Piotr Wierzbicki, jeszcze na przełomie wieków, był opoką prawicowej publicystyki. Miło się go czytało, bo – nawet gdy klepał standardowe formułki antykomunistów – to okraszał je świetnym, osobistym stylem, który nadawał tym formułkom szlachetny wymiar. Poza tym, klepanie banałów, to nie było jego hobby. Wręcz przeciwnie: felietony i eseje Wierzbickiego prawie zawsze wnosiły coś nowego, niezależnie od tematu.
W twórczości Wierzbickiego czuło się odwagę człowieka, który stara się myśleć samodzielnie i jest prawdziwym nonkonformistą. Nie tylko wtedy, gdy smagał politycznych oponentów, ale także wtedy, gdy szedł pod prąd opinii środowiska, w którym sam się obracał. Nigdy nie dał sobie wcisnąć „prawicowej” ciemnoty, że liberalizm jest moralnym zwyrodnieniem. Kiedy zaś zauważył, że prawicowe partie zaczynają ulegać fobiom antymasońskim, walnął szyderczy esej o „masońskim olśnieniu”, który ustawił całe zagadnienie we właściwych wymiarach. Przypuszczam, że stracił wtedy – wraz ze swoją „Gazetą Polską” – wielu czytelników, ale odciął się od zabobonu z dużą klasą.
Jeśli chodzi o kwestie czystej polityki, Wierzbicki sprawił, że „Gazeta Polska” dryfowała coraz bardziej na lewo i – jak się zdaje – gubiła przy tym czytelników. W pewnym momencie Pan Piotr ulokował swoje sympatie po stronie antykomunistycznego ROP-u Jana Olszewskiego. Potem nastąpił ślizg w stronę miałkiego AWS-u. Kiedy powstał PiS, zdawało się, że „GP” będzie konsekwentnie kibicować PiS-owi, ale z biegiem czasu coraz więcej miejsca poświęcano wywiadom z politykami PO. Na dokładkę, pan redaktor zaczął prawić komplementy Adamowi Michnikowi... Finał był taki, że Wierzbicki dostał „kopa” i zajął się felietonami muzycznymi w ... „Gazecie Wyborczej”. Jako ówczesny stały czytelnik „GP” powitałem ten transfer z ulgą, ale teraz mam wrażenie, że „GP” na nim straciła. Abstrahując od wielu kwestii – w tym także od pytania, czy posada redaktora naczelnego była najlepszą funkcją dla Piotra Wierzbickiego – poziom „GP” wyraźnie przydołował.
Od czasu do czasu – specjalnie dla Wierzbickiego – przeszukuję internetowe archiwum „Gazety Wyborczej”. Raz na rok Pan Piotr skrobnie coś o polityce. Dalej widać ten sam styl i niezależność myślenia. Kłania się teza, którą Wierzbicki lansował jeszcze za czasów „GP”: nie patrz na program (polityczny), patrz na człowieka. Mówiąc ściślej: na kompetencje i kwalifikacje. Uwagi te dotyczyły polityków. Wielu z nich ma rewelacyjny program, ale widać na kilometr, że nie są w stanie go wykonać, bo brak im kwalifikacji. Dajcie takiemu władzę, a doprowadzi do katastrofy.
Podobnie rzecz się ma z publicystami: może mieć człowiek piękne poglądy, ale co z tego, skoro ciągle dmucha w tę samą trąbkę, czyli - pisząc innymi słowy - nudzi. Bo pamiętajmy: wszystkiemu winne są media („merdia”), WSI, ITI, PO, „GW”, SLD, TVN (WSI 24), SB, Palikot, agent „Wolski” itd. itp. Trawestując znany sowiecki dowcip, można się karmić taką papką 20 lat i... starczy.
A co ma do tego Michalski, drugi bohater mojego wpisu? Wiem, ale nie powiem – na razie...


Komentarze
Pokaż komentarze (10)