Niestety tego typu montaże (tak zgrabnie opisane przez Vladimira Volkoffa) wciąż mają miejsce "tu i teraz".I najbardziej smutne jest to, że ich wpływowi wciąż ulega znaczna część opinii publicznej: politycy wszystkich opcji i kolorów a także tak zwani "bezstronni dziennikarze".
W zeszły piątek trzynastego polująca od kilkunastu tygodni na zleconą jej głowę Agnieszka Kublik, zamieściła w Gazecie wstrząsający tekst o tym jak to Jerzy Targalski mobbuje bogu ducha winne pracownice Polskiego Radia. Scenariusz "akcji" był łatwo do przewidzenia bo tyle już razy przećwiczono go podczas ostatnich kilkunastu miesięcy różnego jego warianty. Tekst w "wyborczej", który redaktorzy z Czerskiej "grzeją" przez cały poranek na głównej stronie portalu. Później dołącza się zaprzyjaźniona stacja telewizyjna nawet przez jej pracowników przezywana "walterówką" bądź WSI24. Prezes Targalski wyrzucił, podeptał. Wyborczo tefaunowski moloch dyszy i rząda krwi. By "pociągnąć temat" w swoim niedzielnym programie bliska koleżanka Kublik przesłuchuje na okoliczność Targalskiego zgromadzonych w swoim studiu polityków wszystkich odcieni (Brudziński, Rokita, Orzechowski,Kalisz). Wszyscy jak jednen mąż poslusznie wyznają: Targalski musi odejść (pozostaje pytanie czy "szczelinozębna" "biedroneczka" świeciła w oczy lampą). W zamieszczonych na tych gościnnych łamach zgodnym oburzeniem wobec zachowania Tragalskiego pałają przedstawiciel redkacji montującej Wroński jak też i demokratycznie wybrany na "bezstronnego" nasz szanowny gospodarz ( czy można być jednak beztronnym skoro miewa się aduycje w medium, którego wzrostowi zagrozić może ekspansja Polskiego Radia, ale o tym za chwilę).
Nie chcę wchodzić w szczegóły propagandowego materiału zamieszczonego przez redaktor Kublik. Może oddajmy w tej sprawie głos pomówionemu (nie wymagajmy zbyt wiele od Gazu Wyborczego, ich podstawowa zasada dziennikarstwa, czyli wysłuchanie dwóch stron po prostu nie dotyczy. Nie tak przecież ich uczono tego fachu):
Warszawa, dnia 16 kwietnia 2007 r.
Pan Krzysztof Czabański
Prezesa Polskiego Radia S.A.
Oświadczenie
Stanowczo zaprzeczam jakobym miał użyć wobec Pani Szabłowskiej przytaczanych przez nią słów, co więcej, uznaję oskarżenia P. Szabłowskiej za naruszające moje dobra osobiste, podobnie jak publikacje w „Gazecie Wyborczej”. Za szczególnie skandaliczne uważam, iż dziennikarka „Gazety Wyborczej” wiedzę o mojej pracy czerpała, jak sama zresztą przyznała w opublikowanym materiale, na przykład z zasłyszanych plotek. Również manipulacja redakcją tekstu pani Agnieszki Kublik, gdzie czytelnik mógł uznać owe plotki za stan faktyczny, wskazuje, iż publikacja jest bezprzykładnym, personalnym i wyjątkowo niehonorowym atakiem na moją osobę. Pragnę także wzmiankować, iż już kilka miesięcy temu GW musiała opublikować przeprosiny pod moim adresem, właśnie w związku z publikacją kłamliwych i naruszających moje dobra osobiste informacji. Ocenie wszystkich zainteresowanych pozostawiam rozważenie sprawy, jak na charakter publikacji „Gazety Wyborczej” wpływa fakt, iż pozostaje w sporze sądowym z redaktorem naczelnym Gazety panem Adamem Michnikiem, a także od wielu lat znany jestem z bezkompromisowego stosunku wobec lustracji, tak ostro atakowanej w tej Gazecie. Jako dziennikarz od wielu lat starałem się moją pracą służyć wolnej prasie i dobru publicznemu. Jest mi więc szczególnie przykro, że inni dziennikarze mogą postępować w ten sposób, naruszając elementarne zasady etyczne tego zawodu. Wyrażam głęboką nadzieję, że Ci, którzy mnie znają, nie stracą wiary w moje zasady moralne, a wszyscy inni zainteresowani zrozumieją, iż uczciwość i rzetelność dziennikarska są dla niektórych wartościami nieznanymi. Oczywiście kieruję sprawę powyższej publikacji na drogę sądową.
Jerzy Targalski
oraz:
Warszawa, dnia 15 kwietnia 2007 roku
NOTATKA SŁUżBOWA
W listopadzie 2006 roku wezwałem red. Marię Szabłowską celem wyjaśnienia czy przechodzi na emeryturę w związku z osiągnięciem wieku emerytalnego. Na moje pytanie P. Szabłowska odpowiedziała, że nie ma zamiaru odchodzić na emeryturę i fakt, że pracuje w PR już 33 lata jest powodem, że powinna pracować nadal. Następnie stwierdziła, że nigdy nie mieszała się do żadnej polityki, prowadzi audycje muzyczne i z pewnością chcę się na niej odegrać za jej męża Marka Lipińskiego [w związku z jego rolą w Polskim Radio w czasach Stanu Wojennego]. Wyjaśniłem, że w ogóle o żadnej polityce nie rozmawiamy i w grę nie wchodzą żadne przyczyny polityczne, ale spółka musi przejść bardzo poważną reorganizację, także w zakresie kadrowym. Nie mówiłem, że wokół widzę same stare kobiety, natomiast prawdą jest, że mówiłem, że jeśli nie zmienimy struktury wiekowej, Radio wymrze razem z naszym pokoleniem. Teraz ponosimy konsekwencje polityki niedopuszczania ludzi młodych do pracy w Radio, chyba że byli oni członkami rodzin kadry kierowniczej. Ta polityka ostatecznie się skończyła, podkreśliłem. Jednocześnie sam fakt przepracowania w Radio 33 lat, sam w sobie nie był powodem by nadal w nim pracować Powołałem się przy tym na układ i strukturę wieku pracowników w Polskim Radio, gdzie przeważają w wielu redakcjach ludzie w wieku emerytalnym i przedemerytalnym. Dodałem, że jest to nieuczciwe, żeby bezrobotni młodzi ludzie wyjeżdżali zmywać garnki do Londynu, kiedy inni mają zapewnione świadczenia emerytalne i stabilną sytuację życiową. Kończąc, stwierdziłem więc że w związku z przeprowadzaną reorganizacją zmuszony wystawić wniosek o rozwiązanie umowy o pracę. Pani Szabłowska ma do wyboru: albo podpisać porozumienie stron, albo pójść do sądu pracy. Dodałem, że sam się procesowałem i wygrałem, znam więc procedurę.
Red. Szabłowska wygłosił na to orację na temat podłości mego charakteru i zapowiedziała, że mi jeszcze pokaże i będzie walczyła. Sądziłem, że chodzi o sąd pracy, więc stwierdziłem, że jestem gotów podjąć wyzwanie.
Rzekome cytaty przytaczane przez red. Szabłowską są wynikiem konfabulacji, a konkretnie:
Nie mogłem powiedzieć, że czyszczę Radio ze złogów gierkowsko-gomułkowskich, ponieważ byłoby to stwierdzenie pozbawione sensu, gdyż Szabłowska podjęła pracę w Radio w roku 1973, kiedy Gomułka już od 3 lat przebywał na emeryturze. Gdybym użył takiego stwierdzenia, a nie jest to język, którym się posługuję, powiedziałbym o czasach Jaruzelskiego i Gierka. (...)
Jerzy Targalski
Myślę, że Targalski ma duże szansę na wygarną z Gazetą, "której nie jest wszystko jedno".
A o tym że w istocie Wyborczej nie jest wszystko jedno przekonuje nas mały rekonesans w jej internetowych archiwach. Otóż w wydaniu z 02 i 03 września 2006 zamieszczono artykuł pt. "Kto uzdrowi polskie Radio" w którym znalazł się następujący passus:
"W ramach "zdrowego pluralizmu" władze Radia rewidują także lektury pracowników. "Polityka" podaje, że wiceprezes Polskiego Radia Jerzy Targalski zakazał dziennikarzom trzymać na biurkach "Gazetę Wyborczą" i "Politykę". - Nie ma powodu, by w newsroomie było 39 egzemplarzy "Wybiórczej", dziennikarze mogą się przecież wymieniać - wyjaśniał." Zamiast tego dziennikarze mają czytać "Gazetę Polska", "Najwyższy Czas" i "Nasz Dziennik"."
