W rządzie Tuska afera goni aferę. Jednak z tym rządem nie jest tak do końca źle, skoro Tusk ma swoich funkcjonariuszy w walce z korupcją.
Już w 2007 r. premier mówił:
„Mamy koncepcję skutecznej, cywilnej walki z korupcją. Pani Pitera jest wręcz symbolem walki z korupcją w Polsce. Chcielibyśmy tak ukształtować prace Rady Ministrów, aby skutecznie unikać i przeciwdziałać zagrożeniom korupcyjnym”
No i super. Zaraz po wybuchy afery hazardowej Rzepa doniosła, że p.Pitera „pojechała do Strasburga na konferencję z okazji dziesięciolecia utworzenia GRECO – Grupy przeciwko Korupcji, międzynarodowego zespołu zajmującego się tworzeniem przepisów prawnych mających zwiększyć skuteczność wymiaru sprawiedliwości w walce z korupcją, zwłaszcza w administracji państwowej.”
Jedna Pitera to za mało. Walkę z korupcją poważnie traktuje moja ulubiona minister w rządzie Tuska, p.Kopaczowa.
„Minister zdrowia Ewa Kopacz została wyróżniona przez Europejską Sieć do Spraw Przeciwdziałania Oszustwom i Korupcji w Ochronie Zdrowia (EHFCN). Nagroda EHFCN Excellence Award jest przyznawana organizacji lub osobie, która wykazała się podejmowaniem działań w obszarze walki z oszustwami i korupcją w sektorze opieki zdrowotnej. W 2009 r. nagroda Excellence Award została przyznana po raz pierwszy i będzie wręczona 6 października w Edynburgu.” /źródło: mz.gov.pl/
Na tle ujawnionych afer, powyższe doniesienia są jak kiepski żart. Czy mnie to cieszy? Czy cieszy mnie to, że najwyżsi urzędnicy państwowi uwikłani są w megaafery? Nie, ani trochę. Mimo tego, że to nie jest mój rząd, mój premier, moja partia (rządząca) – w sensie nie głosowałem na nich – nie cieszy mnie to. Na koniec słówko do zajadłych przeciwników Kaczyńskiego: rządy PiSu i przystawek to był mały pikuś w porównaniu z tym, co mamy teraz.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)