wirus wirus
736
BLOG

Lanie wody (polemika ze Starym)

wirus wirus Gospodarka Obserwuj notkę 12

Bloger Stary napisał artykuł pt. "Pożarnictwo". Bardzo dobry artykuł formalnie, ale z treścią można sie nie zgodzić, a przynajmniej w znacznej mierze. Poniżej opiszę, jakie mam zastrzeżenia do jego tekstu.

Po pierwsze, bloger Stary twierdzi, że  gospodarka ma być "wydajna czyli nie tylko odpowiednio duża ale i nowoczesna, energo i materiałowo oszczędna, zautomatyzowana, konkurencyjna". Zgoda co do celów. pytanie tylko, czy to są cele jedyne? czy liberalne gospodarczo kraje, takie jak Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone (a przynajmniej za takie uchodzące) rzeczywiście realizują jedynie takie cele? I czy trzeba je osiągać już zamiast rozplanować sobie ich wdrożenie np. na 30 lat?

Będę tu twierdził, że szybko automatyzująca się gospodarka jest w polskich warunkach szkodliwa. Dlaczego? Pamiętajmy, że mamy 2 miliony bezrobotnych zarejestrowanych, a prawdopodobnie jeszcze 1 mln osób, które poruszają się na granicy bezrobocia, prac dorywczych, umów śmieciowych itp. plus oczywiscie klka milionów osób żyjących przez lata na umowach śmieciowych. To pierwszy problem. Drugi problem, że ci młodzi ludzie nie mających stałych warunków zatrudnienia lub cierpiący na jego brak, a nawet na brak przyzwoitych zasiłków socjalnych nie reprodukują się, co powoduje zagrożenie przyszłego rozwoju przez nadmierną populację starców, która bedzie nadmiernie oszczędzać i zepchnie Polskę rozwojowo do tyłu w stosunku do krajów rozwiniętych za 10-20 lat.

Dalej bloger Stary pisze: "Dzięki jednak mądrym decyzjom podjętym jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku rozwija się stale, zmniejszając dystans do średnio bogatych państw zasobnej Unii Europejskiej."

Kontrowersyjne jest twierdzenie, że obecny rozwój wynika wyłacznie z powodu dobrych decyzji podjętych na początku lat 90. Pamiętajmy, że o stałym i długookresowym tempie rozwoju decydują głównie bieżące oczekiwania  ludności oraz polityka koniunkturalna państwa. Jeśli chodzi o rolę bieżących oczekiwań, to należy powiedzieć, że wyższe tempo wzrostu w latach 90. w Polsce niż w innych demoludach (i skracanie dystansu do krajów rozwinietych) wynikało z:

a) recesji gospodarczej w latach 80., dlatego załamanie w sferze produkcji w latach 90. trwało krócej niz w innych demoludach - w latach 90. po prostu nastąpiło odbicie po długoletniej stagnacji

b) w innych demoludach, w latach 80. nie było recesji, dlatego w latach 90. statystycznie radziły sobie one o wiele gorzej niż Polska

c) lata 90. to wiele nowych towarów konsumpcyjnych, których brakowało w latach 80. - braki w sklpach spowodowało, ze społeczeństwo gwałtownie zwiększyło swa realną konsumpcję - i dzięki temu polsce udało sie rozwijać szybciej niż Zachodowi.

Natomiast, jeśli chodzi o pierwszą dekadę XXI wieku, to Polska rozwijała sie szybciej niż Zachód, ponieważ:

a) coraz więcej Polaków zobaczyło, jak żyje się na Zachodzie i próbowało uzyskać taki sam standard życia np. przez emigrację lub handel i produkcję na potrzeby tych krajów - gdyby takich oczekiwań nie było, to nie pomogłaby nawet automatyzacja, co jest widoczne w tym, jask ostanio wolno rozwija się Japonia, pomimo swej stopy automatyzacji - starzenie sie populacji powoduje uczucie nudy, beznadziei i braku perspektyw rozwojowych