Wyborcze kłamstwo ma jednak krótkie nogi, bo oto w obliczu groźby procesu niecały miesiąc później Wyborcza zamieszcza tę malutką notkę:
"W artykule pt. "Kto uzdrowi Polskie Radio" ("Gazeta" z dnia 2-3.09.2006) poinformowaliśmy (powołując się na "Politykę"), iż prezes Polskiego Radia Jerzy Targalski zakazał dziennikarzom posiadania na biurkach "Gazety Wyborczej" i "Polityki". Okazało się to nieprawdą, bowiem chodziło jedynie o zmniejszenie ich prenumeraty. Za niezamierzony błąd przepraszamy.REDAKCJA"
Jednak "zlecenie na Targalskiego" jest widać wciąż aktualne, bo kilka miesięcy później podejmuje je redakcyjny szpec od mokrej roboty. Kublik Agnieszka wkracza do akcji i nie patyczkując się wiele postanawia raz na zawsze rozprawić się ze znienawidzonym prezesem Polskiego Radia. Targalski tym razem zostaje antysemitą ( sprawdzone metody są najlepsze). Kublikowa korzysta z utartych metod i w artykule z 15.12.2006 pod wdzięcznym tytułem "Zamenhof do Izraela" ujawnia rasistowskie ciągoty Targalskiego. Na drugi dzień jako "wzmaczniacza" wyborcza użyje niezbędnego w takich razach Marka Edelmana:
"To, że pan Targalski pozwala sobie zlikwidować jedyną w publicznym radiu audycję w języku esperanto, mieści się w klimacie, jaki nam ostatnio panuje w Polsce, klimacie, w którym - za aprobatą rządzących - rozkwita nietolerancja i ksenofobia."
Gdy dwa miesiące później gdy Polskie Radio z inicjatywy "tego wstrętnego antysemity Targalskiego" rozpocznie nadawanie audycji po hebrajksu ( o czym wspomina BBC czy Jewish Telegraphic Agency a slowacki dziennik SME poświęca sprawie duży artykuł) Gazeta Wyborcza zawsze pierwsza do opisywania dialogu polsko żydowskiego milczy jak zaklęta.
Jeśli w najbliższych dniach rada nadzorcza ugnie się pod opartym na kłamstwach moralnym szantażem i odwoła Targalskiego z funkcji, na tym samym posiedzeniu powinna dokooptować do swojego składu albo Kublik albo Olejnik ewentualnie kogoś z sekretariatu naczelnych "Gazety". Będzie to bowiem widomy znak, że w Polsce "wraca stare" realną władzę i rząd dusz z pomocą manipulacyjnych metod sprawuje jak przed laty ulica Czerska. (W takiej sytuacji, może redkator Michnik powinien witać na lotniksu pojutrze wracającego z Brukseli premiera. Mleka pić nie muszą ale mogą sobie powydychać to CO2 tak niemiłosiernie przycięte przez Komisje Europejską, o co premier ma dziś kruszyć kopie).
Warto też dostrzec ekonomiczny aspekt calej tej historii: porządki zaprowadzane w radio postawiły tę zmurszałą instytucję finansowo na nogi. By publiczna antena mogła konkurować z prywatnymi nadawcami potrzebne jej wpuszczenie "świeżej krwi" dziennikarskiej, inaczej już na zawsze pozostanie skansenem któremu uciekać będą prywatni gracze. Ciekawe czy cała ta awantura z Targalskim (twrająca już od września) nie wiąże się przypadkiem z planami pojektu kanału informacyjnego, który miałby zagrozić monopolowi TOK FM. No bardzo to jest ciekawe, prawda panie Igorze?
PS.W peesie zagadka:
Stugębna plotka głosi, że w czasach rządów wesołych i sprytnych poniekąd wesołych "chłopców z AWS-u", gdy Ci ostatni zamarzyli wystartować z kanałem telewizyjnym, w gabinecie Wiesława Walendziaka, uważanego za spiritus movens tamtego projektu zadzwonił telefon. W słuchawce odezwał się głos redaktora naczelnego "najbardziej opiniotwórczego polskiego dziennika":
- Skoooończyczysz chuchuchuuuuuju, w dooooodoooooole z wawawapnem - oznajmił osupiałemu posłowi o pucołowatej nieco twarzy późniejszy kawaler orderu Świętego Jerzego.
Podli i źli ludzi powtarzają także, że w czasach nieco późniejszych, gdy za sterami rządów Ministerstwa Infrastruktury stał Marek Pol, częstym gościem w gabinecie jego rzeczniczki prasowej Pauliny J. bywał znany z rzetelności i posiadający niewątpliwą biopaliowową wiedzę Andrzej Kublik, również pracownik koncernu "któremu nie jest wszystko jedno". Wstydliwe z natury parapety gmachu przy Chaubińskiego do tej pory czerwienią się na myśl że wykorzystywano je do tego rodzaju bezecnych "briefingów". Co jak co, ale żeby żonaty facet!
Pytnie do publiczności: Czy właściwym byłoby pisanie obszernych artykułów na podstawie tego typu zasłyszanych historii?
PS2. A o samym Targalskim powinna powstać kolejna notka. To człowiek wybitny, któremu ta milicja medialna nie jest godna lizać butów. Kto ciekaw ten doczyta i znajdzie!


Komentarze
Pokaż komentarze (9)