O mentalności dogmatycznej wśród obrońców kapitalizmu
Pan Piotr Napierała napisał na portalu racjonalista.pl artykuł mówiący o charakterystyce poglądów Ludwiga von Misesa na temat tak zwanej mentalności antykapitalistycznej. Celem mojego artykułu stanowiącego polemikę do tekstu Pana Piotra Napierały oraz wobec poglądów Ludwiga von Misesa, jest ukazanie powierzchowności myśli tego znanego austriackiego ekonomisty oraz wyjście poza przeświadczenie, że to kapitalizm jest najlepszym ustrojem gospodarczym. Ludzkość eksperymentowała już z wieloma ustrojami społeczno-gospodarczymi i nowe z nich są jeszcze w głowach co niektórych ludzi i niekoniecznie są to złe pomysły. Mimo, że w kapitalizmie dochodzi do wielu ciekawych innowacji, to jednak w obliczu obecnego kryzysu jest to ustrój konserwatywny, bo nie potrafiący poradzić sobie z systemowym kryzysem, który go dotyka, podobnie jak było to w czasie Wielkiej Depresji. Jak się okazuje wielkich kryzysów w skali globalnej nawet wielcy kapitaliści sami nie przezwyciężają. Muszą pomagać im rządy, często uciekające sie do innowacyjnych rozwiązań gospodarczych, jakie nie potrafi zapewnić kapitał. Ale sięgnę teraz, do tego co jakie wypowiedzi Misesa cytuje Pan Napierała.
Już na początku tekstu mamy fragment dotyczący krytyki Jezusa przez Misesa. Oto ten fragment: „...Oczekiwanie na wprowadzenie nowego porządku przez Boga, kiedy nadejdzie właściwy czas oraz ukierunkowanie wszystkich działań i myśli na przyszłe Królestwo Boże nadaje nauczaniu Jezusa całkowicie negatywny charakter. Odrzuca On wszystko, co istnieje, nie oferując nic w zamian. Dochodzi On aż do punktu unieważnienia wszystkich więzi społecznych… Jego gorliwość w niszczeniu więzi społecznych nie ma granic. Siłą stojącą za czystością i mocą tej całkowitej negacji jest ekstatyczna inspiracja i nadzieja na przyjście nowego świata."
Oczywiście z punktu widzenia każdego racjonalisty czekanie, aż z nieba przyjdzie pomoc, która załagodzi problemy naszego świata, jest posunięciem nieracjonalnym i błędem. Należy raczej wytrwale myśleć i działać (w tej kolejności), korzystając zarówno ze standardowych rozwiązań, jak i poszukując nowych. Jednak nie tylko tym może być spowodowana krytyka chrześcijaństwa i Jezusa przez Misesa. Sam Mises mógł w młodości wysłuchiwać wielu negatywnych opinii na temat chrześcijaństwa nie z racji bycia ateistą (jako dziecko zapewne nim nie był, bo najbliższa rodzina była nominalnie katolicka i chyba w takim duchu wychowywała też Ludwika) ze swoich krewnych praktykujących obrzędy judaistyczne. Jak wiadomo, wielu żydów uważa chrześcijaństwo za herezję, a Jezusa za fałszywego mesjasza. Rzecz w tym, aby nie mówić tylko o negatywności maesjanizmu w kontekście jednej religii, ale spostrzec, że problem ten dotyczył wielu religii, tak więc krytyka chrześcijaństwa przez Misesa może nie być sądem racjonalisty, ale pozostałością po krytycznym stosunku wielu jego przyajciół czy rodziny pozostających w tradycji judaistycznej. Nadto wypowiedź Misesa powinna sięgać do szerszego kontekstu i zawierać nie tylko wybrane przykłady z życia Jezusa, ale też takich proroków, jak Mahomet czy jakąkolwiek osobę w dawnych miasteczkach polskich uważającą się za mesjasza – cadyka.
