Pada i pada, i przestać nie może. Jest szaro i buro, i tylko Antek jest z tego powodu szczęśliwy. Rano szalał na tarasie w strugach wody, a ja opatulona w ciepłą kurtkę stałam w drzwiach pokrzykując: powoli, powoli, bo się przewrócisz! Ale on i tak szalał, i... nie przewrócił się. Byłam jednak bardzo szczęśliwa, gdy w końcu zechciał wejść do domu. Zaciągnęłam go pod ciepłą kołdrę i otrzymałam w nagrodę za moją cierpliwość olbrzymie przytulanie. Gdy potem odprowadzałam go do niani, która mieszka pięć minut drogi od nas, był przemoczony do suchej nitki - maszerował w rowie pełnym wody i wszedł pod każdą rynnę, którą mijaliśmy. Dziś jeszcze czeka mnie powtórka z rozrywki w drodze powrotnej...
Czasami gdy pada deszcz jest tu naprawdę pięknie, co widać na zdjęciu, niestety dziś świat jest przysłonięty szarą mgłą i równie dobrze mogłabym fotografować brudną ścierkę do podłogi.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)