b) fundusze strukturalne, fundusze spójności i dopłaty m.in. rolne spowodowały wzrost dochodów niektórych przedsiebiorstw i grup ludności np. w rolnictwie, zmniejszyły ujemne saldo na rachunku bieżacym, a wiec przyczyniły sie do przyspieszenia wzrostu gospodarczego, pozwoliły uniknąc głębokich skutków recesji z 2009 roku. Dzięki "pomocy" z Unii oczekiwania bieżące ludności były bardziej pozytywne niż srednio w UE, co powodowało wyzsza dynamikę wzrostu PKB,

c) pomimo rozwoju gospodarczego, szybszego niż na Zachodzie, w Polsce nie wzrosło wcale znacząco znaczenie automatyzacji, a wydaje sie, ze nawet Chiny, gdzie płace sa znacznie mniejsze niż w Polsce, stoją pod tym względem wyzej od nas. Co więcej w latach 90. i w ostatniej dekadzie malała liczba patentów, udział zaś wydatków badawczo-rozwojowych był na niskim poziomie.

W koncu nie zgodze się także z tym, co bloger Stary mówi o sposobach zatrudniania. Mówi on tak: "Pracownicy bowiem, którzy wykonują niepotrzebną pracę są w istocie darmozjadami o tyle wszakże droższymi od beneficjantów systemu zasiłków, że trzeba w zatrudniających ich zakładach utrzymywać dla nich dodatkową infrastrukturę. Podobnie bezsensowne jest dawanie ludziom pracy tam, gdzie ich mogą zastąpić automaty".

Jeśli Stary uważa, że pracownicy zatrudniani niejako przymusowo poprzez nakazy, dopłaty czy inne formy interwencjonizmu państwowego są drożsi niż bezrobotni w utrzymaniu i mniej efektywni niż automaty, to ja wobec takich obaw proponuję następujace rozwiązanie: skróćmy czas pracy do 35 godzin tam, gdzie wynosi on 40 godzin lub więcej. Spowoduje to to, że ta sama ilość pracy będzie wykonywana przez większą ilosć ludzi - przyczyni sie to do ograniczenia nierówności dochodowych oraz do lepszej pozycji na rynku pracy wielu dotychczas bezrobotnych, co przyczyni sie do wzrostu oczekiwań bieżących i bedzie podstawą wyższego przyszłego wzrostu gospodarczego.

Proponuję więc w sumie lepszy pomysł niż PiS, bo krótszy czas pracy, to praca dla wiekszej ilosci osób i nie trzeba dokładać do prywatnych kieszeni przedsiebiorców, by zgodzili się kogoś tam zatrudnić. Ale w każdym razie pomysł PiS-u miałby sens, gdyby okazało sie, że po zredukowaniu czasu pracy do 35 godzin, nadal są jacykolwiek chętni do znalezeinia sobie pracy. Póki są ludzie nieszczęśliwi i bezrobotni, póty trzeba im albo po chrześcijańsku pomóc albo po laicku pozwolić im sie stać potrzebnymi i użytecznymi albo zapewnić zasiłek socjalny.

Odnosząc się jeszcze do zaproszenia ekonomistów przez PiS, to twierdzę, że większość znanych ekonomistów trzeba najpierw reedukować, a potem zacząć z nimi poważną dyskusję. Chodzi mianowicie o fakt, że znaczna część ekonomistów w Polsce albo oczekuje jakiegoś poważnego kryzysu i jedonocześnie mówi, ze państwo nic nie może zrobić albo tez kreśli optymistyczne scenariusze zgodnie z działaniami rządu, ale także każe państwu być bierne. Pierwsza grupa reprezentowana jest np. przez Krzysztofa Rybińskiego, który wieszczy kryzys - gwałtowny i głęboki - by na tym solidnie zarobić - jak niegdyś Soros oraz jest wrogiem obecnej administracji rządowej. Drugi typ ekonomistów to ci typu minister Rostowski, którzy mówią, że trzeba być optymistą (i z tym się zgadzam), lecz z drugiej strony nie robią nic, aby w obliczu złej koniunktury za granicą podnieść popyt efektywny, jak robią to Chiny (budowa infrastruktury). Gdzieś pomiędzy Rybińskim a Rostowskim stoi Balcerowicz - mentor dla tak neoliberalnych blogerów, jak Stary.

Jest jeszcze trzeci typ publicystów ekonomicznych, jak Kuźmiuk czy Szewczak, którzy walą w obecną administrację rządową z jednej strony krytykując rosnące zadłużenie państwa (jak neoliberałowie), a z drugiej strony strasząc cięciami społecznymi lub proponując politykę podnoszenia popytu (jak interwencjoniści czy zwolennicy bardziej opiekuńczego państwa). Więc przy tym krytykuję także ich z powodu ich sprzecznego podejścia do polityki gospodarczej państwa.

Moim zdaniem, w obecnej sytuacji gospodarczej Polski (znaczące spowolnienie, stagnacja), należy zastosowac nastepujaće bodźce prowadzące do poprawy bieżacych oczekiwań konsumentów i producentów, a potem do ożywienia gospodarczego:

- pobudzić popyt krajowy odmrożeniem wzrostu płac w budżetówce,

- pobudzić czasowo podaż pieniadza poprzez astosowanie luzowania ilościowego, potocznie zwanym "dodrukowywaniem pieniadza",

- zatrzymać corocznie podwyższane opłaty za gaz i energię elektryczną,

- anulować przepis konstytucji, mówiacy o 60% progu zadłużenia państwa wyrażonym w PKB albo znacznie go podwyższyć do 75% lub 100%,

- z powodu złej sytuacji na rynku obligacji za granicą (oraz z powodu spekulacji i kryzysogenności zadłużenia zewnętrznego) należy zwiększoną ilosć obligacji (wynikajacą ze zwiększenia deficytu budżetowego) wypuścić na rynek krajowy - nie ma podstaw twierdzić, ze dług wewnętrzny jest takim samym zagrozeniem, jak dług zagraniczny, bo przypomnijmy - dług wewnętrzny państwa jest niejako większymi oszczędnościami społeczeństwa,

- skrócić czas pracy z 40 do 35 godzin - czyli zwiększyc zatrudnienie - a w obliczu nieskutecznosci zatrudniania przez pracodawców - zmusić ich ustawowo do posunięć prozatrudnieniowych, w ostateczności poprzez dopłaty, jak mówił PiS,

- dopóki wzrost gospodarczy nie przekroczy będzie poniżej +2,5% rocznie, należy stosowac deficyt budżetowy w wysokości 5-6% PKB, natomiast w sytuacji wzrostu powyzej 4 lub 5% należy przejsć do nadwyżki budżetowej.

Na koniec, jeszcze raz przestrzegam przed nadmierną automatyzacją, która w sytuacji polskiego wysokiego bezrobocia nie jest celem nadrzędnym. Będzie tym celem wówczas, gdy zatrudnienie znacznie wzrośnie - m.in. poprzez skrócenie czasu pracy. Póki co jednak trzeba jednak walczyć z tym, co bloger Stary pominął, a co z mojej obserwacji wynika. chodzi mianowicie o to, że polska gospodarka nadal jest "polnische Wirtschaft", tylko ze w zakresie funkcji, jaką obecnie spełnia. Otóż polska gospodarka kojarzy mi się dziś z wytwarzaniem wszechobecnych palet, drobnych urządzeń motoryzacyjnych, z supermarketami i podobnymi dziedzinami, w których normą jest niestabilne zatrudnienie, brak innowacyjności, kiepskie zarobki i śmieciowe umowy. Tak na razie wygląda sukces polskiej gospodarki nie tylko na prowincji.

 

 

 

wirus
O mnie wirus

Jestem działaczem politycznym i ideologiem. Mieszkam w województwie zachodniopomorskim. Z poglądów keynesista, postępowiec, liberalny lewicowiec, marksista i socjalista. Walczę z ukrainofobią, antysemityzmem, germanofobią i rusofobią. Bronię osób niepełnosprawnych i wielodzietnych, homoseksualistów, wolnych ptaków, jak i biednych. Uważam, że pewne osoby powinny być pozbawione głoszenia wolnego słowa, bo hydra szowinizmu, nienawiści i rasizmu wciąż się odradza

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Gospodarka