Kanclerz Merkel i prezydent Sarkozy zaprezentowali jednomyslność na konferencji prasowej. Są zdecydowani bronić euro, przewidują dodatkowe traktatowe zapisy, które zagwarantują większą budżetową dyscyplinę. Ma to dotyczyć strefy euro, ale z możliwością przystąpienia pozostałych państw unijnych. W jaki sposób tę dyscyplinę osiagnąć - odnośne traktatowe zapisy miałyby być także wpisane do narodowych konstytucji, a ich złamanie (przekroczenie ostrożnościowego progu - deficytu budzetowego powyzej 3 % PKB powodowałoby automatycznie naliczanie kar). Przywódcy wiodacych w UE państw mówili jedynie o tym wskaźniku makroekonomicznym, ale chyba dotyczyć to ma także zadłużenia państw (np. 55 % PKB). W przeszłości zapisy dotyczące ostrożnościowych progów ekonomicznych były wielokrotnie łamane - także przez państwa, których liderzy rysują ów program naprawczy. Novum polega na przyjęciu automatyzmu w naliczaniu kar. Nadzór nad prawidłowościa obliczeń sprawowałby Europejski Trybunał Stanu. Nie wchodzi w grę możliwość interwencji w krajowe budżety.
Być może, przyjete w tym dwuosobowym gronie najważniejszych przywódców państwowych kierunki działań w sferze bardziej restrykcyjnej polityki finansowej państw strefy euro - sa kierunakmi słusznymi i w pewnym stopniu sanacyjnymi. Być może zostaną przyjęte przez europejski szczyt jeszcze w tym tygodni. Te zaradcze środki mają jednak charakter perspektywiczny i ich błogosławione skutki - strefa euro i cała UE odczuje po kilku - kilkunastu latach. Brak zgody Niemiec na emisję euroobligacji (zupełnie zrozumiały w istniejacych prawnych ramach i regulaminie działamnia EBC) - oddala jednak możliwość szybkiego i radykalnego rozwiązania kłopotów w eurozonie i w całej Unii. Gdyby międzynarodowe rynki finansowe przyjęły tego typu inicjatywę naprawczą za wystarczającą (szczególnie po jej formalnym przeprowadzeniu) i wykazały odpowiednią skłonność do inwestowania w UE - byłoby pięknie; bądzmy dobrej myśli. Oczywiście - nie zwolniło by to państw żyjących dotychczas ponad stan od radykalnych cięć w krajowych finansach.
Kryzys - właściwie już panujący w strefie euro - jest niestety groźny także dla Polski i to nie przede wszystkim na zwolnienie rytmu gospodarczego naszych partnerów handlowych. Najgroźniejsze są rysujace się trudności w realizacji naszych potrzeb pożyczkowych (w 2012 r. - ok. 175 mld. zł.) To wynika z terminów wykupu wcześniej sprzedannych państwowych obligacji. Wspomniany wyżej ostrożnościowy próg dotyczacy długu krajowego (55 % PKB) - jest złudny i nie informuje precyzyjnie o kondycji finansów państwa; nasze obligacje sprzedaje się z rentownością ok 6 %, niemieckie - ok. 2 %. Innymi słowy - nasze zadłużenie w wys. 55 % PKB - odpowiada zadłużeniu Niemiec w wys. 165 %.
Do takiego, niebezpiecznego stanu finansów państwa doprowadziła polityka prowadzona przez poprzednie rządy, ale przede wszystkie przez rząd PO-PSL, który zadłużał kraj w tempie rekordowym (ok. 300 mld. zł.). Zadłużanie, tak jak w gospodarstwach domowych, ma sens wówczas, gdy tempo przyrostu naszego PKB jest wyższe niż rentowność sprzedawanych państwowych obligacji; można oczywiście tę zasadę, zawęzić do jakiegoś określonego sektora gospodarczego. Generalnie jednak - zadłużenie przy poziomie rentowności wyższym od wzrostu gospodarczego, to bezsensowne płacenie daniny krwi i potu przez społeczenstwo, to płacenie lichwiarskich procentów. W programie rzadowym nie dostrzegam żadnego działania w kierunku wyzwolenia sie z tej zadłużeniowej pułapki. Rentowność sprzedawanych państwowych obligacjin powyżej 7 % określa już państwo jako bankruta...



Komentarze
Pokaż komentarze (1)