Jednym ze świątecznych rytuałów celebrowanych z mniejszym bądź większym zaangażowaniem są rodzinne dysputy. Waga tematów poruszanych między barszczem a makowcem bywa różna, ale istnieją pewne konwersacyjne evergreen’y, np.: te o polityce i o pogodzie. Dziś wyjątkowo o tym drugim.
Mimo całkiem solidnych (mroźnych i śnieżnych) zim w ostatnich latach, można być pewnym, że medialna biegunka tematów o tzw. „globalnym ociepleniu” stanie się punktem wyjściowym do wylewania żalów jak to kiedyś było dobrze, a teraz jest źle z tą całą pogodą w Polsce. Od lat przecież wiadomo, że rolnictwo według mediów trwa w permanentnym stanie dwóch klęsk – nieurodzaju lub urodzaju, a każda wichura to niszczący huragan i widomy znak katastrof, które nas czekają. Zjawiska, które zdarzały się od zawsze, dzisiaj urastają do czegoś na miarę wydarzenia dnia, a dzięki błyskawicznemu przesyłowi informacji tak spreparowany komunikat dociera do milionów.
Tymczasem to, co niektórzy nazywają ociepleniem, nie jest niczym niezwykłym, stanowi jedynie element naturalnego cyklu długookresowych wahań klimatu. W momencie gdy piszę te słowa, pogoda za oknem bardziej przypomina wczesny listopad niż śnieżny grudzień. Czy to coś niezwykłego? Bynajmniej, już nasi sarmaccy przodkowie doświadczali podobnych anomalii:
"Zima , która już była gruntownie stanęła, zginęła i stało się tak ciepło, tak pogodno, że bydła poszły w pole; puściły się kwiatki i trawę ziemia wydawała, orano i siano (...). Kiedym jeździł w zapusty (...) to takie były gorąca, że trudno było zażyć sukni futrzanej, tylko letniej, jak in Augusto. Już tedy zimy nie było nic, tylko deszczyki przechodziły. Zboża in Januario siane wyrosły tak przed Wielkanocą, że aż na nich bydło pasano i tak tej zimy mało co bydło słomy zażyło mając bardzo dobre pożywienie w polu".
Powyższe słowa wyszły spod pióra Jana Chryzostoma Paska, a odnoszą się do zimy roku 1680, czyli w samym środku „małej epoki lodowcowej”!
Podobnie jest u Jędrzeja Kitowicza, który opisując lata sześćdziesiąte XVIII wieku wspomina o braku śniegu i sporadycznych przymrozkach tylko w listopadzie.
Szukając mniej odległych przykładów — powstanie wielkopolskie, które wybuchło w Poznaniu 27 XII 1918 roku zaczynało się również w bezśnieżnej scenerii, zima przyszła dopiero później.
Garść powyższych przykładów jasno pokazuje, że jedyne co z pewnością można powiedzieć o klimacie, to fakt, że jest zmienny. Niezmienna jest za to ludzka głupota i pycha, która każe myśleć, że to człowiek, niczym architekt wpływa na porządek rządzący naturą.


Komentarze
Pokaż komentarze