Politycy PO od dwóch lat trąbią o konieczności zmiany Konstytucji, która miałaby doprowadzić do stworzenia czytelnego podziału kompetencji między premierem i Prezydentem. Z reguły sugerują, że najlepszym sposobem tej zmiany byłoby uszczuplenie uprawnień Prezydenta. Dwa lata mielenia tematu powinny wystarczyć, by autorzy tych pomysłów zaznajomili się z elementarzem, czyli procedurą nowelizowania ustawy zasadniczej. Niestety, nie wystarczyły... Przekonuje o tym recenzja słynnej debaty Sikorski-Komorowski, opublikowana w środowej „Rzeczpospolitej” (z 24 marca) przez profesora Piotra Winczorka.
Jak zauważa profesor, obaj kandydaci musieli zmierzyć się z pytaniem, czy – jako prezydenci – „podpiszą taką zmianę konstytucji”, która uszczupli ich władzę. Pochodziło ono – jak się zdaje – od szeregowych członków Platformy. Ani moderatorzy debaty (dwoje prominentnych posłów PO), ani kandydaci – nie dostrzegli, że pytanie jest bezprzedmiotowe. Tak się bowiem składa, że po zakończeniu procedowania nad zmianą Konstytucji, Prezydent nie ma wyboru i musi zmianę podpisać (vide art. 235 Konstytucji w obecnym brzmieniu). Jak wyjaśnia prof. Winczorek, jedyna dopuszczalna interwencja Prezydenta mogłaby dotyczyć zagadnień proceduralnych. Prezydent mógłby złożyć wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie, czy prace nad nowelizacją toczyły się we właściwym trybie. Nie ma natomiast żadnych uprawnień do wetowania, czy zaskarżania zmian w Konstytucji ze względu na ich treść.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)