Premier Tusk to ma szczęscie, PIS pozbywa sie kolejnych szabli, teraz afera w PZPN - jest o czym pisać. Lepiej trzymać społeczeństwo w przeświadczeniu, że wprawdzie zielonej wyspy nie ma , ale wszystko jest pod kontrolą. Wprawdzie agencja Moodys obniżyła dla Polski rating, ale rząd i NBP to oprotestował (zawsze państwa, dla których obniżone są notowania - protestują). Niepokój może budzić obniżanie sie kursu naszej waluty, ale przecież kredytobiorcy powinni być świadomi ryzyka, a słaba krajowa waluta sprzyja eksportowi i przyciaga zagranicznych inwestorów.
Okazuje się jednak, ze rząd zdaje sobie sprawę z zagrożeń dla Polski, dla polskich finansów publicznych. Zarówno wystapienie Rostowskiego w PE kilka tygodni temu, jak i przemowa "tronowa" Sikorskiego w Berline - świadczą o obawie przed rozprzestrzenianiem sie kryzysu w Europie i w Polsce. Oczywiście wg przedstawicieli rządu - przyczyny ewentualnego kryzysu w Polsce leżą poza nią - to kryzys ogólnoświatowy, a ostatnio to kryzys w Eurolandzie i zwiazane z tym zawirowania na europejskim (światowym) rynku finansowym - to przyczyna zagrożeń dla Polski.
Zapowiedziane w expose premiera reformy strukturalne prawie wcale nie wpłyneły dodatnio na miedzynarodową ocenę finansów Polski. Rostowski, a teraz Sikorski przemawiając w imieniu rządu upatruje poprawę sytuacji (ratunek przed katastrofą) w uleczeniu finansów państw EURO. Sikorski deklaruje z niewiadomo czyjego upoważnienia - właściwie prawie rezygnację z odrebności państwowej, byleby tylko państwa decydujące (głównie Niemcy) zrobiły w końcu coś konkretnego z walutą EURO. Snuje w gruncie rzeczy fantasmagorie o państwach, które mogą wziać odpowiedzialność za Europę (widzi w tym gronie oczywiście Polskę); nie boi sie niemieckiej hegemonii, boi sie niemieckiej bezczynności.
Mowa Sikorskiego może być odebrana jako dość śmieszna, co najwyżej teoretyczna, o jakimś najwyżej perspektywicznym znaczeniu; nie ma w niej konkretnych propozycji. Oczywiście, by mówić konkretnie - trzeba mieć konkretną legitymację zarówno polityczna, jak i wynikającą z reprezentowania istotnyych możliwości finansowych. Tylko z grzeczności i z wymogów etykiety była wysłuchana. W rzeczywistości, toczą sie poważne rozmowy o wypuszczeniu euroobligacji, ale poprzedzone to musi być pewnymi gwarancjami i możliwosciami prawnymi do moderowania budżetów państw będących w stanie upadłości. Zgoda na drukowanie pustych EURO w obecnym stanie prawnym, to czyste przejecie długu przez wierzycieli - gównie Niemiec i Francji. Takiego głupstwa Merkel i Sarkozy nie popełnią,
Zamiast szukania ratunku w ponagleniach europejskich decydentów - rząd powinien działać na własnym podwórku. Zagrożeniem największym jest zadłużenie państwa. Rentowność naszych dziesiescioletnich obligacji zbliża sie do 6 % (Wochy i Hiszpania, to 7 %). Potrzeby pożyczkowe (do rolowania długu) w 2012 r. to 175 mld. zł. Nawet Niemcom nie udało sie sprzedać ostatnio całej puli obligacji (udało sie w 39 %). Nasza sytuacja jest kiepska z tej przyczyny, że inwestorzy stali się w obliczu kryzysu nadzwyczaj ostrożni i niezbyt skorzy do zakupów obligacji o nienajwyższej pewności. Informacje o długu, który mieści sie poniżej progów ostrożnościowych i nawet bedzie stopniowo malał - są złudne. Przeciętne zaddłużenie w UE, to ok. 83 % PKB.ale przecietna rentowność to ok 3,5 % (nawet tylko w strefie EURO - też w tych granicach). To niezależnie od kryzysu potrzeba płacenia daniny krwi - koszty obsługi, to 40 mld. zł.
Co zatem robić; potrzebna jest rzeczywista, bezwzględna sanacja finansów publicznych; wszystkie możliwe nadwyżki finansowe powinny służyć zmniejszeniu długu. Rysuje się uzyskanie zmniejszenia deficytu budżetowego o ok 10 mld. zł., można osiągnąć prawie tyle samo redukując administrację. Skokową poprawę finansów państwa można osiągnąć poprzez dokończenie reformy OFE (do krotkotrwałego podreperowania finansów jest do wzięcia ok. 200 mld. zł. - uwzględniając koszty tej transformacji). Ponadto należy szybko wypowiedzieć pakiet energetyczno-klimatyczny, który w obecnej formie jest istotnym zagrożeniem dla gospodarki Polski w najblizszym dziesiecioleciu. Same zapowiedzi reform w expose premiera - bez gwarancji ich wdrożenia - to stanowczo za mało.
Wkięcej na ten temat:
http://sporozdziwien.salon24.pl/355362,pakiet-klimatyczny-czyli-polska-zbawia-swiat
http://sporozdziwien.salon24.pl/354093,przestanmy-udawac-ze-nie-wiemy-w-czym-rzecz


Komentarze
Pokaż komentarze (6)