Były napastnik Legii Maciej Śliwowski: W meczu z Napoli sędzia skrzywdził Legię!

Legia Warszawa kontra Napoli. fot. PAP/Leszek Szymański
Legia Warszawa kontra Napoli. fot. PAP/Leszek Szymański
- Nie mam wątpliwości. Sędzia skrzywdził mistrzów Polski w meczu z Napoli (1:4). Pierwszy karny dla Włochów był od czapy. Z kapelusza. Zieliński nie był faulowany przez Josue, którego niesłusznie okrzyknięto winnym porażki – uważa była napastnik Legii Warszawa Maciej Śliwowski.


Salon24: - Dlaczego broni pan Josue. Piłkarz, który miał być liderem Legii, okazał się piątą kolumną Napoli…

Maciej Śliwowski: - W internecie wszyscy chłopaka spalili na stosie. Moim zdaniem zbyt pochopnie. Owszem, w obronie był bezużyteczny, ale w to nie kto inny tylko Josue ciągnął grę Legii do przodu. W ofensywnie był najlepszy. Najbardziej kreatywny. To Portugalczyk świetnym podaniem uruchomił Mladenovicia, a ten dograł do Emreliego i nasi prowadzili 1:0. Nie rozumiem dlaczego, tak z Josue „pojechali” eksperci w studiu telewizyjnym i kibice w sieci. Było kilku gorszych od niego. A najsłabszy był Slisz, którego umiejętności piłkarskie są zdecydowanie za małe na Legię. Może ustawieniem i wybieganiem da się tuszować braki w Ekstraklasie, ale nie na tle tak mocnego rywala jak Napoli.

Czytaj też:  Mecz Legia Warszawa - Napoli

- Josue został ostro skrytykowany, bo podarował rywalom dwa rzuty karne.

- Nie zgodzę się z tą tezą. Z prostego powodu: pierwszego karnego w ogóle nie było! Ot, starcie bark w bark Portugalczyka z Zielińskim, które wygrał Josue, a Polak z Napoli się przewrócił. Takich pojedynków w każdym meczu są dziesiątki. A tu sędzia nie wiadomo dlaczego wskazał na „wapno”. Powtórzę – w tej sytuacji nie było żadnego przewinienia! Co do drugiej „jedenastki”, to jeśli pomocnik Legii robiąc przewrotkę trafił rywala, to karny bezdyskusyjny! Tyle, że na sto procent nie było widać, czy rzeczywiście uderzył rywala. Inna sprawa, że nie powinien próbować tak ryzykowanego zagrania we własnej szesnastce. Ale nawet jeśli tu zawinił, to i tak Josue był siłą napędową mistrzów Polski w czwartkowym spotkaniu.

- Zgodzi się pan, że do przerwy Legia rozgrywała najlepszy mecz w tym sezonie?

- Grali bardzo dobrze. Odważnie, wiedzieli co chcą robić na boisku. Legia w tej rundzie, szczególnie w Ekstraklasie, wiele razy zasłużyła na drwiny kibiców, bo osiem porażek w jedenastu meczach to dla tak wielkiego klubu kompromitacja, ale za pierwsze 45 minut z Napoli chłopakom należą się brawa. Cóż, zabrakło szczęścia. Może gdyby na początku drugiej połowi Yuri Ribeiro zamiast w słupek trafił do siatki, wszystko potoczyłoby się inaczej? Teraz możemy już tylko gdybać.

- Waleczna postawa w pierwszej połowie z Napoli pomoże Legii w najbliższym meczu ligowym ze Stalą Mielec?

- Wcale. Więcej, uważam że może zaszkodzić. Gdyby piłkarze z Łazienkowskiej chociaż zremisowali, to przekonaliby się, że są mocni, że mogą postawić się każdemu. Zaufaliby trenerowi, że jego pomysł na grę się sprawdza i warto za nim iść. A tak, co z tego, że trochę powalczyli, skoro i tak dostali bęcki. A właśnie zaufania szatni najbardziej potrzeba Markowi Gołębiowskiemu. Zawodnicy wiedzą, że to trener tymczasowy, że przyszedł z rezerw i nie wiadomo jak długo zostanie. Stąd też mogą do niego i jego pomysłów podchodzić z dystansem. A z tym póki co jest chyba średnio…

Czytaj też:  To prezes Legii musi wyrwać te chwasty

- To co, legioniści przegrają ze Stalą?


- Nie no, bez przesady. Wygrają i to zdecydowanie. Co prawda zawodnicy Stali wyjdą na Legię naładowani bezbramkowym remisem z Lechem, ale prawda jest taka, że warszawianie są piłkarsko o dwie klasy lepsi. I teraz sztuką i najważniejszym zadaniem trenera jest przekonać ich do walki, do zaangażowania. Muszą zrozumieć, że na chleb zarabiają w Ekstraklasie, a europejskie puchary to ekskluzywna nagroda za postawę w lidze. Tyle, że niektórym piłkarzom nie chce się poświęcać zdrowia na grę w Polsce. Wolą od święta błysnąć w LE i czekać na oferty z innych klubów. I nic im nie można zrobić. Mają kontrakty i wszystko w d… czy grają czy siedzą na ławie to i tak Legia musi im płacić ciężkie pieniądze. A sposób na wyjście z kryzysu jest jeden: zasuwać, harować na treningach, a w meczach nie kalkulować czy zaatakować rywala, czy może odstawić nogę. Problemem Legii jest zachwiana proporcja. Za dużo jest obcokrajowców, a za mało chłopaków z Warszawy, którzy nie patrzyliby na stan konta, tylko bez względu na okoliczności, daliby się za Legię pokroić.


Rozmawiał Piotr Dobrowolski

Czytaj też:

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport