Park technologiczny we Włoszczowej, czytam w dzisiejszej GW. Po własnej stacji dla Włoszczowej pociągów Intercity, którą wybudowano za grube miliony, lotnisku pod Kielcami za kilkaset milionów, którego na szczęście jeszcze nie zbudowali. Wreszcie przyszła pora na rozwój technologiczny Świętokrzyskiego. Rozwój turystyki jest, ponieważ rzesze turystów przyjeżdża zobaczyć ten cud techniki (raczej totalny absurd). Cud, który za nic ma sobie logikę w wydawaniu publicznych pieniędzy.
Przejdźmy do parku technologicznego, który miałby stanąć pod Kielcami. Minister Edgar nie wie zapewne, że takie parki nie stają w dowolnym miejscu. Na świecie powstają one w pobliżu wielkich ośrodków akademickich. Czy Włoszczowa takim ośrodkiem akademickim jest to każdy potrafi sobie odpowiedzieć. Ma jednak jeden wielki atut, ministra, który za wszelką cenę chce się zapisać na kartach historii Świętokrzyskiego. Niczym Jerzy Ziętek dla Katowic tak Edgar Gosiewski dla Kielc. Piękne! Najgorsze, że realne.
Powracając do miejsca powstania. Minister cieszy się, że przyciągnie to inwestorów ale de facto nie ma to ich przyciągać tylko umożliwiać rozwój w oparciu o komercyjne wykorzystanie ich innowacyjnych wynalazków. Bazą dla takich miejsc musi być silne zaplecze akademickie, finansowe jak i biznesowe. Tego wszystkiego Kielcom definitywnie brakuje.
Nie może być tak, że za pieniądze Unii Europejskiej będziemy budować pomniki chorych ambicji polityków. Miejsce ulokowania takiego parku powinna być poprzedzona wieloma badaniami, raportami. Miejsce musi być bardzo dobrze rozpoznane pod względem zainteresowania tego typu działalnością jak i przygotowaniem do takiego obciążenia rynku pracy. Nie ma to służyć rozwojowi jakiejś dziury, lecz wspieraniu przedsiębiorstw, które technologii potrzebują. Tego typu ośrodki spełniły by swoją role choćby przy takich miastach jak Wrocław lub Warszawa, gdzie nie brakuje choćby rzeszy ludzi przygotowanych do pracy w takim miejscu. Mam nadzieję, że Unia dba o nas bardziej niż my sami i pieniądze na taki cel się nie znajdą. Chyba, że wreszcie przestanie się liczyć dla polityków własny miniregion a zacznie Polska jako dobro ogółu.
Po budowie parku trzeba będzie zadać sobie pytania:
Ile innowacyjnych firm powstało na obszarze?
Ile technologii zostało sprzedanych na rynek i czy jest na nie stałe zapotrzebowanie?
Czy powstały stałe miejsca pracy dla wykwalifikowanych inżynierów, wynalazców?
Czy stać nas na tracenie kolejnych szans w rozwoju innowacyjności w polskiej gospodarce? Gdy Unia jest chętna finansować takie projekty, czy warto wydawać te pieniądze w tak nie roztropny sposób? Mam nadzieję, że ktoś jeszcze czasem hamuje zapędy tego typu urzędników. Jeśli musi to robić UE, to chętnie przydzieliłbym im więcej kontroli nad pieniędzmi, które do nas idą. Za te pieniądze w Czechach lub na Słowacji powstałby park, który by się naprawdę przydał, chociaż naszym braciom z południa.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)