Wiem, że są ważniejsze sprawy, ale mimo to nie daje mi spokoju liczba 999 i jej symbolika. Przypomnę, że tyle właśnie głosów otrzymał Jarosław Kaczyński w wyborach na prezesa PiS podczas weekendowego kongresu. Trzy dziewiątki, które urządziły sobie spotkanie–tego samego dnia, w tej samej sali – to nie może być przypadek. Tym bardziej, że po dodaniu liczby głosujących do liczby kandydatów, wyjdzie nam pełny tysiąc (1.000).
Co zatem znaczy 999? O pierwszej interpretacji bardzo pobieżnie wspomniałem wczoraj: 999 to liczba szatańska, ale odwrócona do góry nogami. Fakt, że kandydatura Kaczyńskiego znalazła tylu zwolenników, może się kojarzyć z szatańsko-czartowskimi wątkami, jakie przewijają się w jego wypowiedziach. Na krótko przed kongresem, pan prezes udzielił wywiadu, w którym – mówiąc o sobie i swoich kolegach – posłużył się frazą: „my nie mamy czarcich ogonów”. Z drugiej strony, komentując niegdysiejszy protest pielęgniarek, jeszcze za czasów swojego premierostwa, utrzymywał że „inni szatani są tam czynni”. „Tam”, a więc na zewnątrz organizacji partyjnej Prawa i Sprawiedliwości. Delegaci – mniej lub bardziej świadomie – potwierdzili przesłanie obu wypowiedzi. Odwracając trzy szóstki, zadali kłam twierdzeniom, że mają czarcie ogony i ośmieszyli insynuacje, że jacykolwiek szatani mogą być czynni w PiS.
Druga interpretacja nawiązuje do żartu Andrzeja Rosiewicza z 1981 r. Satyryk ten twierdził, że pewien facet rozszyfrował szyfr wysyłany na Zachód na papierosach „POPULARNE”. Nazwa ta miała być skrótem oznaczającym, że „Polska organizacja partyjna uległa Lechowi, Armia Radziecka nie pomogła Edwardowi.” Niewykluczone, że delegaci na kongres PiS też wysłali szyfr albo przynajmniej sygnał: 999 to numer telefonu na pogotowie ratunkowe. W tym ujęciu, wystukanie 999 symbolizuje ciężką sytuację partii, która wymaga ratunku.
Wydaje się jednak, że obecny prezes – wbrew swoim ambicjom – nie będzie wypatrywanym ratownikiem, o czym również świadczy liczba 999. Oto bowiem dochodzimy do interpretacji trzeciej i ostatniej. Gdyby poparcie dla Kaczyńskiego wyniosło 1.000, byłby to powód do budowania oszczerczych analogii między długością rządów prezesa i okresem „1000-letniej Rzeszy”. Szkodziłoby to partii, ale – przy okazji – Kaczyński rzeczywiście mógłby pomyśleć, że jego prezesura potrwa "do końca świata i jeden dzień dłużej". Niewykluczone, że delegaci zdawali sobie z tego sprawę i postanowili utrzeć mu nosa. Daje to szanse na odrodzenie PiS, ale są one minimalne. Jak prawdopodobieństwo, że przed następnym kongresem Kaczyński poda się do dymisji albo 999 delegatów wypowie mu posłuszeństwo.


Komentarze
Pokaż komentarze