Ale idźmy dalej, bowiem to co mnie niepokoi, kiedy myślę o Misesie, to nie tyle jego poglądy, choć te są mi całkowicie obce, ale ich płytkość i brak sięgania do głębokiego historycznego kontekstu oraz dowolne czerpanie z źródeł pomijające te, które nie pasują do przedstawionej przez Misesa tezy. Krótko mówiąc, protestuję przeciwko takiej oto prostackiej tezie, że tylko liberalizm wywodzi się z oświecenia, zaś socjalizm jest jakoby fałszywą religią. Nie jest tajemnicą, że proto-socjaliści, oprócz radykjalnych zwolenników demokracji i liberalizmu byli czynnikami najpełniej popierającymi Wielką Rewolucję Francuską. Ja się pytam, gdzie był Mises, kiedy XIX-wieczni socjaliściproponowali działania mające na celu racjonalizację społeczeństwa, odciagniecie jednostek od wojen i okazywania nienawistnych emocji polegajacych miedzy innymi na wyzysku? Odpowiedź: Ludwika Misesa wprawdzie wtedy jeszcze nie było, ale mógł o tym przeczytać w książkę oraz spotrzec na dalsze zmiany zachodzące w ruchu socjalistycznym.
Sięgnę teraz do przykładu polskiego, aby uświadomić także Panu Piotrowi Napierale – zwolennika wyciągania z szafy książek z dogamtycznymi poglądami Ludwiga von Misesa, który twierdzi – pokrótce – ze socjalizm jest dzieckiem chrześcijaństwa, a nie Oświecenia. W tym celu zejdę nieco z głównego tematu rozważań Pana Piotra na temat Misesa w ostatnim jego artykule. Przykład ten będzie związany z doświadczeniami, jakie były udziałem polskiej Rzeczpospolitej Ludowej w czasie jej istnienia w latach 1944-1989. Otóz w tych latach dokonano największej reformy w dziejach polski, prawdopodobnie największych od czasów przyjecia przez Polskę chrześcijaństwa, czego skutki były chyba bardziej duchowe (zmiana religii) niż materialne (poza budowaniem kościołów, które początkowo mogło nawet sprzyjać powstaswaniu grodów i miast). Reformy w PRL objęły szeroko takie dziedziny, jak uprzemysłowienie, rozwój budownictwo mieszkaniowe, powszechny dostęp do oswiaty i służby zdrowia. Ten właśnie religijny – zdaniem Misesa – socjalizm, umożliwił zamknięcie rozdziału "analfabetyzm" w polskim krajobrazie kulturowym,pozwolił na wyjście z zaklętego kregu wiecznie płonących wiejskich drewnianych zagród oraz zagwarantował każdemu chcącemu pracować – pracę i zarobek – mimo tego, że okresowo miał problemy z właściwym kształtowaniem cen i udostępnianiem produktów ludziom na poziomie detalicznym. Wszystko to było efektem wcześniejszych pomysłów wielu myślicieli okresu Oświecenia, którzy chcieli udostępnić dobrobyt, wolnośc od głodu, godziwe zajęcie i wolność od nudy szerokim masom społecznym. To było również udziałem myslicieli liberalnych, zwłaszcza tych, którzy – począwszy za późnym Benthamem i Johnem Stuartem Millem zaczęli żądać reform społecznych na rzecz poszerzenia dobrobytu zamiast spencerowskiego absolutnego urzeczywistnienia kapitalizmu w stylu "wszyscy przeciwko wszystkim". Mises w tej materii kontynuuje myśl konserwatywnych gospodarczo liberałów, którzy pomimo tego, iż w wielu wypadkach wyrzucili worek z napisem "religia", to dzielili społeczeństwo na walczace ze sobą jednostki lub mówili tylko o pozytywach wolnej konkurencji Mises jest ideologiem liberalizmu tylko dla bogatych. Nie przewiduje on pomocy państwa dla jednostek nienadążajacymi za tymi, którzy posiadają duży lub nawet średni zasób kapitału, zarówno pieniężnego czy intelektualnego. W tej sytuacji jedynym wyjściem dla osób ubogich pozostaje udanie się po pomoc charytatywną do drzwi najbliższego kościoła, gdzie otrzymają choćby jedynie duchową podnietę zamiast wyrwania się z nędzy. Rzecz w tym, że burżuazyjny liberalizm gospodarczy nie gwarantuje tego, że ich dola się porawi. W obliczu globalizacji ekonomicznej biednego Polaka można wymienić na Hindusa, a Hindusa na Afrykanina z jakiegoś kraju Afryki subsaharyjskiej. Rządzi konkurencja, a ta, jak pokazuje historia Polski po 1989 przejawia się w równaniu do dołu, czego przykładem jest odejście od kultury wyższej na rzecz magazynów ilustowanych i telenoweli, zmniejszenie się liczby patentów naukowych oraz coraz większej wrogości społecznej, czego efektem w Europie Środkowej jest niskie zaufanie do rządów i bardzo niska dzietność oraz frekwencja wyborcza.
