Zamiast się cieszyć, że prawda zwycięża, a ziarna oddziela się od plew, to mnie jakiś smutek ogarnął. Dla wielu osób abp Wielgus niewątpliwie był autorytetem. Człowiekiem wielkim, mądrym, wręcz bez skazy. Aż tu nagle: ŁUP! Coś pękło. Gorycz, żal, niedowierzanie, złość… Wszystkiemu winne są te teczki!
Potrzeba nam autorytetów. Ludzi, którzy nas nie zawiodą, a za pokładaną w nich ufność odpłacą się dobrą radą, wskazówką… Dla mnie takimi autorytetami są JPII i mój Tata. Nigdy mnie nie zawiedli.
W dorosłym życiu łatwo upaść. Jesteśmy jak w wielkim mieście – łatwo się zgubić, czy trafić w ślepą uliczkę. Odwołanie się do autorytetu ułatwia nam podjęcie właściwej decyzji – w którą stronę iść? No to co robić? Można byłoby zatęsknić za wiekiem dziecięcym, gdzie „autorytetami” byli Miś Uszatek i inne bajkowe postacie…
Wstrętny typ z tego Smutka…
Chciałbym być zawsze niewinny i prawdziwy
Chciałbym być zawsze pełen wiary i nadziei
Tak jak:

Bolek i Lolek Tytus, Romek i Atomek

Dzieci z Bullerbyn

Tak jak król Maciuś I Asterix i Obelix

MacGyver i Pippi


Komentarze
Pokaż komentarze (14)