Wyniki wyborów prezydenckich i referendum konstytucyjnego w Mołdawii wskazują na postępującą polaryzację kraju. O ile rumuńskojęzyczna część kraju zdecydowanie poparła UE i panią prezydent Maię Sandu, o tyle w autonomicznej Gagauzji zmiany w konstytucji umożliwiające integrację z UE poparło ledwie pięć procent głosujących, a pierwszą turę wyborów prezydenckich wygrał Alexandr Stoianoglo.
Tak duża rozbieżność źle wróży jedności kraju. Secesja Gagauzji staje się na nowo możliwa. Niepodległa Gagauzja byłaby krajem malutkim, ale nie skrajnie małym. Po względem liczby ludności przewyższa San Marino, Monaco, Liechtenstein i Andorę, a pod względem powierzchni także Maltę. Byłaby natomiast krajem bardzo biednym. Być może mogłaby liczyć na wparcie Rosji, bo Turcji chyba nie. Gagauzi są co prawda spokrewnieni z Turkami genetycznie i językowo, ale są narodem prawosławnym. Pewnym problemem na drodze do ewentualnej niepodległości może też być fakt, że Gagauzja składa się s kilku eksklaw.
Innym rozwiązaniem może być model grenlandzki. W takim modelu Mołdawia stałaby się częścią UE, a Gagauzja i Naddniestrze pozostałyby poza Unią. Podobnie jest z Grenlandią, która nie należy do UE, mimo że jest częścią Danii, należącej do Unii.


Komentarze
Pokaż komentarze