Nie stosuję azjatyckiej urawniłowki, bo jestem Europejczykiem i d o każdego człowieka podchodzę indywidualnie. Nie wrzucam więc wszystkich pisowców do jednego worka. Są w tym ugrupowaniu tacy politycy, których cenię i lubię. Jest ich z roku na rok coraz mniej, bo regularnie są wyrzucani albo sami odchodzą. Ale paru zostało.
Szczególnie cenię sobie Andrzeja Sośnierza, który zaskarbił sobie moją sympatię wiele lat temu, kiedy stał na czele Śląskiej Regionalnej Kasy Chorych. Była ona pod jego rządami najlepiej funkcjonującą kasą chorych w kraju. Szczególnie elektronicznej karty zazdrosciła nam cała Polska.Kibicowałem mu w jego potyczkach z postkomunistycznym rządem, który tak Sośnierza nie lubił, że wszystkie kasy chorych zlikwidował. Podziwiałem też jego pracę na rzecz zamku w Chudowie.
Gdyby PiS go wystawił w wyborach prezydenckich, to bym na niego zagłosował. Wierzę bowiem, że Andrzej Sośnierz w sprawowaniu urzędu kierowałaby się interesem Polski, a nie wolą Prezesa. Co do innych pisowskich kandydatów przekonania takiego nie mam w najmniejszym nawet stopniu.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)