Jak wspomniałem w poprzednim odcinku, Piotr Wierzbicki wylądował w „Gazecie Wyborczej” jako felietonista muzyczny. Nawiasem pisząc, przypomniałem sobie (i sprawdziłem), że ten akces nastąpił jeszcze przed utratą posady w „Gazecie Polskiej”. Droga Wierzbickiego mogła dziwić, ale jeszcze dziwniejsza wydaje się droga Cezarego Michalskiego – dawnego konserwatysty, który zasilił ultra-lewicową „Krytykę Polityczną”. Nie chcę wrzucać obu Panów do jednego worka, bo są pod wieloma względami kompletnie różni. Przede wszystkim, Wierzbicki jest statecznym nestorem, a Michalski ciągle sprawia wrażenie miotającego się młodzieńca. Poza tym, twórczość Wierzbickiego znam nieźle, a Michalskiego tylko wyrywkowo – głównie z komentarzy w „Życiu”, „Dzienniku” i ... „Krytyce Politycznej”. Publicysta ten, jak dotąd, nie zelektryzował mnie na tyle, żebym kupił jego książkę.
1531
BLOG
Piotr Wierzbicki i Cezary Michalski – dwie drogi prawicy (2)
Jest jeszcze jedna poważna różnica. Wierzbicki zawsze operował konkretem – współczesnym (socjologicznym) lub historycznym, a Michalski operuje językiem filozofii: rozsnuwa teorie, maluje perspektywy, ściera pokolenia i ... wymienia mnóstwo nazwisk. Zróbmy małe porównanie. Wierzbicki tłumaczył kiedyś oszukańczy charakter sondaży opinii publicznej, robionych na początku lat dziewięćdziesiątych (Młoda Polska, czyli fin de siècle). Pisał wówczas, że przedmiotem tych sondaży są często głupoty, a nikt się nie pofatygował, żeby zapytać, czy podobało się ludziom odwołanie rządu za próbę ujawnienia agentów bezpieki. Inny klasyczny numer, to robienie sondażu w środku zmasowanej kampanii propagandowej. Np. kiedy wszystkie media waliły w jakiegoś polityka, jak w bęben, respondenci dostawali pytanie: „co myślisz o tym oszołomie i dlaczego ten łobuz powinien być wyrzucony z polityki”?! Wierzbicki wypunktował te nadużycia bez pudła – tak dobrze, że pamiętam jego komentarz do dziś. Michalski zrobiłby to zupełnie inaczej. Dostalibyśmy wykład o transgresjach w deformacji debaty publicznej, z której – zamiast uczciwej walki pokoleniowych doświadczeń – hegemonia jednej gazety wykrzywia grymasy Hegla, Žižka i Heideggera, których światłe myśli zostały przefiltrowane przez Marksa, który – w tej akurat kwestii – kompletnie się mylił...
Powyższe uwagi nie zmienią faktu, że Michalski to bardzo ciekawy eseista oraz felietonista. Zwłaszcza wtedy, kiedy odpuszcza sobie erudycyjne wyliczanki. Pamiętam np. komentarz dotyczący awantury o Gombrowicza, która wybuchła w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Pan premier odparował wówczas zamach Giertycha i ukrzywdzić Gombrowicza nie dał. „Skoro Gombrowicz zostaje w koalicji rządowej, to LPR musi z tej koalicji wyskoczyć” – komentował Michalski (cytat z pamięci); okazało się, że miał rację. Także dziś, po zmianie barw klubowych, Michalski nie rozstał się z dawną przenikliwością. „Antykomunizm od dawna jest traktowany przez Jarosława Kaczyńskiego czysto pragmatycznie, co zresztą dwadzieścia lat po upadku Muru nie kompromituje Kaczyńskiego jakoś nadzwyczajnie.” – twierdzi publicysta. „Dzisiaj antykomunizm to w PiS-owskim języku doktryna wyłącznie antyplatformerska. Dla liderów PiS antykomunistyczne jest już nawet SLD, jeśli tylko pomoże odsunąć Platformę od władzy.” Pytanie do najżarliwszych zwolenników PiS: czy spostrzeżenia te nie trafiają blisko sedna?
Mieliśmy zatem dwóch nietuzinkowych ludzi prawicy. Dwóch ludzi którzy – niezależnie od kolosalnych różnic – mieli ważną cechę wspólną: ciągle czegoś poszukiwali, ciągle się rozwijali, ciągle miotali się między różnymi koncepcjami. Mam zresztą nadzieję, że czas przeszły, którego często używam w tych wywodach, jest czasem przeszłym przedwczesnym. Dlatego nie będę pisał o tym, jak obaj Panowie „skończyli”; lepiej pisać, gdzie „trafili”. Jeden trafił do „Wyborczej”, a drugi do „Krytyki Politycznej”. Są to dwie drogi ambitnych prawicowców... Czy są jakieś inne? Chyba tylko droga Sindbada Żeglarza – do Bagdadu.


Komentarze
Pokaż komentarze (21)