinteresownie robić? 



                      US dźwigały na sobie ciężar walki z ekspansją komunizmu na świecie przez kilkadziesiąt lat po II Wojnie Światowej. Przywykliśmy traktować je jako światowego żandarma i to pracującego za darmo. Z racji ogromnego potencjału gospodarczego i militarnego - taka rola odpowiadała im do pewnego stopnia. Potęga gospodarcza była możliwa dzięki temu (między innymi), że potrafią dbać o swoje interesy. Tego nie można brać im za złe. Każde państwo powinno tak czynić (nie każde potrafi).



                      Wieści o mojej śmierci (gospodarczej)są lekko przesadzone mogłyby US powiedzieć; ich PKB kilkanaście razy przewyższa PKB Rosji, 3 - razy przewyższa PKB Chin, czy Japonii, niewiele ustępuje łącznemu potencjałowi gospodarczemu całej UE. Wydatki na zbrojenia US są większe niż całej reszty świata. Posiadają najnowsze technologie i uzbrojenie inteligentnej generacji.



                       Słowa JE Feinstein'a skierowane do nas są miłe, oczywiście w większości to dyplomacja; nikt nie uwierzy, że jesteśmy liderem w NATO i liderem w UE, nikt nie uwierzy, że jesteśmy najlepszym przyjacielem US - przed Anglią, Izraelem, a nawet Turcją. Jednak słowo lider zostało jeszcze wymienione w kontekście naszej działalności na bliskim wschodzie. Ambasador nie może rzucać na wiatr takich nadzwyczajnych słów uznania.



                       Niektórzy odbierają to cynicznie;  widocznie chcą zawładnąć naszymi złożami, chcą naszych chłopców na mięso armatnie itd. Musimy sobie uświadomić, że US nie mają obowiązku miłować nas bez względu na wszystko; one też tracą swoich chłopców. Nie popisaliśmy się w ostatnich latach (pomijam militarne zaangażowanie na misjach pokojowych), szczególnie - żenujące targi przy projekcie instalacji tarczy antyrakietowej, nadmierna fraternizacja z Rosją - nasi rządzący nie zorientowali się, że B. Obama wycofał się po cichu ze swojego dość naiwnego resetu i nie odróżniają rzeczywistej polityki od gry pozorów.



                       Powinniśmy poważnie potraktować swoje obowiązki jako członek NATO i starać się partycypować (w miarę swoich możliwości) w kosztach ogólnego systemu bezpieczeństwa, a nie oczekiwać "zapłaty" np. za udostępnienie terenu - wówczas też będziemy traktowani poważnie, a nie tylko konfidencjonalnie klepani po plecach. Budowa systemu obrony przeciwrakietowej zabezpieczającej przed atakiem ze strony panstw "hultajskich" to do pewnego stopnia eufemizm. Wszyscy doskonale wiedzą, które państwo ma realne możliwości przeprowadzenia skutecznego ataku rakietowo-jądrowego. Państwo to (jako jedyne państwo atomowe, nie licząc śmiesznej Korei Płn.), groziło jeszcze niedawno użyciem tej broni; instaluje rakiety operacyjno-taktyczne (mogące przenosić ładunki jądrowe) w pobliżu naszej granicy- tylko po to, by nie dopuścić do zbudowania  o b r o n n y c h  instalacji antyrakietowych. 

 

                        Jest takie państwo, które nie krępuje się w swoich wypowiedziach, sprowadzają się one do tego, że nie wolno zrobić czegoś, co pozbawiłoby go możliwości ataku rakietowego. Z otwartym czołem, bez wstydu, uzurpują sobie prawo do bezkarnej agresji. Cóż - przedstawiciele wolnego świata robią dobrą minę do złej gry; oficjalne głaszcze sie niedźwiedzia, cywilizuje na wszystkie sposoby, ale stratedzy i sztaby robią swoje. To my mamy więcej do zyskania, to my jesteśmy bardziej narażeni, nie oczekujmy dodatkowej zapłaty za przywilej obrony naszego terytorium, to my powinniśmy coś dać z siebie...

 

                         Tymczasem ważny doradca Komorowskiego oświadcza, że nie ma takiej ofiary, jakiej nie powinniśmy złożyć na ołtarzu przyjaźni z putinowską Rosją. Czy jesteśmu jeszcze w NATO?

Janusz40
O mnie Janusz40

Wbrew wymienionym papierom jestem humanistą. Piszę od kilkudziesięciu lat - przeważnie do szuflady. Kieruję się maksymą: Amicus Plato, sed magis amica veritas. Gotów jestem zawsze wysłuchać i odpowiedzieć na rzeczowe argumenty.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Polityka