9 obserwujących
28 notek
50k odsłon
474 odsłony

Pamięć powstania warszawskiego

Wykop Skomentuj1

„W Warszawie [tuż po wojnie] można było trafić na góry prochów, które […] wyglądały jak zwały brudnej ziemi. Początkowo powracający rozgarniali te hałdy, spodziewając się pod nimi pochowanych ludzkich zwłok. Ich podejrzenia znajdowały potwierdzenie w niezliczonych fragmentach kości i drobnych metalowych przedmiotach. […] Dopiero przeszkoleni pracownicy Zakładu Oczyszczania Miasta i PCK uświadomili im przerażającą prawdę […]. To były ciała. […] Tysiące pomordowanych spalono na prowizorycznych stosach i zebrano w spiętrzone, czarne hałdy”.

Takich makabrycznych obrazów na początku książki Marcina Napiórkowskiego nie brakuje. Grają one w niej ważną rolę, pokazując, dlaczego w Warszawie po drugiej wojnie światowej tak istotni byli umarli. Najpierw w ogóle niepochowani, potem upamiętniani tylko wybiórczo, fragmentarycznie albo wcale, wciąż domagali się uwagi.

„Powstanie umarłych” to książka o tym, jak umarli rządzą żywymi („polską politykę pamięci zza grobu uprawiają upiory”). To również książka o tym, że polityczna blokada pamięci oraz związanych z nią uczuć i praktyk – żałoby, heroizacji, oddawania czci – stała się źródłem wielu późniejszych konfliktów wokół powstania. To tak, jakby na brudną ranę nałożyć plaster. Problem nie zniknie, gdy się go ukryje. 

*

Zaczęło się od ciał. Zaraz po wyzwoleniu (lub „wyzwoleniu”) stolicy dziennikarz „Gazety Ludowej” relacjonował: „Nigdy Warszawa nie żyła tak blisko ze swymi zmarłymi jak teraz. Mamy ich wszędzie, na każdym kroku, w najbliższym sąsiedztwie, na skwerkach, na ulicach, na podwórzach, mogiłki najczęściej bezimienne”. Walka o pamięć obejmowała również trupy: nowa władza grzebały je pospiesznie i anonimowo, tłumacząc się groźbą epidemii, ale też licząc, że zbiorowe groby pozwolą zatrzeć różnicę między wielką liczbą żołnierzy Armii Krajowej i znacznie niższą – bliskiej komunistom Armii Ludowej. W Warszawie pojawiła się nawet opowieść o „porywaniu ciał i celowym zafałszowywaniu tożsamości poległych”. O indywidualne upamiętnianie dbały z kolei obywatelskie komitety ekshumacyjne, które stały się wkrótce podstawą opozycji wobec narzucanego wizerunku powstania. 

Władza stosowała równolegle trzy taktyki pamięciowe, które autor opisuje jako „kult prawomyślnych bohaterów”, „kult niewinnych ofiar o wymiarze masowym i klasowym” oraz „próbę zawłaszczenia wszystkich zmarłych”. Jeden z kluczowych wątków tej strategii prezentuje tajna notatka Wydziału Propagandy KC PZPR powstała po czterdziestu latach starannego przekazu, rekonstruująca zakładany „nurt politycznych motywacji i rachub [przywódców Armii Krajowej] […] [I]ntencją polityczną inicjatorów Powstania było zdobycie i utrzymanie władzy politycznej, zaprezentowanie się wyzwolicielskiej Armii Radzieckiej w roli «rzeczywistych gospodarzy», zablokowanie […] reform”.

*

W ramach oddolnych praktyk pamięci już od pierwszych miesięcy 1945 roku odnajdowano poległych, gromadzono dokumenty i zbierano pieniądze na pogrzeby. Szczególnie istotnym miejscem stał się Cmentarz Wojskowy na Powązkach, gdzie jeszcze w środku wojny potajemnie pochowano grupę harcerzy z Szarych Szeregów (w tym Jana Bytnara, „Rudego”). Tam właśnie 1 sierpnia 1946 roku zorganizowano opozycyjne obchody rocznicowe i odsłonięto półlegalny pomnik Gloria Victis. W kolejnych latach władza była już jednak skonsolidowana i komuniści zmienili strategię: zaczęli czynnie walczyć z nieoficjalną pamięcią o powstaniu. „Pojawiły się zakazy obejmujące określone miejsca (Cmentarz Powązkowski) i daty (1 sierpnia), akty niszczenia miejsc i nośników pamięci. Rozpoczęły się też represje wobec najbardziej aktywnych członków wspólnoty, rozciągające się od skreślania z list studentów i zwalniania z pracy, po wieloletnie więzienia, tortury, a nawet morderstwa”.

W pewnych ramach pamięć powstania przywrócono krótko po śmierci Stalina, przedstawiając to jako pojednawczy gest władzy. Niemniej na przykład odnowienie zapuszczonych przez lata Powązek wymagało intensywnych działań oddolnych. Dopiero w latach 1954–1957 pamięć powstania mogła eksplodować, zarówno w wymiarze oficjalnym, jak i nieoficjalnym. Ważną częścią tej eksplozji było upowszechnienie heroicznego wizerunku powstańców, które dokonało się między innymi dzięki filmowi Andrzeja Wajdy „Popiół i diament”.

Późniejszych lat autor nie omawia już tak szczegółowo, a i dla tego wpisu nie są kluczowe. Zwrócę więc tylko uwagę na to, że w kolejnych dekadach umocniła się antysystemowa tradycja obchodów 1 sierpnia. Dla przykładu: 31 lipca 1981 roku na Powązkach zamontowano konspiracyjny pomnik ofiar Katynia, symbolicznie łącząc ich śmierć z powstaniem (w nocy został on usunięty przez „nieznanych sprawców”). Po kilkunastu latach istnienia III RP tradycja ta dała początek manifestacjom na terenie cmentarza, krytycznym wobec Platformy Obywatelskiej oraz przychylnym dla Prawa i Sprawiedliwości. Marcin Napiórkowski zauważa tu rzecz ciekawą: wbrew medialnym komentarzom „uprawianie polityki na cmentarzu” wcale nie było zjawiskiem precedensowym. „Gwizdy i buczenie to przecież niewiele w porównaniu z rokiem 1982, kiedy tłum demonstrantów w ogóle nie dopuścił pod pomnik kompanii reprezentacyjnej Ludowego Wojska Polskiego i oficjalna część ceremonii państwowych musiała odbyć się za murami cmentarza”. 

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura