Rzeczywistość medialna ma się do rzeczywistości zwykłej, jak muzyka do muzyki wojskowej. W efekcie, serwisy informacyjne – miesiącami, a nawet latami – wałkują pewne pojęcia, które nie odzwierciedlają żadnych realnych bytów. Typowym przykładem takiego bicia piany są okresowe powroty PO-PiS-u, który – od dobrych kilku lat – jest wyłącznie fantomem (zjawą, widziadłem, przywidzeniem). Szkoda nawet trzech słów na ocenę szans powstania tej koalicji, ale ciągle się o niej ględzi.
Ostatnio asumpt do tych roztrząsań dali politycy PiS. Zaczął pan prezes Kaczyński, który wspomniał, że chciałby zawrzeć koalicję z „częścią PO”. Pomysł ten nie wydaje się bliski ziszczenia, ale – z zastrzeżeniem licznych warunków – można go uznać za element rozważań realistycznych. Wodze fantazji zostały puszczone całkowicie, kiedy głos zabrali kolejni politycy PiS z panem prezydentem na czele. Nawiązali oni do myśli prezesa, ale rozszerzyli ambicje koalicyjne na całą PO bez ograniczania się do prezesowej „części”.
Wbrew pozorom, nie są to zagrywki bezsensowne, choć ich cel nie ma nic wspólnego z deklarowanym dążeniem do wskrzeszenia pogrzebanej 5 lat temu koncepcji. Jak się zdaje, chodzi o to, że zapełnianie mediów dywagacjami na temat PO-PiS-u szkodzi Platformie. Sami zainteresowani – politycy obu stronnictw, a nawet dawni kibice ich niedoszłego kontraktu – wiedzą, że przedmiot tych dywagacji jest fantomem, ale im bardziej na lewo, tym więcej naiwnych, którzy gotowi są myśleć, że PO-PiS to sprawa poważna.
Efekt może być taki, że bicie piany na temat PO-PiS-u doprowadzi do jakiegoś przepływu wyborców z PO do SLD. Chodzi o tych wyborców – jest ich całkiem sporo – którzy patrzą na PiS ze wstrętem albo z poważną obawą. Gdyby choć część tych ludzi udało się wyrzucić ze sfery wpływów PO, politycy PiS uznaliby to za sukces. Dzisiaj bowiem cała scena polityczna jest przygnieciona 50-procentowym cielskiem Platformy, co wszystkich pozostałych skazuje na wegetację. Żeby doprowadzić do jakiegokolwiek nowego rozdania, trzeba to cielsko odchudzić – dowolnymi metodami. Skoro nie pomógł atak frontalny, została metoda lisa: szkodzenie Platformie przez deklaracje przyjaźni.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)