Coż, przyznaje, nie mam wykształcenia ekonomicznego, jestem młodą osobą, która dopiero co weszła w grupę osób najbardziej zagrożonych bezrobociem, oraz nie posiadam nawet wyższego wykształcenia. Ale czemu mam uczucie, że z wykształcenia ekonomista, będący w resorcie finansów, czyli odpowiednia osoba na odpowienim stanowisku, chce nas zrobić w "bambuko" ?
Sprawy z budżetem, od początku kryzysu, były u nas dość wrzącym tematem. Zaczeło się od podwyżki w postaci podniesienia podatku VAT, by następnie pojawiały sie kolejne. A widać że kolejną "podwyżką" jaką nas czeka jest podniesienie wieku emerytalnego. Mnie zastanawia jeden fakt, wśród przekonaniu ekonomistów, racjonalną metodą walki z kryzysem jest obniżanie wszelkiego rodzaju podatków itd. by "rozbudzić" gospodarke do działania i rozwijała się w nie zmienionym tępie, a nawet lepszym. Zaś wszelkie straty poniesione przez budżet państwa, odrobi kiedy swiatowa koniunktura będzie na "plusie".
A tu sie okazuje, że jedynym sposobem walki jest podwyższenie obciążeń przeciętnego obywatela i przedsiębiorcy na rzecz państwa. Już nie będe wspomniał o tym jak sami panowie posłowie i najważniejsi urzędnicy w państwie, dbają o to by "nie marnować" pieniędzy na niepotrzebne rzeczy, oczywiście z budżetu państwa. Chodzi mi o sam fakt, że ekonmista będący bardziej ode mnie wykształconą osobą, z większym autorytetem, postępuje sprzecznie z teorią, którą się wykłada na studiach oczywście ekonomicznych. Choć wcale mu się nie dziwie. Widząc problemu zwłaszcza z ZUS'em, to chyba dla tej baniki która wcześniej czy później peknie, a skutki tego odczuje każdy z nas, jedynym warunkiem jego wegetacji jest podniesienie wieku emerytalnego. Bo tak najprościej. I wszyscy będą zadowoleni, bo i emerytury większe, i zmniejszy ryzyko bezrobocia wsród kobiet... Ale zaraz zaraz, a skąd mam mieć pewność ze niedługo ten ZUS ogłosi bankructwo ? Bo wątpie szczerze, że problem związany ze znacznym deficytem owego zakładu skończy się wraz z wprowadzeniem tak błachego rozwiązania. Mogę się założyć, że i tak jeśli ten projekt przejdzie, po pół roku znów rząd zaproponuje żeby podwyższyć składki rentowe odporowadzane przez pracodawców i pracowników, bo przecież w gospodarce wszyskto się zmienia tak dynamicznie, a biedny rząd nie ma na to wpływu i musi się do tego dostosować... oczywiście sięgając po portfel obywatela, bo w sumie tak najprościej.
Nie wiem, ale chyba powinnienem być chociaż zadowolony z tego że ktoś próbuje zreformować mój kraj. W sumie też na tym zależy bo nasza gospodarka rozwija sie dzięki polskim przedsiębiorcom zwłaszcza w małym i średnim sektorze. Lecz czemu znów reformują to skąd czerpią "surowiec" zamiast zreformować "zakład przetwórczy". Chyba dobrze myśle że ilość produktu końcowego zależy od "fabryki" i to jak ją zagospodaruje. A jeżeli coś nie przynosi zysków to chyba nie powinno się czasem tego zamknąć ? Dlatego tutaj następuje moje niewielkie zrozumienie dla rządu. Przez wiele lat ZUS przyjmował co chwile nowych pracowników, przebudowywał siedziby i tak dalej. Szansa by zreformować to powiedzmy, bez bólu, przepadła. Wszyscy ignorowali bagno które zaczeło się jedynie powiększać. Dziś jeśli którykolwiek z polityków chciałby ruszyć ZUS, zostaje stracony na starcie. Gdyby jednak nawet kiedys tam likwidacja tego ZUS'u, KRUS'u i nawet NFZ'u by się udała, to powstaje nowa armia bezrobotnych, która w więkoszości musiała sie zadowolić pracą na produkcji, oczywiście w najlepszym wypadku. Każdy czyn ma swoje kosekwencje, a co się zburzyło to trzeba odbudować, i to czasami wykorzystując stare materiały. A z tym jest związana oczywście wielki nawał pracy. A nie lepiej i prościej wyremontować ? A jak się rozwali kiedyś tam, to będzie ktos inny musiał się tym martwić...
132
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze