Jak to z tym Bliskim Wschodem jest? Najpierw Amerykanie zostali wypędzeni z Iranu, bo szach się okazał równie zręcznym politykiem, jak pewien podobnie przywiązany do tradycji parlamentarzysta w odległym Lechistanie. Jego reżim został zastąpiony kolejnym, równie opresyjnym, jak się to jednak w odległym Lechistanie po wypędzeniu komuny nie zdarzyło. W końcu to Europa.
Potem Amerykanie zniszczyli Irak, głównego konkurenta Iranu do przewodzenia terrorystom. W tym zbożnym dziele pomagały im zarówno lechickie wojska, jak i dyplomacja. W rezultacie prezydent Francji skwitował naszą gorliwość cierpką uwagą o utracie przez Lechitów okazji do siedzenia cicho. Obiektywnie jednak rzecz biorąc ówczesny reżim iracki ohydny był wielce i obligowała nas moralnie nasza świeżutko zdobyta pozycja nie tylko moralnego autorytetu, ale też członka NATO.
Niedawno jednak Iran się ustatkował, przyjął zobowiązanie o odstąpieniu od zbrojeń atomowych i przestał być państwem jawnie zbójeckim. Po cichu przecież po dawnemu terroryści mogą liczyć na jego wsparcie. Zwłaszcza w Syrii, gdzie fundamentalizm muzułmański był w stanie rozpętać wojnę, wykorzystując słabość Iraku i syryjski bunt przeciwko obiektywnie odrażającemu reżimowi Baszara al-Asada.
Teraz prezydent Trump uznał, że musi zrobić coś spektakularnego i jednostronnie wypowiedział porozumienie z Iranem w sprawie jego odstąpienia od prac nad bombą jądrową tudzież nakłada sankcje na Teheran. Iran się natychmiast porozumiał z Rosją i Turcją i teraz NATO ma podobny pasztet, jaki niedawno Węgry i Polska wysmażyły Unii Europejskiej.
Problem irański dotyka także UE, która ma chociażby w taniej perskiej ropie niezłą alternatywę dla brytyjskich i norweskich złóż podmorskich, pozostających poza jej granicami, nie mówiąc już o arabskich. Kiedy by musiała pójść za Stanami i również nałożyć sankcje na Iran, byłaby skazana na oligopol tradycyjnych dostawców lub nawet na import z Rosji, także zresztą obłożonej restrykcjami za wojnę z Ukrainą.
Niedawna konferencja bliskowschodnia w Warszawie nie tylko wzmocniła nieformalny jeszcze alians Iranu Rosji i Turcji, ale też znowu nas ustawiła konfrontacyjnie wobec Unii, której w dodatku gorączkowo teraz potrzebujemy do ograniczenia zagrożeń, jakie nam stwarza Nord Stream 2. W dodatku wiceprezydent Mike Pence powiada w Monachium, że USA nie mogą gwarantować obrony Zachodu, kiedy ten się uzależnia od Wschodu.
Fatalnie to brzmi w kontekście naszego bezpieczeństwa, kiedy znowu się ustawiamy poza Unią. Trudno bedzie nas wesprzeć, kiedy się tego odmawia Europie. Widać więc, że organizując konferencję odbieraną w Teheranie jako antyirańską, stanęliśmy przeciwko własnym interesom i nie możemy mówić o czymś w rodzaju gambitu. Niczego bowiem nie uzyskaliśmy, poza może uściskiem ręki wiceprezydenta USA. Nie licząc jego stwierdzenia, że “Lech Wałęsa jest wielkim polskim bohaterem”.
Nie chce mi się zmyślać, nic więc nie napiszę, bo w rzeczywistości jestem antypatycznym typem.
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka