Jednym z najbardziej żenujących wydarzeń politycznych ostatniego miesiąca był wywiad Leszka Millera dla radia Zet. Były postkomunistycny premier powiedział między innymi:
Wizyta prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego w Polsce – wbrew jego intencjom – zaszkodziła Rafałowi Trzaskowskiemu, a pomogła Karolowi Nawrockiemu. Cała ta wizyta była czymś marnym. Na dobrą sprawę nie wiadomo, po co przyjechał.
Po pomarańczowej rewolucji elity ukraińskie za swój ideowy fundament potraktowały szeroko rozumiany banderyzm. Na Ukrainie jest pełno pomników banderowskich zbrodniarzy, nazw ulic, stadionów. W każdym mieście ten kult Bandery można spotkać. A banderyzm – w najbardziej syntetycznym pojęciu – to była po prostu idea czystek etnicznych. To, że tak wielu Polaków zostało zamordowanych na Wołyniu, wynikało nie tylko z tego, że byli innej narodowości. Oni grozili państwu ukraińskiemu zakłóceniem etnicznym i trzeba było wyczyścić ten niepożądany element. Z taką ideą, z takim nacjonalizmem, Ukraina nie ma czego szukać w UE
Pamiętam, że kilka tygodni temu pisano o tym, że wiosną będziemy mieli do czynienia z ogromnym wypływem różnych czynników zewnętrznych na nasze wybory. I że Zełenski oraz Ukraińcy również się w tę kampanię włączą. Pomylono się tylko w tym, że nie będzie to wiosną, a już teraz. Myślę, że to było uzgodnione ze stroną polską, ale strona polska nie odniosła zapewne rezultatu na jaki liczyła. Zełenski nie zrobił tego, czego się spodziewano
Wczoraj oglądałem wystąpienie Trzaskowskiego – był bardzo energiczny, wszystko było w porządku. Ale nie można połowy czasu takiego wystąpienia poświęcić jednemu tematowi – Ukrainie. To droga donikąd. Jeżeli pan Trzaskowski nie zrozumie, że musi się koncentrować na sprawach kraju – a nie Ukrainy w kontekście wojennym – to to jest droga do klęski w postaci porażki Komorowskiego
Te wypowiedzi wyraźnie wpisują się w narrację Moskwy. Czyżby Leszek Miller nadal spłacał moskiewską pożyczkę?


Komentarze
Pokaż komentarze (6)