Roman Giertych nie jest już ministrem edukacji, zaś LPR-u nie jest już w koalicji. Zamiast wprowadzania reform razem z PiSem, Roman Giertych wolał sojusz z krypto-komunistyczną Samoobroną. W ten sposób stracił u mnie szacunek.
Nie jestem wyborcą LPRu (ponieważ program partii zawiera wg mnie zbyt dużo elementów socjalistycznych), aczkolwiek Romana Giertycha szanowałem i ceniłem. LPR dostała się do parlamentu w 2001 roku. Wówczas była to partia zionąca populizmem. Roman Giertych zdobywał w partii coraz silniejszą pozycję. Z partii populistycznej, starał się stworzyć partię konserwatywną. Jego partia odnosiła czasem sukcesy np. podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego w 2004 roku, kiedy to zajęła drugie miejsce. Ale wybory roku 2005 były porażką dla LPRu.
Rok 2006 był szczęśliwy dla szefa tej partii. LPR wraz z Samoobroną wszedł do koalicji z PiSem, zaś Roman Giertych został ministrem edukacji. Generalnie ten fakt mnie ucieszył. W polskiej edukacji źle się dzieje: panuje bałagan, brak pieniędzy, brak dyscypliny, bandytyzm. Uważałem, że Roman Giertych, człowiek posiadający określone ideały wprowadzi pożądane zmiany. Jak było, wszyscy wiemy. Dużo zapewnień, dużo konferencji prasowych, medialnych i w większości na tym się to kończyło. Wprowadził do szkół program „Zero Tolerancji”, który pochwalam. Druga sprawa, czy zostanie on należycie egzekwowany. Inna rzecz, że ewentualne problemy z tym to nie tylko wina byłego ministra. Miały być lekcje o patriotyzmie, więcej o polskiej historii, odwiedzanie miejsc pamięci. Badzo słusznie – to godne pochwały i warte realizacji. Ale z tego co wiem to miały być, ponieważ ich nie ma. Pan minister zabrał się również za kanon lektur i nic dobrego z tego nie wyszło. Wyrzucać z niego Fiodora Dostojewskiego to niemal zbrodnia. Co do Gombrowicza to nie pochwalam jego poglądów, ale był wielkim pisarzem i powinien pozostać w kanonie. Może z tą korektą, że uczniowie powinni czytać „Ferdydurkę”, a nie „Trans-Atlantyk”. Ocenianie twórców po poglądach to zła praktyka. Idąc tym tropem można zakazać nauczania o Ksenofoncie, ponieważ był zwolennikiem systemu społeczno-politycznego Sparty, zbrodniczego przecież, bądź ks. Piotra Skargi, ponieważ był przeciwnikiem tolerancji religijnej oraz dialogu z protestantami. A przecież edukacja bez dzieł tych dwóch postaci byłaby o wiele uboższa.
Roman Giertych został ministrem mając 35 lat. Objąć tak ważne stanowisko w tak młodym wieku to jakby złapać Pana Boga za nogi. Szef LPRu, chyba o tym zapomniał. Poczuł się zbyt silny oraz niezastąpiony, a jak wiadomo nie ma ludzi niezastąpionych. Podczas kryzysu ostatnich miesięcy poparł Andrzeja Leppera, osobę podejrzewaną o korupcję, skompromitowaną już wcześniej. Potem wszedł w sojusz z Samoobroną. Co było dalej, wiemy. Zamiast wykorzystać szansę, którą dawało mu stanowisko, wolał wdać się w spory, poprzeć nieodpowiednią stronę i stracić. Udana reforma edukacji przysporzyła by mu wielu zwolenników np. mój polonista z liceum ma lewicowe poglądy, ale popierał niektóre pomysły Romana Giertycha. Nie wiem, czy na działania byłego ministra wpływały przerost ambicji, brak realizmu politycznego, czy po prostu zwykła głupota. A może wszystko? Uważa się on za kontynuatora Narodowej Demokracji. Słaby z niego kontynuator tej idei skoro wiąże się z ludźmi pokroju Andrzeja Leppera. Roman Dmowski się w grobie przewraca.
W jednym ze swoich poprzednich artykułów porównałem go do króla Epiru Pyrrusa. Przyglądając się jego ostatnim działaniom przypomina mi on raczej hetmana Jerzego Lubomirskiego, który mimo wielu zasług przysłużył się swym rokoszem nie Rzeczpospolitej, a jej wrogom. Tak samo Roman Giertych ostatnio robi wiele przysług lewicy, prawicę tym osłabiając.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)