Myśli z pierwszego tłoczenia
Muzeum Tortur Intelektualnych -- Ekspozytura na S24
59 obserwujących
1063 notki
899k odsłon
  1523   11

Rule of fear

„Rule of law” – zasady prawne, rządy prawa, praworządność…

Nie ma chyba Polki i Polaka interesujących się polityką, którzy nie słyszeli o … „rule of law”. Co rusz jakiś eurogeniusz chcąc popisać się europejskością używa tego sformułowania w charakterze cepa lub bicza – szczególnie w odniesieniu do Polski. Nie jestem prawnikiem, nie zamierzam Państwu wyjaśniać tego pojęcia. Zresztą, na prawników też bym za bardzo nie liczył. Sięgam zatem do tych, do których powinienem (ha, ha) mieć zaufanie. A ponieważ podkoszulek najbliższy ciału zobaczmy co na to UE:

Unia Europejska jest oparta na zasadach praworządności. Oznacza to, że podstawą wszystkich jej działań są traktaty, które zostały przyjęte w sposób demokratyczny przez państwa członkowskie UE. Prawo UE przyczynia się do realizacji celów zapisanych w unijnych traktatach oraz polityki UE.

Czyli: są traktaty jest praworządność. A jak ludzie są mordowani? Ale są traktaty …

Nie powinniśmy jednak ograniczać się do europejsko-unijnego grajdołka. Popatrzmy, co na to ONZ:

W systemie Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ) rządy prawa to zasada zarządzania, zgodnie z którą wszystkie osoby, instytucje i podmioty, publiczne i prywatne, w tym samo państwo, są odpowiedzialne za prawa, które są publicznie ogłaszane, jednakowo egzekwowane i niezależnie orzekane i które są zgodne z międzynarodowymi normami i standardami praw człowieka. Wymaga środków zapewniających przestrzeganie zasad nadrzędności prawa, równości wobec prawa, odpowiedzialności wobec prawa, uczciwości w stosowaniu prawa, podziału władzy, udziału w podejmowaniu decyzji, pewności prawa, unikania arbitralności, oraz przejrzystość proceduralna i prawna.

Jak widać, ONZ jest trochę bardziej wylewna w porównaniu do UE, gdzie wszystkim są traktaty. Tylko co z tego, jeśli prawa to nie zapewniają prawa podstawowego: prawa do życia?

Szukam dalej, szukam w encyklopedii Britannica:

Rządy prawa, mechanizm, proces, instytucja, praktyka lub norma, które wspierają równość wszystkich obywateli wobec prawa, zabezpieczają niearbitralną formę rządów i, bardziej ogólnie, zapobiegają arbitralnemu używaniu władzy. Arbitralność jest typowa dla różnych form despotyzmu, absolutyzmu, autorytaryzmu i totalitaryzmu. Rządy despotyczne obejmują nawet wysoce zinstytucjonalizowane formy rządów, w których jednostka znajdująca się na szczycie struktury władzy (taka jak król, junta lub komitet partyjny) jest w stanie działać bez ograniczeń prawnych, kiedy tego chce.

To już wiemy, co to jest „rule of law”?

W skrócie rzecz ujmując, to stan, w którym rządzi prawo. Choćby nieskuteczne i bezsensowne.

Byłoby dobrze, gdybyśmy za prawo przyjmowali przede wszystkim prawo boskie, w formie 10 Przykazań. Dekalog reguluje wszystko w sposób kompletny. I gdyby tylko był przestrzegany mielibyśmy raj na ziemi.

Problem w tym, że Dekalogu nie zauważamy. Mamy swoje, „uniwersalne” a w szczególności unijne prawo. Źle? Ależ dlaczego? Tylko co z praworządnością, jeżeli prawo jest do dupy? Co z praworządnością, jeżeli ci, którzy stanowią to prawo sami nie są praworządni? Dla przypomnienia dodam, że Adolf był – w roku 1939 – jak najbardziej praworządny według prawa rzeszy. Prawo międzynarodowe miał zaś – podobnie jak stalin i ówcześni rządzący Francją, Anglią i innymi europejskimi krajami – gdzieś. Wiemy wszyscy, gdzie.

W związku z tym „rule of law” narzuca mi się kilka pytań.

- Czy to „rule of law” pozwala preziowi Francji, niejakiemu Macronowi, nazywać polskiego premiera antysemitą?

Nie, to nie „rule of law” steruje poczynaniami Macrona.

- Czy „rule of law” pozwala byłemu kierownikowi Rady Europejskiej a nadal kierownikowi EPP kłamać per sempre?

Nie, „rule of law” nie zapewni przyzwoitości. Co najwyżej sowite wynagrodzenie i takąż emeryturę. Wybranym piewcom „rule of law”.

- Czy „rule of law” pozwala kanclerzowi Niemiec (temu i poprzednim) na całkowite lekceważenie podstawowych zasad ekonomicznych dotyczących prawie całego kontynentu?

Nie, ale to nie „rule of law” wykształciło pozycję Niemiec.

- Czy „rule of law” domaga się od Unii Europejskiej olewania fundamentalnych i powszechnych praw ludzi, którzy mają „szczęście” mieć paszport ukraiński?

Nie, ale to nie „rule of law” wpływa na działania Komisji Europejskiej. Że co, że Ukraina nie jest w UE i jej nie dotyczą Traktaty? Zamykamy się w kuchni?

"Rule of law" nie rządzi. Zostało – już dawno – zastąpione przez „rule of fear” – strachorządność.

Strach o wszystko czyli o siebie.

Niemcy boją się Rosji. Zasłużenie się boją. Wiedzą, że ruskie – jeśli będą mieli okazję - nie będą mieli dla nich litości. Zatem (Niemcy) robią to, co podsuwa im strach. Strach o siebie.

Czy Francuzi boją się Rosji? Nie, wiedzą, że ruskie im wielkiej krzywdy nie zrobią – już się o tym przekonali. Boi się Macron. Boi się, że przegra wybory a to nie są tylko wybory ale – przede wszystkim – plebiscyt dotyczący przywództwa we Francji. Jeżeli wygra, to za jakiś czas powie Morawieckiemu: „wiesz, była kampania, nie mogłem PRZEGRAĆ z Le Pen.  Też dla Polski to robiłem…”. Porażka teraz? Nie uchodzi ...

Czy kierownik EPP boi się Rosji? No właśnie …. Co zrobił przez lata „trzymania władzy” w Brukseli, żeby Rosji nie przyszło nawet do głowy … szantażować ekonomicznie UE i napadać na niepodległe państwo? Że co, że Rosja i Ukraina nie są w UE? Ano tak, zapomniałem, że słynne „co ja mogę?” stało się darem (wianem) kierownika dla UE. Forsy nie było w Zakopanem ale była w Brukseli.

Czy Polska boi się Rosji? Czy ja boję się Rosji? Tak, Polska się boi i ja się boję. Polska się boi i ja się boję, że trzeba będzie zabijać: i ruskich i Rosjan. Nie chcemy tego, boimy się „zabijania” – bo jest Dekalog. Bo to nie mieści się w kategorii „rule of law”.
To podejście nas Polaków odróżnia od innych nacji – szczególnie tych za Odrą i dalej na zachód.

Jeżeli UE bała się reagować – bez względu na motywy - w przypadku „małego zła” – np. stopniowego, politycznego i ekonomicznego uzależniania się od Rosji – to teraz tym bardziej jest sparaliżowana strachem. Również o to, a może przede wszystkim o to, że historia wystawi im (piewcom „rule of law”) gorzki, słony i tragiczny rachunek - pomników nie będzie.


A jakby „rule of fear” nie było dość „skuteczne”, to UE ma w zapasie jeszcze „rule of cash” oraz „rule of lies”.

Lubię to! Skomentuj24 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka