Dziś wchodzi w życie tzw. ustawa deregulacyjna. Jak twierdzi Rząd (jest takie ciało!), ma to przynieść 100 tys. pożądanych miejsc pracy. Obniżono bowiem wymagania związane z uzyskaniem możliwości wykonywania 51 zawodów. Na liście znajdują się między innymi:
· Adwokat
· Radca Prawny
· Notariusz
· Komornik
· Syndyk
· Urzędnik sądowy i prokuratury
· Pośrednik w obrocie nieruchomościami i zarządca nieruchomości
· Instruktor nauki jazdy
· Detektyw
· Pracownik ochrony fizycznej stopnia I i II
· Taksówkarz
· Przewodnicy: turystyczny miejski, terenowy i górski oraz pilot wycieczek
· Instruktor sportu
· Dyplomowany bibliotekarz i dyplomowany pracownik informacji naukowej
· Spawacz w zakładach górniczych wydobywających kopaliny otworami wiertniczymi…
Obniżenie wymagań oznacza – w poszczególnych wypadkach – na przykład zniesienie wymogu wyższego wykształcenia, skrócenie okresu praktyki, rezygnacja z egzaminu itp.
Tymczasem, w tle dokonała się jeszcze jedna deregulacja - obniżenie wymagań stawianych premierowi rządu, Donaldowi Tuskowi. Okazuje się, że człowiek, którego działalność (czyli umiejętności) negatywnie ocenia blisko 80% respondentów (obywateli III RP) i chce na swojego Przewodniczącego zaledwie nieco ponad 30% całej populacji członków rządzącej partii, nic sobie z tego nie robi. Wynika z tego, że Prezesem Rady Ministrów może być w Polsce …. ktokolwiek, byle z PO.
Najwyraźniej Donald Tusk, rząd i cała Platforma Obywatelska rozpoczęli deregulację od siebie. Poniekąd słusznie, albowiem „jeżeli chcemy wymagać od innych, powinniśmy najpierw wymagać od siebie”. Tyle tylko, że nie odpowiada mi zrównanie – w sensie deregulacji - roli (zawodu) Premiera i np. detektywa. Nie ta odpowiedzialność i nie te szkody!
PS. Wiele osób dyskutuje, kiedy ktoś kogoś wyrzuci z grona Kluczowych Zasobów Ludzkich PO (ang. PO’s Key Human Resources). Osobiście uważam, że Jarosław Gowin nie wyrzuci Donalda Tuska. Nie opłaci mu się to.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)