Stanislao Stanislao
196
BLOG

Hugo Chavez - nowy idol lewaków.

Stanislao Stanislao Polityka Obserwuj notkę 29

   Studiując politologię mam okazję zobaczyć wcześniej mi nieznane zjawisko. Otóż wśród moich lewicujących przyjaciół (mam takich, nie ograniczam się do znajomości z ludźmi tylko o poglądach takich jak moje) dostrzegam fascynację prezydentem Wenezueli Hugonem Chavez’em.

   Na początek może trochę o tej postaci. Urodził się 28 VII 1954 roku w Sabaneta w ubogiej rodzinie nauczycielskiej. Ukończył Akademie Wojskową oraz podyplomowe studia z zakresu nauk politycznych. W 1992 roku dokonał nieudanego zamachu stanu. Trafił na 2,5 roku do więzienia. Gdy wyszedł z więzienia założył socjalistyczny „Ruch V Republiki”. Od 1999 roku jest prezydentem Wenezueli. Jest rzecznikiem biedoty. Zajadle krytykuje bogaczy i kościół. Znacjonalizował złoża ropy naftowej. Za jego rządów państwo przejęło także firmę CANTV (największą firmę telekomunikacyjną w Wenezueli). Hugon Chavez został co prawda wybrany w sposób demokratyczny, aczkolwiek z roku na rok rządzi w sposób coraz bardziej despotyczny np. zamknął opozycyjną stację TV. 

   Hugon Chavez słynie ze swojego antyamerykanizmu. Cóż, USA jako dbające o swoje interesy imperium nieraz narażała się na niechęć i krytykę swym południowym sąsiadom. Popieranie w czasie zimnej wojny prawicowych dyktatur jest w tym rejonie pamiętane po dzień dzisiejszy. Chavez znacjonalizował pola ropy naftowej. Chce za pieniądze z niej zbudować bogaty i silny kraj. Plany piękne. Gorzej z ich realizacją. Wydając pieniądze na lewo i prawo moim zdaniem tego nie osiągnie. Podwyższanie zasiłków i błogie rozdawnictwo to nie droga do potęgi. Gdyby wydał te pieniądze na inwestycje, na pobudzenie przedsiębiorczości u swych obywateli, ułatwił działalność prywatnej inicjatywie to wtedy owszem. Jednak prezydent Chavez tego nie zrobi, gdyż dla niego prywatna własność i przedsiębiorczość to zbrodnia. Ponadto należy pamiętać, że zawsze USA może nałożyć embargo i w konsekwencji wielkie wpływy z ropy się skończą.  

   Hugon Chavez to zagorzały, fanatyczny socjalista, żeby nie powiedzieć komunista. Powiedział kiedyś, że „bardzo szanuje myśli Trockiego” oraz, że „permanentna rewolucja to niezwykle ważna teza”. Hasło typu „(...) Musimy być czujni przez 24 h na dobę, bowiem faszystowscy spiskowcy oraz reakcjoniści nie zginęli” przypominają pewien ustrój. Ustrój ten był chory i zbrodniczy, ale na szczęście jest już przeżytkiem. Najwyraźniej pan H. Chavez za zbrodniczy go nie uważa. Po jednej z jego wypowiedzi szczególne zdębiałem – „Przysięgam na Chrystusa, największego socjalistę w dziejach, przysięgam na wszelkie męki, nadzieje i miłości: Ojczyzna, socjalizm albo śmierć!”. Zapachniało świętokradztwem. Jezus Chrystus socjalistą, no proszę... Zawsze uważałem, iż Chrystus jest zwolennikiem sprawiedliwości, miłości, a te nie mają z socjalizmem nic wspólnego. Socjalizm to zaprzeczenie sprawiedliwości. Naturalnie prezydent uważa się za chrześcijanina, katolika. Tylko jakoś dziwnie wygląda na tym tle zawzięte atakowanie kościoła. Wenezuela za rządów Chavez’a stała się sojusznikiem Iranu, czyli państwa gdzie chrześcijanie są obywatelami drugiej kategorii. Dziwny z niego chrześcijanin.   

   Wspólnie z Boliwią, Kubą, Białorusią, Iranem i Chinami pragnie budować „oś dobra” wymierzoną przeciwko hegemonii USA i jej sojuszników. Hegemonia USA jest zła, zaś Chavez’owi chodzi o pokój. Nie przeszkadza mu to, jednak wspierać lewicowych armii partyzanckich FARC i ELN w Kolumbii. Rząd Kolumbijski toczy z nimi od wielu lat krwawą wojnę domową. Poza tym podpisał z władzami Boliwii (rządzi tam od XII 2005 Evo Morales, polityk o bardzo podobnych poglądach) umowę, która pozwala armii wenezuelskiej podjąć działania na terytorium południowego sąsiada. Gdy wybory prezydenckie w Peru przegrał Ollant Humala (również socjalistyczny fanatyk), Chavez zagroził, że zerwie stosunki dyplomatyczne z tym krajem. Czy to nie jest ingerowanie w sprawy niepodległych państw? Czy nie robi tego, co sam zarzuca prezydentowi USA Georg’owi Bush’owi?    

   Każdy ma jakichś idoli, ludzi, którzy mu imponują. Naturalnie i ja takich mam. Od 14 roku życia jestem miłośnikiem cesarza Napoleona I. Za jednego z największych polskich polityków uważam marszałka Józefa Piłsudskiego. Osiągnięcia wielu innych przywódców i władców budziło we mnie zachwyt. Mam tu na myśli np. Winstona Churchill’a, Charles’a de Gaull’a, Ronalda Reagan’a, Margaret Thatcher. Żyjemy w wolnym, demokratycznym kraju. Każdy ma prawo mieć takich idoli, jakich pragnie. Zastanawia mnie jednak fakt co tak bardzo fascynuje moich znajomych w Hugonie Chavezie? Dla mnie jest on krzykaczem i do tego megalomanem. Osobą, która fanatycznie wierzy w zbankrutowaną idee oraz natrętnie narzuca ją innym. Nie dziwi mnie to, że wierzą w niego ubodzy Wenezuelczycy. Nie znają oni innego świata i, dlatego socjalistyczne ideały mogą im się wydawać atrakcyjne. Dziwię się za to polskim studentom, że znając historie swojego kraju, wiedząc do czego doprowadził komunizm, nabierają się na coś takiego. Poza tym można eksperymentować z komunizmem, bawić się w rewolucjonistę, negować reguły ekonomii mając ropę naftową i bajońskie sumy z jej sprzedaży. Ciekawe, czy prezydent Chavez spróbowałby stworzyć komunistyczny raj na ziemi nie mając bogactw naturalnych i przekonać jeszcze do siebie swój naród.

Stanislao
O mnie Stanislao

Mieszkam w Opolu. Studiuję politologię na Uniwersytecie Opolskim. Obecnie jestem na V roku. Moimi zainteresowaniami są historia oraz polityka, głównie Dalekiego Wschodu. Mam poglądy prawicowe, a wchodząc bardziej w szczegóły to jestem ordoliberałem. Należę do Stowarzyszenia Konserwatywno-Liberalnego "KoLiber". Współpracuję z następującymi portalami internetowymi: www.konserwatyzm.pl, www.prawica.net i www.polska-azja.pl. Jestem stałym współpracownikiem miesięcznika „Opcja na Prawo” oraz szefem działu Sprawy Międzynarodowe portalu Konserwatyzm.pl. Zapraszam do komentowania. :)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (29)

Inne tematy w dziale Polityka