Mija równo rok kiedy to Robert Biedroń (a właściwie Robert B). Został zatrzymany za czynną napaść na umundurowanego funkcjonariusza Policji. Chwilę potem usłyszał zarzuty. Mija rok i nic. Czy poseł R. skryje się - jak ciota - za immunitetem czy też przyjmie wyrok na klatę z godnością? A może znów będziemy mieć powtórkę z kazusu Piesiewicza (czyli będziemy zmuszeni czekać do wygaśnięcia mandatu poprzez zakończenie kadencji)?




Komentarze
Pokaż komentarze (1)