To, co proponuję Panu Piotrowi Napierale (bo zmarłemu Ludwikowi Misesowi zaproponować już nie mogę), to intelektualne przeorientowanie się po zaczerpnięciu także szerszej wiedzy empirycznej, która nie ma tylko jednego wymiaru, a mianowicie liberalno-gospodarczego. Chodzi o to, aby porzucić dogmat niewidzialnej ręki. Konkurencyjnośc gospodarki nie zawsze prowadzi do pomyślnych rezultatów. W obecnej dobie nacisk postawiony został na zmniejszanie wszelkich obciażeń, w tym płacowych, copowoduje degradację ekonomiczną wielu tysięcy ludzi, zwłaszcza w okresie kryzysów. Nie myśli się jednak o planowaniu, bo przywodzi to złe myśli o pustych półkach doby PRL-u, co jest niekoniecznie rozsądne w świetle wiedzy o planowaniu i socjalizmie, albowiem brak produktów w sklepach wynikał nie z systemu, ale z wadliwej organizacji, w której było zbyt mało kontroli (opóźnianie inwestycji powoduje mniejszy wzrost gospodarczy, zbyt niskie ceny powodują "czarny rynejk" i brak towarów). Pomijając jednak pewne polskie przypadłości socjalizmu (które w wielu krajach socjalistycznych nie miały miejsca - Węgry, Czechosłowacja, a zwłaszcza NRD), trzeba także powiedzieć o niedogodnościach kapitalistycznego sposobu produkcji w Polsce, które ujawniaja się w niskiej stopy inwestycji i ryzyku szybkiego wyczerpywania się źródeł wzrostu gospodarczego. Należy przypomnieć, że takie czołowe wzrostu w obecnej polskiej gospodarce są wyczerpywane w zbyt prosty sposób. Znaczna cześć kapitału intelektualnego jest pożyczana na zawsze do Zachodniej Europy w wyniku procesu emigracji. Reprodukcja ludności ma charakter zawężony z powodu wyżej wymienionego, jak i z powodu braku dostatecznej liczby urodzeń (brak miejsc pracy, brak socjalu dla większości bezrobotnych) oraz z powodu niedostatecznej imigracji do Polski (kwestie niskiej wysokości docohodów i zasiłków, a przede wszystkim zbyt dużego bezrobocia). Kapitał w postaci "ziemi" i jej bogactw daje natomiast niejasne perspektywy. To, czy pod Polską leżą znaczące złoża gazu łupkowego, to się dopiero okaże, choć dobrze mieć zarówno iskierkę nadziei, jak i realny wariant tego, czym zastapić temat łupków, jesli okaże się, że są w zasadzie nieopłacalne w wydobyciu. Na tej podstawie wnioskuję, że ustrój zalecany przez tandem Piotr Napierała – Ludwig von Mises nie jest skuteczny, zwłaszcza w polskich warunkach, i należy przejść do ustroju opierajacego się w większym stopniu na planowaniu, szczęściu i na wysiłu intelektualnym zamiast na trwaniu w ustroju gospodarczym,który opiera się na czysto przypadkowym szukaniu zysku wszędzie, gdzie sie da, wyzysku pracowników i nieszczęściu obywateli. Może się ten ustrój nazywać socjalizmem,choć w pewnej mierze będzie wzbogacony o nowe pierwiastki, których w starym socjalizmie nie było, a może przybrać inną nazwę . Rzecz w tym, aby był to ustrój lepszy od obecnego i całkowicie przeciwstawny do ustroju postulowanego przez Ludwiga von Misesa. Wydaje sie, że minimalnymi postulatami dla tekiego ustroju są następujace założenia: (a) dochód gwartantowany dla każdej osoby, (b) z czasem zatrudnienie dla wszystkich, którzy chcą pracować, (c) spełnienie minimalnych wymogów Keynesa – stosowanie silnych bodźców gospodarczych przy kryzysie na rzecz ożywienia gospodarczego, (d) planowanie wielopoziomowe, uzupełniające się ze sobą – na poziomie przedsiębiorstw, budżetów regionalnych, budżetu krajowego i w skali całej gospodarki, (e) zorientowanie na osiaganie celów ilosciowych i jaościowych w skali całej gospodarki, (f) zmniejszenie nierówności poprzez górne i dolne ograniczenia płac oraz progresywne podatki, (g) wysoki udział wydatków na cele rozwojowe i innowacyjne.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)